24 października 2021
Dzisiaj

„Kiedy urodziłam czwarte dziecko, to macierzyństwo tak naprawdę się we mnie w pełni obudziło”

(14a)

Katarzyna i Radosław, małżeństwo z Gniezna, na Narodowy Marsz Życia i Rodziny przyjechali z czworgiem dzieci i piątym, które niebawem się urodzi.

Z uczestnikami Narodowego Marszu Życia i Rodziny w ubiegłą niedzielę rozmawiała Agnieszka Gracz.

Co zachęciło Państwa do przyjścia na Narodowy Marsz Życia i Rodziny?

Katarzyna: Przyjechaliśmy na Narodowy Marsz Życia i Rodziny przede wszystkim dla naszych dzieci. Długo mieszkaliśmy w Niemczech i dopiero przed czterema laty przeprowadziliśmy się do Polski, dlatego, że chcieliśmy, aby nasze dzieci wychowywały się w chrześcijańskich wartościach, aby nasze dzieci były za życiem, przychodzić na takie wydarzenia i pielęgnowały te wartości.

Radosław: Nie mogło nas dziś tu nie być. Chcemy dać świadectwo, że pragniemy żyć w normalnej, katolickiej, chrześcijańskiej Polsce. Mamy św. Jana Pawła II, bł. kard. Wyszyńskiego… Musimy wzorować się na świętych, którzy niekiedy mieli bardzo trudne życie. Ale kto się poddaje, ten już przegrał, dlatego nie odstępujmy od sakramentów, a Pan Bóg poprowadzi.

Jak Pani ocenia te różnice między Polską a Niemcami, gdzie one są najbardziej wyraźne?

Katarzyna: Przede wszystkim są widoczne w wierze. Chodziłam do szkoły w Niemczech, a tam w ogóle nie mówiło się o wierze. Sama musiałam przejść wiele rzeczy w moim życiu, by się nawrócić i dopiero po nawróceniu zobaczyłam wyraźnie, że to właśnie Polska jest miejscem, w którym warto żyć, warto wychowywać swoje dzieci.

Jest Pani mamą czworga dzieci, z pewnością to duże wyzwanie, ale w Pani oczach widać ogromną radość. Czym dla Pani jest macierzyństwo?

Katarzyna: Tak, jest radość, ale to też wiele wyzwań, czasem łez, wyrzeczeń. Początkowo było nawet może trochę buntu, kiedy trzeba przeciwstawić się swojemu „ja”, kiedy nie mogę mieć czasu dla siebie, kiedy nie mogę zrobić fryzury w momencie, w którym chcę, tylko najpierw muszę zadbać o potrzeby dziecka. Ale to było na początku. Dopiero teraz, kiedy urodziłam czwarte dziecko, to macierzyństwo tak naprawdę we mnie się w pełni obudziło. Mogę powiedzieć o sobie, że dopiero przy czwartym dziecku poczułam, że bycie matką to moje prawdziwe powołanie.

To piękne świadectwo, a często rodzice rezygnują z powiększenia rodziny…

Katarzyna: Na początku, przy dwojgu dzieci było ciężko i nawet już chciałam się poddać. Wcześniej myślałam, że będę mieć jedno, a najwyżej dwoje dzieci. Ale potem pomyślałam, że Bóg ma też swój plan względem nas. Zawierzyłam mu i widzę, że to przyniosło mi poczucie szczęścia i spełnienia. Dziś czuję w swoim wnętrzu pokój i radość. Teraz widzę, że gdybym realizowała swój założony plan, pewnie teraz byłam nieszczęśliwa.

Na Marsz przyszli Państwo z czworgiem dzieci i oczekują piątego, które niebawem się urodzi…

Katarzyna: Wierzę, że dzieci, widząc nasze świadectwo, nasz przykład – ale przede wszystkim mój, jako matki, ponieważ więcej czasu przebywam z dziećmi – będą żyć tymi wartościami. To matka jest tą, która powinna wnosić do domu miłość, zwłaszcza jeśli jest trudno, i w miłości zanurzyć wszystkie trudności. To miłość pozwoliła nam pokonać różne trudności.

Tegoroczny Marsz przeszedł pod hasłem „Tato, bądź, prowadź, chroń!”, by zwrócić uwagę na powołanie i misję ojca rodziny. Chciałabym zapytać Pana jako ojca o doświadczenie tej wyjątkowej roli?

Radosław: Siłę do bycia ojcem czerpię z Eucharystii i adoracji Najświętszego Sakramentu, zwłaszcza, kiedy pojawiają się trudne sprawy do rozwiązania. Każdego dnia staram się uczestniczyć we Mszy świętej. Bóg daje miłość, a ja tylko przekazuję ją dalej. Pokazuję moim synom, córce – jak pięknie mówi ks. Dominik Chmielewski – że my jako ojcowie musimy przygotować naszych synów do życia. Brak nam też takich kapłanów-przewodników. Jako ojcowie powinniśmy pamiętać, że naszym powołaniem i obowiązkiem jest troska o rodzinę, zarówno pod względem zapewnienia jej utrzymania, jak i duchowego prowadzenia.

Zanim poznałem moją żonę, przed 10, 11 laty, sądziłem, że w materializmie znalazłem swoje spełnienie. Miałem pieniądze, telewizory, samochody, ale to nie dawało mi szczęścia. Wracałem do czterech pustych ścian. Dziś też mamy te dobra materialne, może poza telewizorem, ale wracam już do domu, w którym czeka na mnie żona i dzieci. Cóż mogę powiedzieć. Jeśli Pan Bóg będzie na pierwszym miejscu, to On będzie nas prowadził. Wiem, ponieważ w swoim życiu tego doświadczyłem. Jesteśmy z Gniezna i kiedy wyjeżdżam na spotkania Wojowników Maryi do Poznania, to zabieram tam moich synów.

Czego mógłby Pan życzyć mężczyznom, ojcom, którzy może teraz doświadczają kryzysów czy mają wątpliwości co do swojej roli?

Radosław: Przede wszystkim trzeba pójść drogą św. Józefa. To on będzie dla nich wzorem męstwa, tych cech, które są ważne dla nas, jako mężczyzn. Życzę mężczyznom, by nie traktowali kobiet jak „zabawek”, by nie tworzyli związków przedmałżeńskich, bo one nie są Boże, są podszeptem szatana i są nietrwałe. Jeśli ktoś będzie budować dom na piasku, to on się rozpadnie, a takie są związki przedmałżeńskie. Ufajmy Bogu, choć przyjdą krzyże. My z żoną zawieraliśmy związek sakramentalny nie tylko z sobą, ale jeszcze z Bogiem. Rozstanie się małżonków i rozwód to tchórzostwo, to nie jest zmaganie się i walka, tak charakterystyczna dla mężczyzny. Ważne jest to, o czym mówił jeden z księży, aby mąż i ojciec był prawdziwym mężczyzną, na wzór św. Józefa, ojca, pasterza. Jeśli ktoś uderza w niego, to i później rodzina się rozpadnie. Życzę mężczyznom odwagi, zawierzenia Bogu oraz, by pamiętali o uczestnictwie w Eucharystii, ponieważ to jest codzienna „szczepionka” na wszystkie trudy.

Bardzo dziękuję Państwu za rozmowę.

 

 

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Możesz już teraz wesprzeć działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2021