1 grudnia 2022
18 czerwca 2021

Aborcja odbiera wybór mnie, moim dzieciom i tobie

(Claire-Culwell1)

– Dzieci poddane aborcji mogą przeżyć próbę ich uśmiercenia. To nie jest jakaś wymyślona rzeczywistość. Chciałabym, aby żadne dziecko nigdy nie doświadczyło tego, przez co ja przeszłam: zderzenia z rzeczywistością, w której okazuje się, że jest się niechcianym i odrzuconym – mówi Claire Culwell, kobieta, która jako jedno z bliźniąt przeżyła próbę uśmiercenia jej w aborcji. 

Clarie, przed kilkoma tygodniami ukazała się Pani książka „Survivor: An Abortion Survivor’s Surprising Story of Choosing Forgiveness and Finding Redemption”. Jak została przyjęta publikacja?

Książka została przyjęta bardzo dobrze. To były naprawdę wyjątkowe spotkania, wyjątkowe doświadczenie. Ci, którzy w różny sposób zostali doświadczeni przez aborcję poczuli, że nie są sami. Zobaczyli, że też to przeszłam. Aspekt przebaczenia, który ujęłam w książce także został dobrze odebrany. Myślę, że każdy z nas w swoim życiu doświadczył potrzeby przebaczenia, ofiarowania przebaczenia i otrzymania go.  

Czy trudno było przenieść tę, jednak osobistą, historię na karty książki?

Były chwile kiedy rzeczywiście było mi ciężko dzielić się wydarzeniami z mojego osobistego życia, choć wiele osób wie, że jestem ocaleńcem z aborcji. Pamiętam, że kiedy dowiedziałam się, że przeżyłam aborcję, poczułam, że żyję w społeczeństwie, które mnie nie chciało, które przekonuje, że aborcja jest dobra i konieczna. Bardzo trudno było przyznać to na kartach książki. Mam jednak nadzieję, że moja szczerość przyczyni się do przebudzenia ludzi, by zobaczyli jak dramatyczne skutki w życiu osobistym i społecznym wywołuje aborcja. Ale i do tego, jak wiele możemy zrobić, jeśli tylko zaczniemy wspierać kobiety rozważające aborcję.

Wspomniała Pani o przebaczeniu i o tę kwestię chciałam też zapytać, ponieważ już z samego tytułu wynika, że to ważna część historii Pani życia?

Doświadczyłam mocy przebaczenia, kiedy spotkałam moją biologiczną matkę, gdy dowiedziałam się, że jestem ocaleńcem, który przeżył aborcję, kiedy dowiedziałam się, że miałam rodzeństwo bliźniacze. Ta myśl, o tym, że najbliższa mi osoba została „wyrwana” i zabrana ode mnie, sprawiła, że poczułam się, jakbym została abortowana dwukrotnie. Mimo to miałam siłę, aby przebaczyć mojej biologicznej matce, może dlatego, że wzrastałam w wierzącej, chrześcijańskiej rodzinie. Kiedy poznałam historię mojego przyjścia na świat, w tej samej chwili miałam wewnętrzne przekonanie, że powinnam przebaczyć mojej biologicznej matce i dać świadectwo naszej historii.

Przebaczenie nie zawsze przychodzi łatwo, szczególnie w tak delikatnych i trudnych kwestiach. Poznała Pani biologiczną matkę mając nieco ponad 20 lat, wspomniała Pani o  rodzinie, w której się Pani wychowywała…

Wartości, w jakich wzrastałam w wierzącej, chrześcijańskiej rodzinie, rzeczywiście były czynnikiem decydującym o moich postawach. Byłam wychowywana przez wspaniałą rodzinę adopcyjną, ludzi głęboko wierzących, którzy przekazali mi wiele wartości, nauczyli mnie miłości, przebaczania i wielu innych rzeczy. Moment, w którym dowiedziałam się, że byłam dzieckiem odrzuconym, niechcianym do tego stopnia, że poddano mnie aborcji, był więc chwilą próby. Ale wierzę, że Jezus przyszedł, aby nas odkupić, przebaczył mi moje grzechy, grzechy mojej matki. Przebaczył mi tak wiele rzeczy w moim życiu.

Byłabym naprawdę samolubna, gdybym nie chciała wybaczyć mojej biologicznej matce, skoro wiem, że Pan Bóg ofiaruje swoje miłosierdzie tak samo mnie, jak i jej. Oczywiście, mam wybór. Mogę być cały czas przygnębiona, pełna żalu i złości, albo też wybrać tę drugą opcję – spróbować przebaczyć. I ja wybrałam przebaczenie. W mojej trudnej historii znalazłam nadzieję i ukojenie. Myślę, że rzeczywiście wartości przekazane mi przez rodziców, były decydującym czynnikiem mojej postawy w tamtej chwili.

Poza tym w zrozumieniu i przejściu przez tą trudną sytuację pomogła mi trochę myśl, że moja matka była młodą dziewczyną, 13-latką, która nie wiedziała co ma zrobić i desperacko poszukiwała wsparcia, kogoś, kto by jej pomógł, kto by stanął po jej stronie, powiedział, że jest wartościowym człowiekiem, że nie zostanie sama. Trafiła jednak do kliniki aborcyjnej.

Ma Pani kontakt z biologiczną matką? 

Moja biologiczna matka mieszka w innym stanie, pracuje zawodowo, nie mamy więc wielu okazji, aby wspólnie pracować, ale towarzyszyła mi kilka razy podczas spotkań i wywiadów, dała również swoje świadectwo. Dziś ma trójkę dzieci, moich sióstr przyrodnich, które wychowuje. Często mówi o swoim doświadczeniu, ponieważ nie chce, aby kolejna młoda dziewczyna przechodziła przez to, przez co przeszła ona.

Jednak przez kilka pierwszych lat nasze relacje były trochę niepewne, dlatego, że przypominałam jej to, czego doświadczyła mając 13 lat, kiedy nie dano jej żadnego wyboru. Lekarz powiedział jej, że aborcja jest najlepszą decyzją, jaką może podjąć, a jej problemy będą rozwiązane. Tak się jednak nie stało. Aborcja zmieniła na zawsze jej życie. I 21 lat później, kiedy ją spotkałam, opowiedziała mi o najbardziej bolesnym czasie ze swojego życia. Rozmawiałyśmy o tym, jakie szkody wyrządziła nam aborcja i co tak naprawdę nam zabrała. Później przez ponad 12 lat moja biologiczna matka słuchała moich świadectw, mojej deklaracji, że jej wybaczyłam, że Bóg jej wybaczył i dopiero ten fakt zmienił jej życie. Przyjęła przebaczenie i uwierzyła, że Bóg jej przebaczył, że z naszej historii może wypłynąć dobro, które może wnieść trochę światła i nadziei do naszego świata. Myślę, że nasza historia, mimo wszystko, jest pełna nadziei i przebaczenia.

To zranienie po aborcji bardzo dotyka matkę…

Wiele razy myślimy, że aborcja rani tylko kobiety. Moja biologiczna matka w jednym z wywiadów powiedziała, że kobiety nie zdają sobie sprawy, jak bardzo cierpi ich dziecko. Mówiła też, że często powracała do niej myśl, jak wyglądałyby jej dzieci, czy byłyby podobne do niej.

Aborcja rani o wiele więcej osób niż nam się wydaje. To dzieje się już wówczas, kiedy dokonujemy wyboru, czy pozwolimy urodzić się dziecku i je zatrzymamy, czy oddamy do adopcji, czy też właśnie pozbawimy je życia. Aborcja ma ogromny wpływ na człowieka i na różne płaszczyzny jego życia, na te, o których nawet byśmy nie pomyśleli. I decyduje o tym ten jeden moment „wyboru”.

Kiedy zaangażowała się Pani w obronę życia? Wspomniała Pani, że spotkanie z biologiczną matką było momentem przełomowym.

Mieszkam w Teksasie i z mężem wychowujemy czwórkę dzieci. Moją pierwszą pracą jest więc praca mamy i żony, odwożenie dzieci na treningi piłki nożnej i na inne zajęcia.

Kiedy dowiedziałam się o bardzo trudnej, nieznanej dotychczas części mojego życia, kiedy zobaczyłam łzy i cierpienie w jej oczach, uświadomiłam sobie, że aborcja okalecza i rani zawsze dwie osoby: dziecko i matkę. Ta wiadomość, że byłam dzieckiem, które zostało poddane aborcji, które w wyniku aborcji straciło rodzeństwo bliźniacze, na zawsze zmieniła moje serce i moje życie.

I wówczas podjęłam też decyzję, że podzielę się tą historią z  innymi w Stanach Zjednoczonych i może nawet na świecie. I tak było przez ponad 12 minionych lat. Tę historię opisałam też na kartach książki, którą, mam nadzieję, kiedyś także będziecie mogli ją przeczytać.

Z perspektywy czasu widzę, że był to dla mnie przełomowy moment. Zmieniło się życie wielu ludzi, wielu rodzin, ponieważ zobaczyli, że przebaczenie jest możliwe nawet najtrudniejszych okolicznościach. Zobaczyli, że zawsze istnieje wybór, jeśli tylko pomożemy kobiecie, jeśli okażemy jej wsparcie. Zobaczyli wreszcie, że są ludzie, którzy chcą zaoferować pomoc, chcą być obok, jak wy i ja.

Proszę powiedzieć czy istnieją dane mówiące o liczbie dzieci, które przeżyły, mimo, że poddano ich próbie uśmiercenia?

Sądzę, że jest to liczba między 3-4 tys. udokumentowanych przypadków dzieci, które przeżyły procedurę przeprowadzenia na nich aborcji i zostały pozostawione bez pomocy medycznej. To liczba ocaleńców na całym świecie. Głównym problemem jest to, że np. w Stanach Zjednoczonych lekarze nie są obligowani do udzielania pomocy medycznej dzieciom. Dlatego te, które przeżyły aborcję, często mogą być pozostawiane w osamotnieniu, by zmarły. Oczywiście. nie ma obowiązku prowadzenia statystyk, jak wiele jest takich dzieci, jakich problemów zdrowotnych doświadczają itd. Jeśli więc nie obliguje się lekarza, aby raportował o przypadkach żywych dzieci urodzonych w trakcie aborcji, nigdy nie dowiemy się, jak wiele dzieci przeżyło aborcję, czy zostały zaadoptowane i czy znają historię swoich narodzin.  

Tak się właśnie dzieje, kiedy państwo legalizuje aborcję. Dzieci poddane aborcji mogą przeżyć próbę ich uśmiercenia. To nie jest jakaś wymyślona rzeczywistość. Chciałabym, aby żadne dziecko nigdy nie doświadczyło tego przez co przeszłam: zderzenia z rzeczywistością, w której okazuje się, że jest się niechcianym i odrzuconym. To ogromnie trudne doświadczenie, zwłaszcza, jeśli nie ma się tych narzędzi, które ja otrzymałam jako dziecko, a więc miłości i umiejętności przebaczenia.

Clarie, to delikatna kwestia, ale chciałabym zapytać o skutki zdrowotne aborcji. Dzieci, które doświadczyły próby aborcji borykają się często z poważnymi trudnościami zdrowotnymi..

Tak, to dramatyczne doświadczenie, kiedy dziecko, jeszcze nienarodzone, musi walczyć w łonie matki o swoje życie, ma wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne. Lekarze mówią, że ci z nas, którzy przeżyli próbę aborcji, będą odczuwać różne dolegliwości przez całe swoje życie. Wielu z nas ma komplikacje układu odpornościowego, poza tym zdarza się, że nasze ciało reaguje tak, jakby znajdowało się w stanie ciągłego zagrożenia czy narażenia na atak. To zrozumiałe, bo musieliśmy jednak walczyć o swoje życie, już kiedy byliśmy w łonie matki.

Ja urodziłam się w 30. tygodniu ciąży. Podczas wcześnie przeprowadzonej aborcji narzędzia aborcyjne w pewnym stopniu uszkodziły worek owodniowy. Kiedy się urodziłam, miałam urazy w obrębie głowy, miałam też problemy ze stopami. W rzeczywistości musiałam przejść wiele zabiegów i rehabilitacji, aby te komplikacje, z którymi przyszłam na świat zostały wyleczone. Teraz nadal doświadczam chronicznego bólu głowy, stóp, ale to rzeczy, z którymi sobie radzę. I jest to prawdziwy cud, że nie mam innych dolegliwości. Wiem, że inni ocaleńcy mają dużo poważniejsze kłopoty zdrowotne.

Jak budować kulturę życia, aby przyszłe matki nie decydowały się na pozbawianie swoich dzieci życia?

Nauka i nowoczesne technologie nie pozostawiają żadnych wątpliwości, kiedy zaczyna się życie. Pokazuje nam to również nowoczesna technologia: to małe serce zaczyna bić już w pierwszych tygodniach. I mówienie o dziecku jako o zlepku komórek już naprawdę nie działa.

Problemem jest to, że ludzie znają prawdę, wiedzą, co mówi nauka i medycyna, i myślę, że raczej się tym nie przejmują, zupełnie ich to nie interesuje. Wiedzą, że w łonie matki jest dziecko, ale najpierw starają się kalkulować co jest dla nich najlepsze, jaka będzie ich przyszła sytuacja.

Możemy współtworzyć kulturę życia przede wszystkim przez obecność przy kobietach oczekujących dziecka, przez wsparcie szczególnie w trudnych sytuacjach, kiedy przechodzą kryzys, kiedy są zdesperowane i kiedy rozważają aborcję. Ważne jest, aby pokazać przyszłym matkom, że jest inna droga, że Bóg obdarzył je wielką łaską. Dziecko, ciąża nie jest „problemem”, czymś czego trzeba się wstydzić.

Takie rozmowy powinny mieć miejsce w naszych małych środowiskach, w domach, w naszych wspólnotach, w miejscach pracy i w naszych Kościołach. Sądzę, że to zmieni naszą kulturę i przyczyni się do promowania piękna życia.

…choć może być to trudne, jak Pani wspomniała, wiele osób mimo, że zna prawdę wciąż powtarza slogan „moje ciało, mój wybór”. Jakie ma Pani przesłanie dla zwolenników aborcji?

Nikt nie odbiera prawa mojej matce do decydowania o swoim ciele, ale nie może decydować o moim. Moje życie też nie jest jej wyborem. Co z moim wyborem? Czasem na spotkanie ze mną przychodzą ludzie, którzy protestują przeciw temu, co mówię, przeciwko mojemu życiu, przychodzą z transparentami „moje ciało, mój wybór”. Szczerze mówiąc, myślę, że to zastępuje miejsce jakiegoś zranienia, faktu, że aborcja nie zraniła tylko mnie, ale i matki, was, aktywistów proaborcyjnych. Ale dla was także jest nadzieja. Chcemy, abyście przyszli do nas, stanęli obok kobiet, które nie abortowały swoich dzieci, nie doświadczyły traumy po zabiciu własnego dziecka, traumy, jakiej wy doświadczyłyście.

Myślę, że wśród zwolenników aborcji dominują dwie grupy ludzi. Pierwsza, która została głęboko zraniona przez aborcję, tak bardzo, że chce to wykrzyczeć. A druga to ci, którzy wierzą w to, co mówią o „prawie” kobiety do wyboru, do decyzji, czy dziecko może żyć, czy też nie. Kiedy krzyczycie „moje ciało, mój wybór”, pomyślcie o mnie, o tym czego ja doświadczyłam, czego doświadczyła moja matka. Pomyślcie o moich dzieciach, których by nie było, gdyby ta aborcja się powiodła. Myślę, że gdybyście wiedzieli czym jest aborcja, jak przebiega, jak rani, nigdy nie krzyczelibyście „moje ciało moja sprawa”. Aborcja odbiera wybór mnie, moim dzieciom i tobie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Gracz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022