27 listopada 2022
13 marca 2022

Stanisława Leszczyńska – położna, która pośród okrucieństwa Auschwitz była Aniołem nadziei

(fot. pixabay.com, zdjęcie ilustracyjne)

„Codziennie dziękuję Bogu, że mogłam być w Auschwitz” te słowa wypowiedziała Stanisława Leszczyńska, położna, która jako więzień obozu koncentracyjnego, odebrała ponad 3 tys. porodów. Przy żadnym z nich nie pojawiły się komplikacje, i żadne z dzieci nie zmarło. Położna odeszła 11 marca 1974 roku, mając 78 lat.

Stanisława Leszczyńska, wraz z mężem oraz czworgiem dzieci mieszkała w Łodzi i pracowała jako położna. Kiedy do Polski wkroczyli Niemcy i rozpoczęła się II wojna światowa, Stanisława zaangażowała się w pomoc w getcie łódzkim, za co w 1943 roku została aresztowana i wraz z córką przewieziona do obozu w Auschwitz, gdzie przebywała aż do jego wyzwolenia w styczniu 1945 roku.

Stanisława otrzymała numer obozowy 41335. Była jedyną położną, która w latach 43-45 przebywała w obozie w Oświęcimiu, dlatego, nie zważając na trudności, niosła ratunek kobietom, które w tych strasznych warunkach rodziły swoje dzieci.

Już na początku istnienia obozu został wydany rozkaz zabijania nowonarodzonych dzieci. Kiedy Leszczyńska zaczęła pełnić funkcję położnej, stanowczo sprzeciwiła się temu nakazowi, świadoma, że sprzeciw wobec rozkazów esesmanów i dra Josefa Mengele grozi śmiercią.

Kiedy od lekarza obozowego otrzymała rozkaz zabijania noworodków, odpowiedziała stanowczo: „Nie, nigdy. Nie wolno zabijać dzieci!”. Przez prawie dwa lata narażała swoje życie, ratując życie nowo narodzonych dzieci – czytamy na Miłujciesie.pl.

Położna była nadzieją dla więzionych kobiet, które bez jej pomocy mogłyby być skazane na komplikacje i śmierć. Stanisława Leszczyńska zawsze była zapracowana, ale pogodna. Pośród okrutnego traktowania ludzi przez niemieckich esesmanów, tworzyła atmosferę ciepła i serdeczności.

Mimo koszmaru tej rzeczywistości wątła fizycznie, skromna w zachowaniu kobieta, narażając własne życie, oddawała się całkowicie umęczonym więźniarkom i ich dzieciom. Nawet po ciężkiej chorobie kierowała pracą, leżąc z braku sił w pobliżu rodzącej – czytamy.

Szpital obozowy znajdował się w kilku barakach. Kobiety oczekujące na poród były stłoczone, leżały praktycznie na samych deskach, pośród innych pacjentów, cierpiących na choroby zakaźne.

Położna sama musiała starać się o podstawowe leki, opatrunki, ubranka oraz pieluchy dla dzieci. Aby je zdobyć często poświęcała swoje własne, głodowe racje żywnościowe.

Była jedyną wykwalifikowaną akuszerką, dlatego czasem zdarzało się, że odbierała nawet kilka porodów jednocześnie. Na początku działalności obozu, noworodki były topione w wodzie przez niemieckie kobiety pilnujące bloku, później jednak zaprzestano zabijania ich po porodzie.

Od momentu, gdy część dzieci pozostawiano przy życiu i wywożono, [Stanisława] oznaczała je tatuażem, aby po zakończeniu wojny zrozpaczone matki miały szansę je odnaleźć. Każde nowonarodzone dziecko chrzciła lub polecała to zrobić osobie, której ufała – podkreślono w świadectwie. 

Warunki w obozie były straszne, szczury atakowały kobiety i noworodki, raniły ich twarze, obgryzały im ręce i nogi. Stanisława spędzała wiele godzin na przeganianiu tych szczurów od kobiet i ich dzieci.

Spoglądałam na moje współwięźniarki z uczuciem rozrzewnienia, uświadamiając sobie, że każda z tych cierpiących istot miała niedawno swój dom, rodzinę, kochających ją bliskich, krewnych, przyjaciół, mogła się cieszyć ich miłością, zachowywać swą godność (…). Kochałam je i to właśnie dodawało mi sił każdego dnia i w noce spędzane bezsennie w mozolnej pracy, której trud i poświęcenie były tylko formą miłości, skierowanej głównie do maleńkich dzieci i matek, których życie starałam się ocalić za wszelką cenę. Inaczej nie byłabym w stanie wytrwać – napisała we wspomnieniach.

Po zakończeniu wojny i wyzwoleniu obozu w Oświęcimiu, Stanisława Leszczyńska wróciła do Łodzi.

Bóg przyprowadził szczęśliwie wszystkie moje dzieci do domu, bo ja nigdy nie zabiłam cudzego dziecka – podkreślała.

Jej mąż zginął w powstaniu warszawskim, dlatego sama musiała ciężko pracować, aby zapewnić utrzymanie rodzinie. Jej syn Henryk we wspomnieniach o matce i czasie, który spędziła w obozie powiedział:

Mówiła, że jak brała dziecko na ręce, to miała wrażenie, że trzyma Dzieciątko Jezus. I to Dzieciątko było z nią w Oświęcimiu, i dlatego nic się jej nie mogło stać. Przed taką postawą nawet diabeł pierzcha.

Stanisława Leszczyńska napisała „Raport położnej z Oświęcimia”. Zrelacjonowała w nim krótko okrutną rzeczywistość obozową. Zostawiła w tym opisie wielkie przesłanie w obronie ludzkiego życia:

Jeżeli w mojej Ojczyźnie – mimo smutnego z czasów wojny doświadczenia – miałyby dojrzewać tendencje skierowane przeciw życiu, to wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli w obronie życia i praw dziecka.

Położna zmarła 11 marca 1974 roku. W 1992 roku rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

 

AG/Miłujciesie.pl, RadioMaryja.pl

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022