3 marca, 2024
28 stycznia, 2023

„Skoro Jezus niósł krzyż, to ja też powinnam dać radę”. Żona 34-latka z Alzheimerem czerpie siłę z modlitwy

(fot. pixabay.com.)

Początkowo sądzili, że to kryzys małżeński. Diagnoza okazała się jednak zupełnie inna – u 34-letniego Mateusza Gąsiorowskiego rozpoznano chorobę Alzheimera. „Nie wiem, co będzie dalej, ale jedno wiem na pewno: to mój mąż, któremu ślubowałam miłość, wierność i uczciwość na dobre i na złe” – mówi żona mężczyzny, pani Magdalena.

Choroba dała o sobie poważnie znać, gdy państwo Gąsiorowscy byli 7 lat po ślubie. Mąż pani Magdaleny zaczął przejawiać agresję i to nie tylko wobec niej, ale z czasem także w pracy. Terapia małżeńska, na którą się udali, okazała się nieskuteczna, ponieważ każde z małżonków przedstawiało sytuację zupełnie inaczej i nie dało się dojść do porozumienia. Kłótnie nasilały się, pana Mateusza z równowagi wyprowadzały drobiazgi, a w gniewie stawał się niebezpieczny. W końcu doszło do tego, że żona zdecydowała się na założenie niebieskiej karty.

Doszło bowiem do tego, że kilkukrotnie w ciągu dnia miałam nóż przy gardle. Męża potrafiła wyprowadzić z równowagi byle błahostka. Ciężko było to wytrzymać. Opowiedziałam więc wszystko moim teściom. I to dzięki ich pomocy Mateusz trafił najpierw do psychiatry, a potem do neurologa ­– wspomina pani Magdalena.

Diagnoza była druzgocąca. Po wielu miesiącach badań lekarze stwierdzili u pana Mateusza chorobę Alzheimera. To schorzenie neurodegeneracyjne, charakterystyczne raczej dla osób starszych. Jedna z postaci choroby jest jednak uwarunkowana genetycznie i może rozwinąć się nawet u młodych osób.

Pierwszą reakcją był szok. Trudno było mi uwierzyć w to, co usłyszałam od lekarzy. Mąż był dotąd zdrowy i nic nie wskazywało na to, by mógł na coś zachorować. U niego nawet zwykłe infekcje zdarzały się bardzo rzadko – opowiada pani Magdalena Gąsiorowska.Zastanawiałam się więc, dlaczego ta choroba dopadła właśnie Mateusza. Przecież nikt z naszych rodzin nie miał Alzheimera. Potem pojawiły się łzy. Z teściową nie mogłyśmy powstrzymać płaczu.

Wsparciem w ciężkich doświadczeniach stała się dla pani Magdaleny modlitwa i relacja z Bogiem.

Jestem wierząca. Wychodzę z założenia, że skoro Jezus niósł krzyż, dźwigając na swoich ramionach losy całego świata i wszystkich ludzi, to ja także powinnam dać radę. Często się modlę i wierzę, że to właśnie Pan Bóg pomaga mi znosić codzienne trudności. Gdyby tak nie było, już dawno poddałabym się zwątpieniu – mówi kobieta. Siłę daje mi głównie modlitwa. Bardzo często modlę się koronką do Bożego Miłosierdzia. Dużo rozmawiam też z Bogiem, prosząc Go o wsparcie. Wierzę, że dzięki Niemu wciąż mam siłę, bo to On dokonuje tych wszystkich małych cudów.

W opiece nad mężem pani Magdalenie pomaga rodzina. Zarówno teściowie, jak i przyjaciele angażują się, wspierając ją w codziennych obowiązkach. Jednak kobieta czuje się bardzo obciążona psychicznie i cierpi zarówno z powodu ogromnego stresu, jak i izolacji społecznej.

Mam zdiagnozowaną depresję i nerwicę – bez przyjmowania leków nie dałabym sobie rady. Opieka nad ciężko chorą osobą wymaga dużej ilości siły. Ludzie zapominają o tym – wydaje się im, że codzienność z osobą chorującą na Alzheimera nie jest jakoś specjalnie skomplikowana. Jeśli ktoś jest zawodowym opiekunem to zapewne ma do tego odpowiednie predyspozycje. Ja nie miałam wyboru. Nikt nie przejmował się tym, czy jestem w stanie, czy mogę, czy w ogóle chcę ­ mówi pani Magdalena.

Kobieta zrezygnowała z pracy, aby opiekować się mężem. Choć bardzo lubiła swoje zajęcie i była także zachęcana przez przełożonych, aby zostać, niestety z czasem okazało się, że nie da się pogodzić pracy z opieką nad mężem.

Nie miałam wyboru. Bardzo lubiłam swoją pracę. Przez pewien czas zupełnie nie potrafiłam się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Od zawsze lubiłam spędzać czas z ludźmi, dlatego izolacja społeczna była dla mnie źródłem dużego cierpienia– relacjonuje Magdalena Gąsiorowska.

Bardzo trudne było też uzyskanie świadczenia pielęgnacyjnego. Gdyby nie upór pani Magdaleny i jej wielokrotne odwoływanie się od decyzji urzędników, z pewnością nie udałoby się to. Jednak ostatecznie świadczenie przyznano, a obecnie rodzina utrzymuje się z tej zapomogi, a także niewielkiej renty pana Mateusza.

Pod opieką kobiety znajduje się także nastoletnia córka Julia. Choroba taty jest dla niej trudnym doświadczeniem, jednak dzięki wsparciu mamy lepiej odnajduje się w tej sytuacji.

Dużo z nią rozmawiamy i dzięki temu lepiej wszystko rozumie. Przez ostatnie lata bardzo wydoroślała. Rozumie, że choroba taty jest naszym priorytetem. Staram się jednak izolować ją od codziennych obowiązków związanych z opieką. Ma prawo do zabawy i wolnego czasu. Nie chcę, by obarczanie jej problemami dorosłych odebrało jej dzieciństwo opowiada pani Magdalena.

Obecnie sytuacja rodziny jest bardzo trudna, a lekarze nie dają pewności co do tego, jak będzie wyglądała ich przyszłość. Rokowania są niepewne i choroba może rozwinąć się w nieoczekiwany sposób. Najgorszą możliwością jest wystąpienie epilepsji, co może doprowadzić nawet do zgonu.

Choroba postępuje bardzo szybko. Motywuję męża, by jak najwięcej rzeczy starał się robić sam. Nie wszystko mu wychodzi. Mateusz nie odczuwa głodu, sytości, potrzeb fizjologicznych. Moim zadaniem jest pilnowanie, żeby w odpowiednim czasie podać mu posiłekopowiada pani Magdalena.Bardzo lubi kolorowanki dla dzieci, a dzięki kolorowaniu może trenować ręce. Ma też specjalną piłkę, która stymuluje pracę dłoni. Staram się z nim jak najwięcej rozmawiać, opowiadać, ale też dopytywać o przeszłość. Ma ubogą mowę i często nie jestem w stanie zrozumieć, co do mnie mówi.

Pani Magdalena nie chce jednak oddawać męża do placówki opiekuńczej. Raz w roku, na miarę swoich możliwości finansowych, organizuje dla męża wyjazd na specjalistyczny wyjazd rehabilitacyjny dla osób chorych na choroby otępienne. Mężczyzna ma tam zapewnioną całodobową opiekę, rehabilitację i stymulację neurologiczną.

Mimo trudności pani Magdalena wierzy w swoje małżeństwo i niezachwianie trwa w miłości do męża:

Nie wiem, co będzie dalej, ale jedno wiem na pewno: to mój mąż, któremu ślubowałam miłość, wierność i uczciwość na dobre i na złe.

AAG/ aleteia.org

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023