19 lipca, 2024
31 stycznia, 2023

„Po trzech miesiącach uciekłam, nie pytałam nawet o możliwość przedłużenia umowy”. Mobbing w Centrum Praw Kobiet

(Fot. Pixabay, zdjęcie ilustracyjne)

Za swoją misję uznaje niesienie pomocy kobietom, które są ofiarami różnych form przemocy. Deklaruje ochronę praw kobiet, podczas gdy samo je łamie. Jakie fakty ujawniają pracownice i wolontariuszki Centrum Praw Kobiet?

Poniżanie i mobbing, praca bez umowy i wstrzymywanie zapłaty, a także słowne poniżanie pracowników. 

Pracujące w CPK kobiety mają dość takiego traktowania przez prezes Urszulę Nowakowską. Sprawę ujawniły portalowi Onet.pl.

Niektóre z nich usłyszały, że są idiotkami. Inne są na psychotropach albo biorą zwolnienia ze względu na stres związany z pracą.

Ja znalazłam się w CPK w 2018 r. Szukałam pracy, która ma sens. Szybko zorientowałam się jednak, że coś jest tutaj nie tak. Miałam dysonans między wizerunkiem, głoszoną misją a tym, jak prezeska traktuje swoje pracowniczki, jak zarządza fundacją – wyznaje Monika Młynarczyk, która w CPK zajmuje się pozyskiwaniem funduszy.

Kobieta przyszła do fundacji w momencie, gdy ta straciła dotacje publiczne. Do 2016 r. przez wiele lat ponad 90 proc. pieniędzy pochodziło z Funduszu Sprawiedliwości dla ofiar przestępstw, za który odpowiada Ministerstwo Sprawiedliwości.

Gdy zatrudniano mnie jako specjalistkę od fundraisingu, miałam pracować nad odbudowaniem stabilności finansowej. Fundacja jest w tej chwili w bardzo dobrej sytuacji. Jak przychodziłam, to od sponsorów, darczyńców i z 1 proc. było na koncie 200 tys. zł, teraz są 4 miliony. A skala pomocy jest na tym samym poziomie co wcześniej albo mniejsza. Gdy wybuchła wojna w Ukrainie, pojawiły się zagraniczne fundusze. Sama pozyskałam 200 tys. dolarów z Global Giving. Tymczasem Ukrainki, które zatrudniono w fundacji, nie dostawały wynagrodzeń – opowiada Onetowi.

Natomiast kiedy na rozmowę kwalifikacyjną przyszła pani Alicja, miała usłyszeć od prezes:

Nie sądziłam, że jest pani taka przy kości pani Alicjo, myślałam, że przyjdzie do mnie drobna, młoda dziewczyna.

Była pracownik fundacji przyznaje, że choć marzyła o tej pracy,  po trzech miesiącach uciekła, nie pytając nawet o możliwość przedłużenia umowy. 

Przez te trzy miesiące usłyszała od prezes m.in., że jest idiotką i na niczym się nie zna. Odwoływała wcześniej podjęte decyzje i podważała kompetencje pani Alicji.

W pewnym momencie nie rozmawiałam już z nią sam na sam, tylko zawsze w obecności koleżanki z pracy, żeby nie mieć wrażenia, że tracę kontakt z rzeczywistością – relacjonuje kobieta.

Kobiety, które opowiedziały sytuację mediom, wskazują także na toksyczne relacje z prezes Nowakowską. Takie doświadczenia ma np. Kasia, która pracuje w CPK od czerwca 2019 r.

Pamiętam moje początki, czyli tzw. miesiąc miodowy z Urszulą. Wtedy jest się jej przyjaciółką, ona szybko skraca dystans, zaprasza na obiad, wszystkie twoje pomysły są dla niej świetne. Słyszysz: “tak, rób to, to jest genialne”! Po czym zaczynają się schody, bo okazuje się, że ona musi wszystko kontrolować – wskazuje Kasia. 

Centrum Praw Kobiet to założona w 1994 r. fundacja feministyczna, udzielająca porad i informacji z dziedziny prawa cywilnego, karnego i prawa pracy dla kobiet. Jej pracami kieruje prawniczka Urszula Nowakowska. Założycielka i prezes fundacji nie odniosła się do pytań przesłanych jej przez redakcję.

MZ/dorzeczy.pl

Aborcja „aktem miłości”?! Skandaliczne słowa feministki

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023