19 stycznia 2022
16 czerwca 2021

Po 200 dolarów za organy abortowanych dzieci. Czy można usprawiedliwiać barbarzyńskie praktyki?

(fot. zdjęcie ilustracyjne, unsplash)

Covid-19 i pośpieszne tempo realizacji preparatów szczepionkowych ponownie odsłoniło okrutną rzeczywistość aborcji oraz wykorzystywania tkanek i komórek dzieci abortowanych do eksperymentów medycznych. Ta rzeczywistość zmusza nas do stawiania pytań o granice, o moralność i etykę w badaniach nad produktami m.in. koncernów farmaceutycznych.

Choć wiele osób od lat potępia praktyki eksperymentów i badań medycznych na tkankach i komórkach pobieranych z abortowanych dzieci i prawo zabrania takich eksperymentów to proceder wciąż trwa. Za udowodnienie związku między aborcją a eksperymentami medycznymi grożą poważne konsekwencje, ale w rzeczywistości winni sprzedaży narządów pobieranych od dzieci nienarodzonych chronią się mówiąc o pieniądzach otrzymanych jako „darowizny” lub „zwrot kosztów”.

Co pewien czas na jaw wychodzą szokujące wypowiedzi pracowników organizacji aborcyjnych lub korespondencja mailowa między tymi, którzy oferują tkanki i organy dzieci do badań i eksperymentów. Treści te obnażają rządzę zysku, cynizm i bezduszność człowieka. O nielegalnym handlu tkankami dzieci informowało już Center for Medical Progress – CMP – amerykańska organizacja pro-life. 

W kontekście odpowiedzialności katolików za pełną ochronę życia włoski portal La Nuova Bussola Quotidiana przypomina okrutny proceder bezczeszczenia ludzkich ciał, do którego w wypowiedziach, bez wyrzutów sumienia, przyznają się sami pracownicy organizacji aborcyjnych i ośrodków badawczych.

 Naprawdę warto zrozumieć trwającą rzeź, aby uświadomić sobie, że nie można walczyć z aborcją, a następnie bezpiecznie korzystać z jej owoców – czytamy na włoskim portalu.

Z wypowiedzi, które w minionym czasie ujrzały światło dzienne, jasno wynika, że aborcja jest okazją do pozyskania tkanek i organów, które są wykorzystywane do eksperymentów medycznych.

 Wiele osób chce nienaruszonych serc, więc pod obserwacją na USG [lekarze] wiedzą gdzie umieszczają swoje kleszcze, próbują celowo schodzić nad i pod klatkę piersiową, wiesz, jesteśmy bardzo dobrzy w pozyskiwaniu serca, płuc, wątroby – mówiła w jednym z nagrań wykonanych ukrytą kamerą Deborah Nucatola, dyrektor usług medycznych giganta aborcyjnego Planned Parenthood.

Nucatola precyzowała, że koszt każdej „próbki” wynosił „od 30 do 100 dolarów”, wyjaśniała też, że aby pozyskać tkanki dzieci do eksperymentów medycznych, stosowano aborcję przez częściowy poród, a więc metodę, która była zakazana. W trakcie jednego ze śledztw w Stanach Zjednoczonych wykorzystano nagrania Holly O’Donnell, kobiety zatrudnionej przez StemExpress, firmę zajmującą się sprzedażą materiałów badawczych do laboratoriów.

O’Donnell wyjaśniała, że zadaniem firmy było „separowanie abortowanych płodów i sprzedawanie organów naukowcom”. W zamian Planned Parenthood, która dostarcza ciała abortowanych dzieci, „otrzymywała część pieniędzy”. Ciało jednego dziecka miało kosztować „od 200 do 300 dolarów”.

Kobieta opowiadała również o pierwszym dniu swojej pracy, kiedy widziała fragmenty ciał abortowanych dzieci, pokazywano jej rączki, nóżki dziecka. O’Donnell, widząc rozczłonkowane ciała dzieci straciła przytomność, powiedziano jej jednak, że „to normalne i przydarza się wielu”. Na jednym z ujęć ukrytej kamery jest również lekarka, która w laboratorium firmy sprawdza jakość organów dzieci. Kobieta wskazując na nerkę, komentuje „ta jest pięciogwiazdkowa”.

O’Donnell opisała też moment, w którym asystowała przy pobieraniu organów od małej abortowanej dziewczynki, u której wyraźnie było widać twarz, nos, powieki, usta. Ponieważ dziecko było nienaruszone, jeden z pracowników powiedział: „wygląda na naprawdę dobry płód”. Kobieta opisywała, że pracownik zaczął „przecinać dolną część podbródka dziecka nożyczkami”. Chociaż kobieta nie chciała brać w tym udziału, w końcu pomogła mu obciąć głowę dziewczynki przed wyjęciem mózgu. Następnie poproszono ją o wyrzucenie dziecka do kosza na śmieci: „Pamiętam, jak trzymałam to dziecko w dłoniach, gdy nikt inny nie patrzył, płakałam i włożyłam je ponownie do pojemnika” – czytamy na włoskim portalu.

Inny drastyczny opis wskazuje, że niekiedy pobieranie organów może odbywać się jeszcze kiedy dziecko wykazuje oznaki życia. O’Donnell przyznała się, że widziała, gdy jedna z jej koleżanek położyła małym ciele, w okolicy serca, abortowanego dziecka narzędzie, którym rozcina się narządy płodu. Kiedy Holly O’Donnell zauważyła, że „to serce bije”, pracownica stwierdziła jedynie, że „z tego płodu można będzie wiele pozyskać”.

Nie potrafię nawet opisać, jak to jest, ale to był moment, w którym zdałem sobie sprawę, że już nie mogę pracować dla tej firmy… nawet gdyby to służyło wyleczeniu jakiejś choroby –cytuje wypowiedź pracownicy włoski portal.

Niedawno w sieci ukazały się również publikacje przedstawiające metody i skalę przeprowadzania podobnych eksperymentów przez Uniwersytet w Pittsburghu. Z tymi badaniami wiąże się m.in. dr Anthony Fauci, dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych i doradca prezydent USA. W placówce w ramach eksperymentów mających sprawdzić pracę układu odpornościowego, dokonywano m.in. przeszczepów pobranej od dzieci abortowanych skóry głowy na myszy.

W obliczu dramatu dzieci poddanych aborcji i bezczeszczeniu ich ciał poddawanych eksperymentom, wykorzystywaniu ich do badań nad lekami, szczepionkami, kosmetykami czy nawet produktami spożywczymi pojawia się pytanie nie tylko o moralność, ale i odpowiedzialność katolików za pełną obronę życia nienarodzonych.

AG/ Lanuovabq.it

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Możesz już teraz wesprzeć działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2021