25 maja, 2024
8 maja, 2023

Pierwsze dzieci stworzone przez robota. Inwestorzy liczą na wzrost liczby dzieci z in vitro dzięki automatyzacji

(fot.: pixabay.com/ Zdjęcie ilustracyjne)

Trwają intensywne prace nad automatyzacją poszczególnych części procesu zapłodnienia pozaustrojowego. Ich celem jest zmniejszenie kosztów procedury, a tym samym, czego nie kryją naukowcy, zwiększenie liczby dzieci poczętych w ten sposób. Według doniesień MIT Technology Review niedawno na świat przyszły pierwsze dzieci poczęte w procedurze in vitro, która została częściowo przeprowadzona przez robota.

Wiosną ubiegłego roku do kliniki New Hope Fertility Center w Nowym Jorku trafił zaprojektowany przez inżynierów z Barcelony robot do wstrzykiwania nasienia do komórki jajowej w procesie zapłodnienia pozaustrojowego. Za pomocą robota zapłodnionych zostało kilkanaście komórek jajowych. Do zainicjowania procedury użyto kontrolera do konsoli do gier Sony PlayStation 5.

W ten sposób poczęły się między innymi dwie dziewczynki, które obecnie już się urodziły. Jak twierdzą naukowcy, są one pierwszymi ludźmi urodzonymi po zapłodnieniu przez robota.

To szalone, prawda? Powiedzieli, że do tej pory zawsze robili to ręcznie – skomentował ojciec jednej w urodzonych dziewczynek.

Według czasopisma MIT Technology Review, które przeprowadziło analizę prac wielu startupów pracujących nad udoskonaleniami w tej dziedzinie, trwające prace obejmują różne elementy procesu zapłodnienia in vitro. Dotychczas udało się w pewnym stopniu zautomatyzować proces łączenia gamet. Inne firmy zajmują się także automatyzacją procesu pobierania komórek jajowych, selekcji plemników czy odżywiania i ochrony stworzonych zarodków.

Zatrważający jest jednak cel opisanych prac. Bynajmniej nie chodzi bowiem o uczynienie całej procedury bardziej etyczną (co nie wydaje się w ogóle możliwe, skoro zapłodnienie pozaustrojowe z zasady odbywa się poza aktem małżeńskim, który jest jedynym dopuszczalnym sposobem powoływania nowego życia). Celem naukowców, do którego wprost się przyznają, jest obniżenie kosztów procesu i zwiększenie liczby dzieci, które zostają w ten sposób poczęte.

W wyniku automatyzacji procesu branża zapłodnienia in vitro może rozrosnąć się pięciokrotnie lub dziesięciokrotnie w stosunku do obecnego rozmiaru. W Stanach Zjednoczonych mniej niż 2% dzieci rodzi się w ten sposób, ale w Danii, gdzie procedura jest bezpłatna i promowana, odsetek ten wynosi blisko 10% . Na to liczą naukowcy, a przede wszystkim inwestujący w tej branży przedsiębiorcy.

Nie jest jednak pewne, czy uzyskane dzięki wprowadzeniu do procesu robotów oszczędności w jakikolwiek sposób zostaną przekazane pacjentom. Jest prawdopodobne, że nawet jeśli uda się osiągnąć znaczne zmniejszenie kosztów procedury in vitro, skorzystają na tym raczej właściciele klinik i biznes medyczny.

Każdego roku na świecie w wyniku procedury in vitro rodzi się około 500 tys. dzieci, ale większość osób, które mają problemy z naturalnym zajściem w ciążę nie ma dostępu do tej procedury ze względu na bariery finansowe.

Jak przejść od pół miliona dzieci rocznie do 30 milionów?zastanawia się David Sable, były lekarz zajmujący się płodnością, który obecnie prowadzi fundusz inwestycyjny. – Nie możesz, jeśli prowadzisz każde laboratorium jak indywidualną, „rzemieślniczą kuchnię”. To jest wyzwanie stojące przed zapłodnieniem in vitro. 

Nie da się ukryć, że to, co dla jednych jest życiową tragedią, z którą próbują poradzić sobie, uciekając się do nieetycznych rozwiązań, dla innych okazuje się niezwykle intratnym biznesem. A w tym biznesie najmniej istotne jest życie dzieci.

Inwestorzy i naukowcy nie ukrywają, że obecnie wprowadzane rozwiązania mają doprowadzić wprost do jak największej automatyzacji procesu zapłodnienia pozaustrojowego, włącznie z zupełnym wyeliminowaniem udziału człowieka, a tym także matek.

W przyszłości automatyzacja może przyspieszyć wprowadzenie innych kontrowersyjnych technik, takich jak edycja genomu czy zaawansowane metody tworzenia komórek jajowych z komórek macierzystych. W końcu zaś obecnie udoskonalane maszyny mogłyby stopniowo ewoluować w sztuczne macice, w których dzieci rosłyby i następnie rodziły się w ośrodkach naukowych. 

Wierzę, że się tam dostaniemy – mówi Jeremy Thompson, embriolog z Adelaide w Australii. – Istnieją wiarygodne dowody na to, że to, co uważaliśmy za niemożliwe, wcale nie jest takie niemożliwe. 

Wydaje się, że na naszych oczach realizuje się kolejny etap budowy „Nowego wspaniałego świata”, ale w wersji nawet śmielszej niż ta przedstawiona w antyutopii Aldousa Huxleya.

 

AAG/bioedge.org/technologyreview.com

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023