18 sierpnia 2022
4 października 2021

Wczoraj tysiące opowiedziały się „w obronie kobiet i życia” podczas wielkiego marszu pro-life w Meksyku

(fot. facebook.com/A favor de la mujer y de la vida)

Wczoraj, w niedzielę 3 października, w stolicy Meksyku odbył się „Marsz w obronie kobiet i życia”, w którym wzięło udział wiele tysięcy osób. Podobne marsze przeszły też przez 75 innych miast w kraju.

Wśród transparentów i haseł znalazła się krytyka działań Najwyższego Trybunału Sprawiedliwości Narodu (SCJN), który we wrześniu wydał dwa orzeczenia proaborcyjne. Sędziowie ograniczyli też prawa do sprzeciwu sumienia pracowników służby zdrowia.

Meksyk jest w ruchu, Meksyk się broni, Meksyk się nie poddaje, Meksyk opowiada się za życiem, za kobietami, za rodziną, za podstawowymi wolnościami – podkreślił Rodrigo Iván Cortés, przewodniczący Narodowego Frontu na rzecz Rodziny (Frente Nacional por la Familia) w wypowiedzi dla ACI Prensa.

Dodał, że jako Meksykanie „nie chcemy więcej śmierci, chcemy więcej życia”. Nawiązał też do decyzji sędziów: „chcemy, aby chronili kobietę w ciąży i dziecko w jej wnętrzu”. Cortés powiedział również, że „nie chcemy, aby na nowo definiowali rodzinę, ale aby ją wspierali”, zwracając uwagę na rozprzestrzeniającą się ideologię LGBT w kraju i na świecie.

Nie chcemy, by naruszali podstawowe wolności, ale by je szanowali, począwszy od wolności sumienia i wolności religijnej. W szczególności prawo do sprzeciwu sumienia w służbie zdrowia: nie mogą zmuszać ich do zabijania niewinnych ludzi – zażądał lider organizacji pro-life.

Meksykańscy biskupi wzywali wiernych do wzięcia udziału w wydarzeniu zorganizowanym w związku z proaborcyjnymi orzeczeniami Sądu Najwyższego, które otwierają drogę do dekryminalizacji tego przestępstwa w całym kraju. W ramach poparcia dla sprawy, w marszu wzięło udział kilku biskupów.

Marsz w stolicy Meksyku przebiegał w rodzinnej i świątecznej atmosferze. Rozpoczęto przemarszem spod Audytorium Narodowego aż do Pomnika Niepodległości, znanego również jako Anioł Niepodległości.

Istnieją rozbieżności co do liczby uczestników. Organizatorzy podają, że w marszu uczestniczyło nawet 300 tysięcy osób, jednak oficjalna liczba podana przez Obronę Cywilną to 150 tysięcy. Z marszem w stolicy łączyło się wiele innych meksykańskich miast. Organizatorzy podają, że zliczając uczestników ze wszystkich marszów obywających się w kraju, tego dnia za życiem mógł opowiedzieć się nawet milion osób!

Tak wydarzenie wyglądało w Jalisco, w środkowym Meksyku:

Siła świadectwa pro-life

Uczestnicy mogli usłyszeć piękne świadectwa w obronie życia. Na scenie lekarz przeprowadził też badanie ultrasonograficzne młodej matki w 38. tygodniu ciąży, pozwalając tysiącom ludzi usłyszeć bicie serca dziecka. 

Koordynator wydarzenia, Marcial Padilla, podzielił się swoim świadectwem wraz z żoną. Ich 9-letnia córka, Aną Paula, ma „bardzo poważne uszkodzenie mózgu”.

Ona nie może sobie sama poradzić, potrzebuje wszystkiego od nas. Jest tak samo bezbronna, jak przed urodzeniem czy gdy była noworodkiem. (…) Nauczyliśmy się, że miłość do chorego dziecka może być nieskończona. (…) Choroba nie jest ograniczeniem dla miłości. (…) Nie oznacza to, że jest to łatwe, ani że nie musimy na to pracować – podzielili się, podkreślając, że życie Any Pauli „jest wspaniałe samo w sobie”. 

Na marszu w Mexico City obecna była również Mayra Rodriguez, działaczka pro-life, która odeszła z aborcyjnej korporacji Planned Parenthood po tym, jak doświadczyła prawdy o aborcji.

Byłam dyrektorem największej kliniki aborcyjnej w stanie Arizona. (…) to, co tam zobaczyłam, jest tym, co mnie tu dziś z wami sprowadza. (…) Aborcja szkodzi kobietom – podkreśliła, wskazując na częste przypadki „perforacji macicy” przy dokonywaniu aborcji.

Mayra, której udało się pokonać Planned Parenthood w sądzie, powiedziaław niedzielę, że „dziś po raz pierwszy od 27 lat jestem w moim rodzinnym mieście, by maszerować z wami, jako Meksykanka, w obronie kobiet i życia”.

Inna działaczka pro-life, która jest również katolickim mówcą, opowiedziała, że została uprowadzona i zgwałcona w wieku 12 lat, po czym zaszła w ciążę. Lianna Rebolledo ubolewała, że często rodzina i środowisko mając do czynienia ze zgwałconą kobietą myśli, że „życie dziewczyny już jest zniszczone, że nikt jej nie pokocha, że jest już nic nie warta no i co zrobi z tym dzieckiem?”.

Lianna zauważyła, że w jej przypadku „na szczęście fakt, że powiedzieli mi, że jestem w ciąży, zmienił moje życie”, mimo że lekarze zalecali jej aborcję. 

Nawet jako 12-letnia dziewczynka zastanawiasz się: czy przestanę być zgwałcona, jeśli dokonam aborcji? Czy zapomnę o traumie? Nie, prawda? – dodała.

Kobieta podkreślała, że dla niej „największym darem, jaki dało mi życie, jaki dał mi Bóg, jest moja córka”.

Miała cztery lata i powiedziała mi: mamo, dziękuję, że dałaś mi życie – wyznała.

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2021