25 kwietnia, 2024
23 maja, 2023

„Kiedy zrezygnowałam z aborcji, zyskałam siłę, by walczyć o moje chore dziecko”. Świadectwo Julianny

(fot. unsplash.com, Marcel Fagin-OUYg0Q3ec-Y, zdjęcie ilustracyjne)

„Niekompatybilne z życiem” – to o swoim szóstym dziecku usłyszała Julianna. Chłopiec miał zespół Patau. Jego mama najpierw zgodziła się na aborcję, potem z niej zrezygnowała. „Z każdej wizyty w klinice wychodziłam przerażona i udręczona, bo podczas wizyt lekarskich odczuwam brak człowieczeństwa, chłód do tego stopnia, że czułam się ciężarem dla nich – mówi.

Diagnoza trisomii 13, poważnych wad rozwojowych dziecka, które nie dają mu szansy na życie, była ogromnym ciosem dla Julianny. Lekarze zalecali dalsze badania, ale kolejne potwierdziły jedynie wcześniejszą diagnozę tzw. zespołu Patau.

W wielu innych przypadkach, przede wszystkim podejrzenia trisomii 21, zespołu Downa, diagnoza nie zawsze się potwierdza i dzieci często rodzą się zdrowe. Jednak zespół Patau jest poważną chorobą genetyczną, która występuje dość rzadko. Dziecko może umrzeć w okresie prenatalnym lub tuż po narodzinach, albo też odchodzi jeszcze przed pierwszym rokiem życia. 

Lekarze zaproponowali Juliannie aborcję, stwierdzili, że istnieje również ryzyko zagrożenia jej życia. Matka zgodziła się na aborcję, choć jej mąż Oktawian był przeciwny. Przyjaciele Julianny, którzy działali w szeregach obrońców życia, proponowali, by Julianna spotkała się z matkami, które usłyszały podobną diagnozę swoich dzieci. Julianna jednak odmawiała, mimo to, odwiedzali ją i próbowali rozmawiać.

Ciągle płakałam, czułam, że to zły wybór, nie mogłam już tego znieść, nie mogłam doczekać się zakończenia tej historii, tak bardzo się bałam, ale absolutnie nie chciałam widzieć też mojego syna tak innego! – wspomina tamten czas.

Mąż Oktawian i przyjaciele wciąż byli przy Juliannie i próbowali mnie przekonać do zmiany zdania, ale ona jednak odmawiała.

Podczas gdy wewnątrz toczyłam ciężką walkę, modlitwa wszystkich moich przyjaciół stawała się coraz silniejsza – opowiada.

W pewnym momencie Julianna postanawia spotkać się z Robertą, wyjątkową matką ośmiorga dzieci. Jej córka Benedetta, miała również trisomię 18, żyła zaledwie kilka minut. Mocne świadectwo Roberty sprawiło, że ​​Julianna zmieniła zdanie. Później Julianna spotkała się z psychologiem w szpitalu, który uświadomił jej siłę, jaką daje miłość matki do dziecka, które nosi w sobie.

Od tego momentu czułam w sobie niezwykłą siłę, naprawdę chcę walczyć. Stawiam czoła wszystkim wizytom lekarskim, przy pomocy Danieli, podczas gdy mój mąż zostaje w domu, aby zająć się pięciorgiem dzieci. Z każdej wizyty w klinice wychodzę przerażona i udręczona, bo podczas wizyt lekarskich odczuwam brak człowieczeństwa, chłód do tego stopnia, że ​​czułam się ciężarem dla nich – mówi.

Obawy i trudy, nie tylko związane z ciążą, ale i opieką nad dziećmi dają o sobie znać. Julianna odczuwa zmęczenie, ale mimo to, stara się sprostać roli mamy.

Poród zaczął się przedwcześnie. Chłopiec, Karol, zmarł w trakcie porodu, ale Julianna zdążyła go wziąć w ramiona i ochrzcić. Jak opowiada, był taki piękny jak inne dzieci, choć wady rozwojowe były poważne; chłopiec miał tylko nosek i rączkę z sześcioma palcami. Oktawian delikatnie umył synka i nałożył mu niebieskie ubranko.

Jak mówi Julianna, choć Karol zmarł, rodzeństwo chłopca z radością przyjęło nowego członka rodziny.

To cud życia! Rodzeństwo Karola jest bardzo pogodne. Dzieci wiedzą, że mają małego aniołka w Niebie, który zawsze będzie ich chronił! To wszystko sprawiło, że jeszcze bardziej zjednoczyliśmy się ze sobą w rodzinie i z innymi – powiedziała.

AG/manifestazioneperlavita.it

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023