31 stycznia 2023
7 lutego 2022

„Aborcja boli już na zawsze. Mamy prawo ostrzegać przed tym bólem”

(fot. pixabay.com/ zdjęcie ilustracyjne)

Carolyn, idąc za radą przyjaciół, abortowała dziecko. Młoda kobieta długo odczuwała fizyczne skutki aborcji, niekończące się infekcje dróg rodnych i ostatecznie usunięcie macicy. Pojawił się również syndrom poaborcyjny związany z uśmierceniem dziecka. „Moje serce mówiło mi wtedy, że robię źle, jednak rozsądek tłumaczył to, do czego namawiali inni” – wspominała decyzję o aborcji.

Doświadczenie pozbawienia życia własnego dziecka odcisnęło piętno na psychice i zdrowiu młodej kobiety. Choć, po pewnym czasie, Carolyn założyła rodzinę, skutki aborcji odczuwa cały czas.

Aborcja boli, boli już na zawsze. Sądzę, że stowarzyszenia kobiet, które poddały się aborcji, powinny być dużo głośniejsze. Mamy prawo ostrzegać przed tym bólem. A świadomość, że miliony kobiet przeżywają ten sam koszmar, który ja przeszłam, rozdziera mi serce – wyznała w świadectwie, które zamieści portal „Miłujcie się!”.

Młoda kobieta miała już czteroletnią córkę, kiedy dowiedziała się o ciąży. Ojciec dziecka na wiadomość o jego pojawieniu się odszedł. Brak stabilnej pracy sprawił, że Carolyn bała się o swoją przyszłość, a znajomi i przyjaciele doradzali jej jedynie aborcję. „Jest bezpieczna, legalna i szybka”, słyszała młoda kobieta.

Nie oskarżam teraz nikogo, oni po prostu robili to, co uważali za najlepsze. Dlatego teraz wiem, że tak ważne jest, by ludzi uczyć i uświadamiać w tym, co naprawdę jest dobre! – napisała.

Samą aborcję, jej przebieg, okoliczności, chłodny personel ośrodka, kobieta wspomina, jako traumatyczne przeżycie. W tym doświadczeniu opuścili ją również wszyscy przyjaciele i znajomi, którzy wcześniej tak chętnie doradzali aborcję. 

Dostałam papierową jednoczęściową piżamę. Wszystko wokół było zimne, personel zachowywał się w sposób mechaniczny i formalny. Żadnego współczucia, żadnego wsparcia… Jak w jakiejś fabryce (…) Okazało się, że zabieg, który miał być bezbolesny, wcale taki nie był. Kiedy wyrywano ze mnie dziecko, ból stał się tak nieznośny, że z oczu popłynęły mi łzy. Kazano mi leżeć spokojnie i obiecywano, że „to zaraz się skończy – wspominała. 

Później rozpoczęły się problemy zdrowotne. Fizyczne skutki aborcji dały znać o sobie: spadek odporności, ciągle nowe infekcje, guzki, endometrioza…

Wszystko, co nastąpiło później, przypominało bardziej koszmar niż rzeczywistość. W nocy śniło mi się moje własne, zabite dziecko… Zaczęłam pić, doszłam do pięciu butelek alkoholu tygodniowo. Czasem nie jadłam przez kilka dni, a potem, zmusiwszy się do jedzenia, wymiotowałam wszystko, co wcześniej zjadłam. Brałam tabletki uspokajające na noc, żeby móc spać oraz tabletki pobudzające na dzień, żeby się jakoś trzymać. Cztery razy świadomie przedawkowałam, próbując się zabić. Nie sądzę, żebym naprawdę chciała wtedy umrzeć, po prostu chodziło o to, żeby mną się ktoś zajął, wysłuchał, wsparł. Chciałam, żeby to cierpienie się wreszcie skończyło – opowiada.

Leczenie nie przyniosło oczekiwanych efektów, kolejne interwencje chirurgiczne zakończyły się jednak usunięciem macicy. I choć kobieta założyła rodzinę, wychowywała córkę to trauma, jakiej doświadczyła jest obecna w jej życiu.

AG/miłujciesię.pl

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2023