5 marca, 2024
21 czerwca, 2023

„W szpitalach umierają kobiety, a prawica organizuje marsze dla życia”. Wysokie Obcasy oskarżają Centrum Życia i Rodziny

(Fot.: Centrum Życia i Rodziny)

Kobiety nie mają „wyboru”, umierają w szpitalach, dzieci są zaniedbywane w rodzinach, głodują i brak im opieki w zakresie zdrowia psychicznego – to część zarzutów jakie publicystka Wysokich Obcasów Anna J. Dudek stawia organizatorom Marszu dla Życia i Rodziny w swoim artykule “Prawica zjada własny ogon. Organizuje marsze “dla życia”, kiedy w szpitalach umierają kobiety”. Choć chyba sama do końca nie wie, kogo i o co oskarżyć, bo oprócz typowych haseł feministek i cytatów z Donalda Tuska o seryjnych mordercach nie pisze właściwie nic, jak ognia unikając konkretów. Ale to słuszna strategia w sytuacji, gdy konkrety przeczą narracji.

XVIII Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny, który kilka dni temu przeszedł ulicami Warszawy pod hasłem „Dzieci przyszłością Polski” jeszcze na etapie oczekiwania i przygotowań budził niemałe emocje. Szkoda, że głównie negatywne, motywowane ideologicznie albo wręcz politycznie. I tak zamiast na merytorycznej debacie o kryzysie demograficznym i problemie dzietności, internetowi krytycy skupili się na obrzucaniu błotem organizatorów, insynuacjach, wyzwiskach i agresji.

Nie zabrakło oczywiście również oskarżeń o „zabijanie kobiet”, odnoszących się do tragicznych przypadków śmierci kobiet w ciąży, do których doszło w ostatnich kilkunastu miesiącach w Polskich szpitalach. Tok myślowy feministek, aborcjonistek i wielu przekonanych o ich racjach Polaków jest prosty: osobom o poglądach pro-life nie zależy na życiu kobiet, bo liczą się tylko „zlepki komórek” czy „zniekształcone płody”, a teraz przez nieludzkie prawo kobiety w ciąży masowo umierają. A narracja o „piekle kobiet”, choć przepełniona manipulacjami, świetnie się sprzedaje.

Marsz pełen przemocy, bo idą Rycerze

Argumenty wysuwane przez publicystkę Wysokich Obcasów pod adresem Marszu dla Życia i Rodziny są jednak momentami aż śmieszne. A do tego wygląda, że sama autorka nie przyłożyła się specjalnie ani do napisania merytorycznego tekstu, ani do dowiedzenia się, o czym właściwie pisze.

Począwszy od banalnych błędów: opisując samo wydarzenie Dudek stwierdziła, że tegoroczny Marsz był 16., podczas gdy był to oczywiście Marsz 18. W tej sytuacji fakt, że prawidłowo przytoczyła marszowe hasło tym bardziej zasługuje na pochwałę.

Dalej pojawia się typowy chwyt, czyli wrzucenie wszystkich do jednego worka z plakietką „prawica”. Prawicą są więc zarówno organizatorzy Marszu dla Życia i Rodziny, jak i politycy partii rządzącej. Według jakich kryteriów? Trudno dociec, bo o ile Centrum Życia i Rodziny można określić prawicą światopoglądową, tak obecną władzę, patrząc na jej decyzje choćby w sprawie aborcji, trudno posądzać o prawdziwie „prawicowe” przekonania. Mieszanie porządków chyba jednak autorce nie przeszkadza, a właściwie jest jej bardzo na rękę. Dzięki temu można wszak przypisać Marsz głoszący konserwatywne postulaty, ale niemający ani powiązań, ani aspiracji politycznych do słów posłanki PiS Katarzyny Sójki:

Kobiety niestety umierały, umierają i umierać będą.

Wyrwane z kontekstu brzmią bezdusznie, ale w gruncie rzeczy są zupełnie prawdziwe: przypadki śmierci kobiet w ciąży i okresie okołoporodowym zdarzały się także w czasach, gdy prawo aborcyjne w Polsce było inne, a przykłady innych krajów także pokazują, że zależy to w większej mierze od czynników innych, niż rozwiązania prawne w tej kwestii.

Na podium chwytów erystycznych, które stosuje autorka, wysuwa się jednak oskarżenie, że Marsz nie był wystarczająco pokojowy, bo pojawili się na nim… Rycerze Kolumba i Wojownicy Maryi.

Byli i Rycerze Kolumba, Rycerze Jana Pawła II oraz Wojownicy Maryi. Bojowe towarzystwo jak na pokojowy marsz – ironizuje publicystka.

Spieszę uspokoić: ani Rycerze Kolumba, ani Jana Pawła II nie mają w zwyczaju chodzić w pełnej zbroi, a Wojownicy Maryi wyjątkowo zostawili swoje miecze w domach.

Cóż, tak to chyba jest, kiedy rycerze kojarzą się tylko z krwawą jatką, a nie na przykład z etosem rycerskim.

„Święta tradycja” kontra patriarchalna opresja

Pomijając jednak drobne nieścisłości historyczne, mieszanie wszystkiego, co prawicowe, do polityki i obawy o przemocowy charakter Marszu, trzeba przyznać, że Anna Dudek wystawia też przeciw Centrum Życia i Rodziny też cięższe działa. Choć prawdę mówiąc, można mieć wątpliwości, czy w ogóle wie, kto jest organizatorem Marszu i w kogo właściwie uderza.

Po pierwsze więc przypuszcza uderzenie na rodzinę. Bo co to za rodzina, skoro władza (czyli prawica, która organizuje Marsz, bo to nadal w oczach autorki jedno i to samo), która tyle o niej mówi, „daje przyzwolenie, by w szpitalach umierały kobiety”, a dzieci głodowały, były bite i zaniedbywane. Wniosek o rzekomym przyzwoleniu jest znowu trochę wyssany z palca, bo w Polsce mamy zarówno ustawę zakazującą bicia dzieci, jak i świadczenia socjalne, których pozytywnym skutkiem było to, że zmniejszyły skalę ubóstwa wśród najmłodszych.

Jednak fakt, przypadki zaniedbywania, znęcania się, przemocy, a także głodu wciąż się zdarzają. I niestety, choć znów zabrzmi to bezdusznie, można przypuszczać, że będą się zdarzały. Tym, co należy zrobić jest oczywiście dalsze dążenie do jak najskuteczniejszego ograniczenia takich przypadków, ale przypuszczalnie nigdy nie znikną one zupełnie.

Czy te – jak najbardziej rzeczywiste i poważne – problemy w jakiś sposób sprawiają, że inny problem, na który zwracano uwagę podczas tegorocznego Marszu dla Życia i Rodziny, czyli postępujący kryzys demograficzny, nie istnieje? Nie. Na jego istnienie wskazują twarde dane, alarmują o nim demografowie i, czy feministki tego chcą, czy nie, zwiększenie dzietności jest jednym z najpoważniejszych wyzwań, przed którymi stoimy obecnie jako naród. A co więcej –  sprostanie temu wyzwaniu nie oznacza wcale, że nie można jednocześnie zawalczyć z przemocą wobec dzieci czy głodem.

Publicystka Wysokich Obcasów niezmordowanie promuje przy tym narrację, zgodnie z którą rodzina „bywa źródłem przemocy, zła i cierpienia”. Owszem, bywa. Podobnie ich źródłem bywają środowiska lewicowe, osoby o lewicowych poglądach, z prawami kobiet i walką z patriarchatem na ustach. W środowisku, które tak bardzo walczy z uciskiem, domaga się wyzwolenia od opresyjnych norm społecznych, także zdarzają się przypadki nadużyć, przemocy, gwałtów, wykorzystywania, oszustw czy mobbingu. Zdarzają się prawdopodobnie wszędzie. A jednak to, że się zdarzają, nie sprawia, że rodzina – ta zdrowa, prawidłowo funkcjonująca i spełniająca swoje zadania – przestaje być fundamentem społeczeństw i drogą do ich stabilności. Czy więc wymaga ochrony i podtrzymywania? Z punktu widzenia społeczeństwa – zdecydowanie tak.

Pro-life, czyli anti-choice

Kluczem narracji Anny Dudek są jednak przede wszystkim „prawa kobiet”, do których usilnie wraca. A tym, co na Marszu dla Życia i Rodziny zakłuło chyba najbardziej, były hasła o ochronie życia poczętego.

Nie ma się zresztą co dziwić. Od ponad dwóch lat żyjemy w końcu w rzekomym „piekle kobiet”, a w rzeczywistości raczej w wyimaginowanym przez feministki świecie, w którym ciąża w Polsce stanowi śmiertelne zagrożenie, a lekarze odmawiają ratowania życia ciężarnych pacjentek.

I tu już chyba pora na zdecydowany sprzeciw.

Bo powiedzmy sobie szczerze: tym, co rzeczywiście stwarza niebezpieczeństwo dla kobiet w Polsce, są kłamstwa feministek.

Od czasu wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku, który zniósł przesłankę eugeniczną legalizującą aborcję, naciski aborcyjnego lobby wzmogły się, a Polska stała się poligonem rewolucji kulturowej ze znacznie większym natężeniem niż wcześniej. Hasła o tym, że „władza zmusza kobiety do rodzenia śmiertelnie chorych dzieci”, „kobietom odebrano ich prawa”, a w Polsce panuje całkowity lub prawie całkowity zakaz aborcji, to jeszcze nic.

Są one oczywiście niezgodne z prawdą i zdrowym rozsądkiem. Władza nie zmusza nikogo do rodzenia chorych dzieci, bo to nie od polityków zależy, że któreś dziecko rozwija się nieprawidłowo czy choruje, a aborcja nie jest cudownym rozwiązaniem, dzięki któremu chore dziecko znika i nie trzeba go rodzić. Kobietom nie odebrano też żadnych „praw”, bo aborcja nie jest prawem kobiety. Aborcja nie została zaś w Polsce zakazana. Zniesiona została tylko jedna z trzech przesłanek, co oznacza, że możliwość wykonania legalnej aborcji została ograniczona tylko o jedną trzecią. A to, że akurat wyeliminowanie tej przesłanki sprawiło, że nagle liczba aborcji z ponad tysiąca spadła do kilku przypadków rocznie, pokazuje tylko, jak wiele dzieci było w naszym kraju zabijanych przez swoją niepełnosprawność czy chorobę.

Główną osią oskarżeń autorki Wysokich Obcasów jest jednak zarzut o przyczynianie się do ostatnich, nagłaśnianych przez „obrończynie praw kobiet”, przypadków śmierci ciężarnych kobiet w Polskich szpitalach: pani Izabeli z Pszczyny, Agnieszki z Częstochowy czy Doroty w szpitalu w Nowym Targu.

Prawica tymczasem prawi o “cywilizacji śmierci” i “mordowaniu nienarodzonych”. I niestety w części ma rację, bo od kilku lat żyjemy w kraju, w którym kobietom odmawia się podstawowych praw. W tym – jak pokazują tragiczne, niepotrzebne śmierci kobiet w ostatnich latach po tzw. wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku – prawa do życia – pisze z dramatyzmem publicystka.

Czy pomoże powtarzane do znudzenia przypomnienie, że w przypadku tych śmierci winne są błędy lekarskie, a nie prawo? Bo prawo w Polsce zezwala na wykonanie aborcji w sytuacji zagrożenia życia kobiety. W tym względzie nic się nie zmieniło.

Jaki czynnik jest winny temu, że polscy lekarze boją się wykonywać aborcje? Paradoksalnie jest to nagłaśniany przez aborcjonistki „efekt mrożący”. Tyle że jego źródłem nie są obrońcy życia, ale same środowiska proaborcyjne.

Jeśli jakikolwiek lekarz w Polsce zawahał się, czy powinien ratować życie kobiety w ciąży, nawet z narażeniem czy poświęceniem życia nienarodzonego dziecka, to tylko i wyłącznie przez atmosferę strachu, którą wytworzyły aborcjonistki.

Zagęszczająca się atmosfera opresji odbija się natomiast niekorzystnie na dostępie kobiet ciężarnych do opieki zdrowotnej. Wśród lekarzy narasta bowiem strach przed jakąkolwiek bardziej zdecydowaną interwencją medyczną w ich organizm, ażeby nie uszkodzić rozwijającego się płodu i nie narazić tym na odpowiedzialność karną. Niska na ogół świadomość prawna sprzyja tworzeniu się przekłamań w odbiorze obowiązującego prawa i rozpowszechnianiu błędów w jego rozumieniu. Tak powstają mity prawne o rzekomej niedopuszczalności przerwania ciąży, dopóki bije serce płodu – pisze Maria Boratyńska w obszernym komentarzu do wyroku TK, po śmierci pani Izabeli i jej nienarodzonego dziecka.

Te mity o rzekomym zakazie aborcji, póki dziecko żyje, rozpowszechnia nie kto inny, jak aborcjonistki, feministki czy lewicowi politycy. Nie robią tego bynajmniej proliferzy. Wręcz przeciwnie – obrońcy życia dzieci nienarodzonych do znudzenia powtarzają, że przesłanka o ratowaniu kobiety nie została zniesiona, a lekarzom nic nie grozi. Więcej – otoczenie kobiety prawidłową opieką i ratowanie jej życia jest ich obowiązkiem.

I nie umniejszając tym tragediom – bo śmierć tak młodych osób, które często osierocają także dzieci i pozostawiają mężów jest bezsprzecznie tragedią – to lewica, a nie prawica wykorzystuje je do obrzydliwej, politycznej i światopoglądowej przepychanki, traktując zmarłe kobiety przedmiotowo.

Narracja o „seryjnych mordercach”, której dopuścił się wobec politycznych oponentów Donald Tusk, a która jest rozciągana na całe środowisko, które lewica postrzega jako swoich oponentów, sypie się zresztą w zderzeniu z faktami.

Dane o śmiertelności kobiet wskazują, że w Polsce jest ona niska: w 2021 r. zmarło 8 kobiet w ciąży i połogu, rok wcześniej było 9 takich przypadków, a w 2019 r. – 4. Są to liczby znacznie niższe niż w kilku innych krajach, do których standardów w „prawach reprodukcyjnych” powinniśmy podobno dążyć. Polska wypada pod tym względem lepiej niż choćby Niemcy i Francja, a zdecydowanie lepiej niż np. Stany Zjednoczone.

Różnica jest taka, że teraz każda z tych rodzinnych tragedii jest cynicznie wykorzystywana przez lewicę, nagłaśniana w mediach i rozgrywana narracyjnie w taki sposób, aby wzmóc w Polkach poczucie zagrożenia i móc znów wyprowadzić je na ulice. To sprawdzony już wielokrotnie w innych krajach sposób na zmianę prawda aborcyjnego i stała strategia aborcjonistek.

Niestety te kłamstwa skutkują także wobec kobiet. Coraz więcej z nich deklaruje, że panicznie boją się ciąży, bo w Polsce nie jest bezpiecznie pod względem opieki prenatalnej i okołoporodowej. Owszem, standardy opieki nad ciężarnymi wciąż wymagają poprawy, bo to, co potrafi rodzącej zgotować personel często wciąż jest koszmarem. Ale prawo aborcyjne nie ma na postawy personelu żadnego wpływu. Samo w sobie nie zagraża natomiast kobietom, choć do tego przekonują środowiska lewicy.

Prawo do życia – kobiety i dziecka

W odpowiedzi na oszczerstwa i zwykłe kłamstwa wypisywane w Wysokich Obcasach wystarczy chyba powiedzieć jedno: prawo do życia dziecka nie stoi w opozycji do prawa do życia kobiety.

To bzdura, która od lat służy feministkom do mydlenia oczu i wspomagania kulturowej rewolucji, której jednym z celów jest właśnie legalizacja i upowszechnienie aborcji. Więcej – utrwalenie mentalności, zgodnie z którą aborcja to „dobro”, „prawo” i środek wyzwolenia kobiet.

Marsze dla Życia i Rodziny, w czasie których bronimy życia, nie są atakiem na kobiety ani nie odbierają im żadnych praw. Jest wręcz przeciwnie. Maszerując, afirmujemy także kobiecość. To oczywistość, skoro sednem kobiecości jest właśnie umiejętność przekazywania życia i powołanie do macierzyństwa. Dlaczego więc nie podnosimy haseł o zaprzestanie „mordowania kobiet w Polskich szpitalach”? Bo nikt ich tam nie morduje.

Podczas pisania kolejnego tekstu uderzającego w inicjatywy pro-life, wszystkie chętne do tego „obrończynie praw kobiet” powinny się więc chyba wysilić trochę bardziej. Zamiast uderzać jak zwykle w emocje, poszukać merytorycznych argumentów. Zamiast używać wyświechtanych sloganów, rozważyć choć raz, czy są one prawdziwe. A zamiast dobierać tendencyjne zdjęcia do wytworzenia określonego wrażenia – spróbować przedstawić to wydarzenie obiektywnie.

 

Aleksandra Gajek

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023