6 lipca 2022
22 lipca 2021

„Dlaczego nie pozwolić na pobieranie narządów od pacjentów, którzy są pod narkozą, ale wciąż żyją, w taki sposób, że sama operacja by ich zabiła?” – mówi aktywistka na rzecz eutanazji

(fot. youtube.com/user/GreenlightBookstore)

Promując swoją niedawno wydaną książkę, Katie Englehart, kwestionuje jakiekolwiek ograniczenia w dostępie do tzw. „wspomaganego samobójstwa”. Jednak oprócz argumentacji na rzecz eutanazji, dziennikarka przedstawia też zatrważającą propozycję „dla dobra nas wszystkich”.

Englehart w ramach promocji książki zatytułowanej: The Inevitable – Dispatches on the Right to Die, rozważa dylematy związane z eutanazją. Niektóre pytania wydają się szokujące. Pisarka bezpośrednio podważa amerykańskie prawo, które w wielu stanach zezwala na „pomoc w umieraniu” jedynie w określonych przypadkach.

Z dala od oczu opinii publicznej, wciąż pojawiają się nowe pytania dotyczące praktyki śmierci wspomaganej przez lekarza. Czy lekarze powinni aktywnie przedstawiać opcję wspomaganej śmierci swoim umierającym pacjentom – ponieważ, oczywiście, lekarze mają za zadanie przedstawić nam wszystkie nasze opcje? Czy też powinni czekać, aż ich pacjenci o to zapytają, aby prosty akt dostarczenia informacji nie został zinterpretowany jako poparcie lub znak, że lekarz stracił nadzieję? – napisała Englehart, jak podaje LifeNews.com.

Prawdziwe pytanie brzmi raczej: w czyich kompetencjach jest decyzja, które życie jeszcze „zasługuje” na pomoc, a które już nie? A może raczej: czy ktokolwiek, chory lub lekarz, posiada kompetencje, aby podjąć taką decyzję?

Naprawdę chodzi tylko o ulgę w cierpieniu?

Zmuszanie lekarzy do kierowania lub proponowania śmierci jako „jedną z opcji” sprawi, że „wspomagane samobójstwo” zacznie być postrzegane jako coś normalnego. Portal LifeNews.com zauważył, że takie praktyki już mają miejsce w USA.

Czy pacjenci umierający powinni mieć prawo do oddawania narządów? To wymagałoby, oczywiście, żeby pacjenci umierali w szpitalu, poprzez zastrzyk, aby zachować zdrowie ważnych części ciała – musielibyśmy wtedy zmienić zasady „śmierci z godnością” – kontynuuje dziennikarka i pisarka.

Jej punkt widzenia jest jasny: użyć dawstwa narządów jako pretekstu do legalizacji „śmierci na życzenie”. Propozycja, która następuje, mrozi krew w żyłach.

Skoro już przy tym jesteśmy, dlaczego nie pójść o krok dalej, aby naprawdę zmaksymalizować szanse na udany przeszczep: Pozwolić na pobieranie narządów od pacjentów, którzy są pod narkozą, ale wciąż żyją, w taki sposób, że sama operacja by ich zabiła? Bez wątpienia niektórzy wspaniałomyślni pacjenci chcieliby opcji „śmierci przez dawstwo”, jak nazywają to badacze. Pytanie brzmi, czy państwo powinno na to pozwolić: czy śmierć przez dawstwo stanowiłaby ohydne naruszenie etyki, czy też byłaby po prostu skutecznym sposobem na najlepsze wykorzystanie złej sytuacji – dla dobra nas wszystkich – Englehart nie zadaje pytania, ale raczej przedstawia propozycję.

Amerykanie, którzy sprzeciwiają się wspomaganemu samobójstwu, słusznie zauważyli, że prawo do „śmierci z godnością” obowiązujące w Oregonie jest tylko krokiem naprzód. „Wspomagane samobójstwo” prowadzi do eutanazji, a zabójstwo przez oddanie organów będzie sprzedawane jako „akt miłości i hojności”.

„Wzruszająca” historia Betty

We wprowadzeniu do swojej książki, opublikowanym na stronie wydawnictwa Macmillan, Engelhart opisuje historię kobiety, którą poznała na weselu. Betty opowiedziała pisarce o jej „pakcie” z koleżankami oraz nietypowej podróży do Meksyku.

Pomysł był taki, że przeniosłaby truciznę ze sklepu zoologicznego do pojemników z przynętą, a następnie przejechałaby przez granicę z powrotem do Kalifornii i poleciała do domu. Medykamenty należałyby wspólnie do niej i jej dwóch najlepszych przyjaciółek. Przechowywałyby je po cichu, w swoich mieszkaniach na Upper West Side, dopóki ktoś by nie zachorował. „Mamy pakt”, powiedziała Betty. „Kto pierwszy zachoruje na Alzheimera, dostanie Nembutal”. Szybko działający barbituran usypiał zaskakująco szybko, ale nie gwałtownie. Kiedy już zasnęła, jej oddech prawdopodobnie zwolniłby w ciągu piętnastu lub dwudziestu minut, zanim by się zatrzymał – czytamy we wprowadzeniu do książki The Inevitable – Dispatches on the Right to Die.

Aktywistka na rzecz legalizacji „wspomaganego samobójstwa” zebrała w publikacji historie ludzi, którzy są zdecydowani sami wybrać, kiedy umrą, jednak niesprawiedliwe amerykańskie prawo im na to nie pozwala. Więc tak, jak Betty, nie chcą łamać prawa, ale są do tego zmuszeni. A przynajmniej tak sprawę przedstawia autorka.

(…) przeprowadziłam już wystarczająco dużo wywiadów, by wiedzieć, że w całej Ameryce chorzy i starsi mężczyźni oraz kobiety skrupulatnie planują swoje ostatnie godziny: czasami przy pomocy butelek z meksykańskich sklepów zoologicznych, proszków od dilerów narkotyków w Chinach, kanistrów z gazem z Internetu lub pomocy nieznajomych. Wiedziałam też, że choć większość doniesień na temat tzw. prawa do śmierci kończy się na marginesie prawa, to poza nimi rozgrywają się inne historie. Z dala od gabinetów lekarskich, izb ustawodawczych, szpitalnych komisji etycznych i grzecznych rozmów – zaznacza Englehart.

Pisarka nie tylko wyjaśnia krok po kroku, jak można łatwo, jednak nielegalnie, dotrzeć do środków powodujących (podobno) bezbolesną śmierć. 

Betty niedawno przyszło do głowy, że nie interesuje jej starzenie się ani powolne umieranie. Stary przyjaciel miał dziewięćdziesiąt lat i przygnębiało ją, że wciąż się „kręci”. Jego też to przygnębiało. Był zgryźliwy i znudzony, a wszyscy jego przyjaciele już nie żyli. A on wciąż dryfował, prawie biernie, prawie bez sensu, od leczenia do leczenia – napisała dziennikarka.

Jej książka ma też na celu pokazanie samobójstwa w podeszłym wieku jako coś zupełnie naturalnego, a życie ludzi starszych i chorych – jako coś bezwartościowego.

W jego [męża] ostatnich dniach Betty wyobrażała sobie, że mocno chwyta poduszkę i go dusi, częściowo dlatego, że myślała, że tego właśnie by chciał, ale także dlatego, że nie mogła znieść jego widoku w takim stanie – czytamy dalej historię Betty, której mąż chorował na raka.

Englehart sugeruje wielokrotnie, że komfort i wygoda są najwyższymi wartościami i to nimi należy się kierować m.in. w etycznych dylematach. Nazywa też spowodowanie przez lekarza śmierci pacjenta – „miłosierdziem”.

Betty i jej przyjaciółki zgodziły się, że nigdy nie pozwolą sobie na to, by znaleźć się w takim miejscu, a także, że nigdy nie będą liczyć na pomoc lekarza, bo kto wie, gdzie leży granica lekarskiego miłosierdzia? – napisała Englehart.

Po tym, jak autorka wymienia liczne sposoby bardziej lub mniej bolesnego odebrania sobie życia, jakby chciała dać komuś wskazówki, przechodzi do obciążania winą prawa stanowego. Nie tylko stanu Nowy Jork, w którym „wspomagane samobójstwo” jest nielegalne. Oskarżenia padają również w stronę innych stanów, tym razem o dyksryminację.

Wolałaby postąpić właściwie: poczekać, aż będzie gotowa umrzeć i dopiero wtedy poprosić lekarzy, by to uczynili. Ale śmierć wspomagana przez lekarza nie jest legalna w stanie Nowy Jork. A zresztą nawet w stanach, gdzie jest legalna, dla nieuleczalnie chorych pacjentów, osoba nie może się kwalifikować do śmierci tylko dlatego, że jest stara i zmęczona życiem w starszym ciele, którego już nie chce i z którym nie jest związana – tłumaczyła Katie Englehart.

Poglądy pisarki w Polsce jeszcze są szokujące, jednak w Stanach już nie we wszystkich wywołują podobne emocje. 

Jak na razie [Betty] czuła się dobrze. Co tydzień chodziła na pilates. Chodziła do teatru. Spotykała się z ciekawymi przyjaciółmi i czytała skomplikowane książki. Ale pewnego dnia to wszystko się skończy. Kiedy to się stanie, Betty miała nadzieję, że uda jej się zebrać w sobie tyle determinacji, żeby się zabić. Czasami myślała, że powinna wybrać sobie jakiś wiek i obiecać, że nie będzie żyć dłużej niż do tego czasu – czytamy we wprowadzeniu do książki opublikowanego na stronie us.macmillan.com.

 

AM/LifeNews.com, KatieEngelhart.com, us.Macmillan.com

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2021