26 maja, 2024
26 listopada, 2022

Radość zaczyna się po trzecim dziecku. Mama trzynaściorga dzieli się radami, jak wychowywać dzieci w wierze

(fot. youtube.com/The John-Henry Westen Channel, screenshot, Mary Ann Kuharski)

Mary Ann Kuharski jest z pochodzenia Włoszką, trafiła do sierocińca kiedy miała zaledwie 9 miesięcy. Dzisiaj ma siedmioro własnych dzieci, adoptowała kolejne sześcioro z różnych krańców świata. Działa też aktywnie w organizacji pro-life.

Kuharski wystąpiła w The John-Henry Westen Show, programie redaktora naczelnego i założyciela portalu LifeSiteNews

Rozmowa z matką trzynaściorga dzieci i działaczką pro-life dotyczyła wychowania, rodziny wielodzietnej oraz relacji rodziców z dorosłymi już dziećmi. 

Mary Ann Kuharski przyznała, że przez posiadanie takiej ilości dzieci często spotykała się z ostracyzmem społecznym, a nawet wrogością ludzi, często obcych. 

Jak wspomina, słyszała powtarzające się komentarze: „Nie wiesz przestać?”, „Tyle ci nie wystarczy?”, „Jak to jest, że zawsze jesteś w ciąży i masz ze sobą dziecko?”. 

Jeden z rozdziałów mojej książki brzmi: „Wychowanie dzieci z humorem i modlitwą”, ponieważ naprawdę trzeba mieć obie [te rzeczy] – humor i, powiedziałbym, modlić się – wskazała. 

Dodała, że kiedy wiemy, że ktoś kupuje wielką willę lub ogromny jacht, nie idziemy mu powiedzieć, jak chciwy jest, jednak rodziny wielodzietne nieustannie spotykają się z krytyką. 

Zdarzało mi się, że ludzie wychodzili ze swojej kolejki po zakupy i podchodzili do mojej, kiedy widzieli mnie z całą gromadką dzieci i mówili: „Czy to wszystko twoje dzieci?”, a ja odpowiadałam „Tak”, a oni mówili „To obrzydliwe”. To znaczy, jak można w ogóle na to odpowiedzieć? (…) Pewnego razu powiedziałam do pewnej pani: „Jeśli uważasz, że to jest coś, to powinnaś zobaczyć wszystkie w domu”. [śmiech] Bo trzeba mieć poczucie humoru, ale potem modlić się za [tych ludzi]. Bo oni naprawdę nie wiedzą, że prawdziwymi skarbami życia są nasze dzieci – podkreśliła Mary Ann.

Czy pierwotny plan zakładał 13 dzieci?

Kuharski powiedziała, że najpierw z mężem urodziła im się dwójka dzieci, które planowali. Później adoptowali czwórkę dzieci z zagranicy, m.in. z Wietnamu. W tamtym czasie po 9 latach od ostatniego porodu, Mary Ann zaszła w „ciążę niespodziankę”, jak to nazwała. 

Stało się coś, co oboje z mężem uznali za znak, że Bóg powołuje ich, aby żyli inaczej niż większość ludzi. To zmieniło ich cale życie.

Zawsze współczułam ludziom, którzy się sterylizują, biorą tabletki i myślą, że [tyle dzieci, co mają],wystarczy. Zawsze im mówię, że radość zaczyna się po trzecim. To się wtedy staje łatwe, bo stajesz się ekspertem. (…) Ale to jest kwestia zaufania do Boga. Jeśli nie masz tego zaufania, ominie cię wiele radości w życiu – wyjaśniła kobieta. 

Mary Ann zdradziła również, że znała sporo osób, które po czwartym, trzecim lub drugim dziecku postanowiły nie mieć więcej. Ci ludzie mówili jej, że patrząc na to, jak ona dobrze bawi się ze swoją rodziną, żałują decyzji. 

Trzeba przyznać, to utrzymuje cię w młodości! Musisz pozostać młody, musisz wiedzieć, czego słuchają, musisz wiedzieć, czego uczą się w szkole. Nie masz czasu na starość (…). Więc to jest dużo zabawy – podkreśliła mama trzynaściorga dzieci.

Jak radzić sobie z trudnościami wychowawczymi?

Mary Ann wyjaśniła, że wychowanie dzieci w jej rodzinie jest wyjątkowo skomplikowane ze względu na różnorodność etniczną jej członków. Ona jest pochodzenia włoskiego, jedno dziecko pochodzi z Filipin, dwójka z Wietnamu, jedno jest czarnoskóre, inne jest rdzennym Amerykaninem, jeszcze jedno jest pochodzenia meksykańsko-amerykańskiego. 

Zawsze mówię dzieciom, że to ja jestem szefem, prowadzę mafię. Nie musisz wstępować do gangu, nie będziesz miał czasu na narkotyki, gangi czy cokolwiek, bo my jesteśmy twoim gangiem. (…)

To jest punkt wyjścia dla rodziców. Jeśli kochamy nasze dzieci, to co jest naszym celem numer jeden? Co jest naszym celem numer jeden dla naszych dzieci? I nie jest nim edukacja w college’u, nie jest nim własny rower, własne ubrania czy własny pokój, których moim dzieciom wydawało się, że brakowało im w życiu, ponieważ nie miały własnego pokoju i miały cudzy rower, ubrania czy cokolwiek innego.

Naszym celem numer jeden jest doprowadzenie ich do nieba – podkreśliła. 

Opowiedziała też, dlaczego dzieci „schodzą na złą drogę” i jak katolicki rodzic powinien się wtedy zachować. 

Często dzieci wstępują do gangów, zachodzą w ciążę, robią inne rzeczy, ponieważ jest to ich sposób na poczucie przynależności. My jako katoliccy rodzice chcemy, aby nasze dzieci wiedziały – należysz do nas. (…) Musimy być ich gangiem. Musimy dać im do zrozumienia, że mamy na twoim punkcie takiego bzika, że jeśli będzie trzeba, damy ci szlaban, żeby uchronić cię przed czymś, co naszym zdaniem cię skrzywdzi – wyjaśniła. 

Bawimy się razem

Mary Ann podzieliła się też czterema, jej zdaniem, kardynalnymi zasadami, które powinny być stosowane w życiu rodzinnym, aby jak najlepiej wychować dzieci. 

Pierwsza zasada brzmi: chcemy bawić się razem:

Chcemy poświęcić czas na zabawę z naszymi dziećmi i nie mam tu na myśli wyjazdów do Disneylandu. Mam na myśli, że można po prostu pójść do lokalnego parku i pojechać na wakacje.

Kobieta zdradziła, że choć „wydaje się to szalone”, jej rodzina co roku jeździła na wspólne wakacje. Czasem wymagało to wielkiego vana, czasem musieli jechać w dwóch samochodach. Jednak jej dzieci do dzisiaj wspominają niektóre z tych wakacyjnych wyjazdów. 

Modlimy się razem

Kuharski wyjaśniła, że wspólna modlitwa oznacza również wspólne uczestnictwo we Mszy świętej, a to oznacza z kolei, że jako rodzic nie będziesz najbardziej skoncentrowany na Eucharystii, gdyż trzeba obserwować i próbować kontrolować często niesforne maluchy. 

Usiądź w pierwszej ławce, aby dzieci mogły zobaczyć, co naprawdę wielbimy i co naprawdę robimy – poleciła. 

Matka trzynaściorga dzieci zwróciła też uwagę na to, jak ważne jest świadectwo ojca: 

Nie ma nic potężniejszego niż to, że dzieci widzą nie matkę, ale ojca na kolanach. I ojca prowadzącego modlitwę. To pozostanie w pamięci dzieci bez względu na to, co się stanie – powiedziała. 

Jemy razem

Mary Ann podkreśliła, jak ważna jest „zagubiona sztuka” wspólnego, rodzinnego zasiadania do posiłków. 

Prowadzę teraz całe prezentacje na temat tego, dlaczego wspólne jedzenie jest ważne. Istnieją zresztą świeckie czasopisma, które obecnie dowodzą, że dzieci, które jedzą z rodzicami i w rodzinie co najmniej kilka razy w tygodniu, rzadziej wstępują do gangów, biorą narkotyki lub zachodzą w ciążę – wskazała.

Dyscyplina to miłość

W swoim podejściu do wychowania stoi ona w jednoznacznej opozycji do nurtu bezstresowego wychowania, które jest często lansowane dzisiaj wśród rodziców. 

Jeśli kochamy nasze dzieci i mamy na ich punkcie prawdziwego bzika, to nie pozwolimy, aby stała im się krzywda, a co oznacza, że możemy nie być lubiani, mówię moim dzieciom: nie jestem waszym przyjacielem, jestem waszą matką – stanowczo zaznaczyła Kuharski.

Podkreśliła, że najtrudniejsze dla wierzącego rodzica są sytuacje, kiedy wybory życiowe dziecka są obiektywnie złe, kiedy angażuje się w związki homoseksualne, rozwodzi się lub decyduje na ślub z rozwodnikiem. 

Zawsze chcemy być otwarci na nasze dzieci i zawsze chcemy dać im do zrozumienia, że je kochamy bez względu na wszystko. Kochamy nasze dzieci, ale nie kochamy każdej rzeczy, którą robią. Kochamy je i modlimy się za nie – poradziła.

Mary Ann uważa, że w fundamentalnych kwestiach trzeba być nieugiętym jako rodzic, gdyż swoją postawą i wyborami dajemy świadectwo dzieciom, które nas naśladują i uczą się od nas:

Nie uczestniczę w małżeństwach, które są nieważne, kropka. Moje dzieci to wiedzą, nawet by mnie nie zaprosiły. (…) Zawsze opowiadam historię mojego brata, który był żonaty 3 razy i nawet moja własna matka była na mnie zła, bo nie poszłam na ślub, ale ja powiedziałam: „Mam trzynaście dobrych powodów, dla których nie mogę iść na ślub mojego brata”. Wszystkie te oczy patrzą na Johna i na mnie (…). Ale zadzwoniłam do brata i powiedziałam: „Kocham cię i modlę się za ciebie. Modlę się, żebyś wrócił do wiary”.

Jak sama przyznaje, chciałaby móc powiedzieć, że wszystkie jej dzieci i wnuki są katolikami, jednak prawda jest niestety inna. Jednak modli się za nich i daje im znać, że ich kocha i pamięta o nich w modlitwie.

Jako katolicy mamy arsenał, którego możemy użyć w takich przypadkach: mamy świętych, ich [dzieci] patronów od chrztu, aniołów stróżów, różaniec, Mszę św. itp. – powiedziała. 

Działalność pro-life

Mary Ann Kuharski działa też czynnie w organizacji Pro-Life Across America, która zajmuje się dystrybucją bilbordów z przesłaniem w obronie życia poczętego. Na plakatach jest też numer na infolinię prowadzoną przez fundację, gdzie każdy może otrzymać informację o tym, gdzie dalej szukać pomocy w swojej okolicy. Pracownicy oraz wolontariusze kierują dzwoniących do lokalnej organizacji pro-life lub centrum pomocy dla kobiet w ciąży.

Pro-Life Across America współpracuje z około 400 organizacjami w USA, Kanadzie i Portoryko.

Kobieta podkreśliła, że 40 proc. telefonów na ich infolinię wykonują mężczyźni. 

Mężczyźni są naturalnymi żywicielami i obrońcami. Chcą pomóc tej kobiecie. To może być ojciec dziecka, może być chłopak, może być mąż… Rozmawiałam raz z mężczyzną, który powiedział: „Moja była żona namawia moją córkę do aborcji. Nie czuję się z tym dobrze” – opowiedziała Mary Ann. 

Pomysł na bilbordy powstał, ponieważ Mary Ann wraz z mężem chcieli pomóc kobietom i rodzinom w kryzysie rozważającym aborcję, ale ludzie nie wiedzieli o ich istnieniu. Oboje nie biorą pieniędzy za swoją pracę w Pro-Life Across America.

Sześcioro dzieci państwa Kuharski pomagało w jakiś sposób w fundacji pro-life. Reszta, jak mówi Mary, jest zajęta swoimi dziećmi, jeden syn jest księdzem, albo mieszkają w innych miastach.

AB/LifeSiteNews.com

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023