18 sierpnia 2022
16 lipca 2022

„Czułam, że to była kara”. Brytyjka opisuje przerażające komplikacje po pigułce aborcyjnej

(fot. unsplash.com/piron-guillaume, zdjęcie ilustracyjne, szpital)

Kobieta po aborcji farmakologicznej trafiła do szpitala, gdzie znaleziono u niej zatrzymany fragment tkanki, który miał „własne ukrwienie”. 

Lekarz powiedział, że byli zaskoczeni, że nie byłam w stanie krytycznym w szpitalu. Pozostała [tkanka – red.] przez cały ten czas mogła spowodować sepsę – wspomina 37-latka.

Jak poinformował Teesside Live, Brytyjka anonimowo opisała swoje fizyczne cierpienie po aborcji farmakologicznej w klinice aborcyjnej British Pregnancy Advisory Service (BPAS), która znajduje się w Middlesbrough w North Yorkshire. 

Mogę o tym mówić i nie płakać teraz, ale czułam, że to była kara za decyzję, którą podjęłam. Po prostu wydawało się, że nie ma za to żadnej odpowiedzialności – przyznała kobieta.

W lutym 2018 roku kobieta z Teesside została skierowana do kliniki aborcyjnej BPAS Middlesbrough przez swojego lekarza ogólnego, kiedy była w 8 tygodniu ciąży. Po konsultacji podano jej środek farmakologiczny do przeprowadzenia aborcji i odesłano ją do domu z kolejną pigułką.

Jednak po dotarciu do domu zaczęła się źle czuć i zadzwoniła do kliniki po poradę. Przez trzy miesiące nadal krwawiła, ale powiedziano jej, że to bardzo długa miesiączka.

Jestem dorosłą kobietą, mam dzieci, wiedziałam, że coś jest nie tak, ale co jeśli ktoś inny uważa to za normalne? Chciałam powiedzieć, co mi się przydarzyło, na wypadek, gdyby moja historia pomogła komuś innemu – podkreśliła Brytyjka.

Ponieważ nadal źle się czuła, w końcu wróciła do kliniki, gdzie została poddana badaniu. Szczegółowe badania wykazały, że część ciała jej nienarodzonego dziecka pozostała w jej ciele, ale klinika zapewniła ją, że to nie jest problem.

Pomyślałam: Zrobili mi tomografię, [i] powiedzieli, że jest w porządku. Nie martwiłam się tak bardzo. Potem robiłam zakupy pewnego dnia (…) i zaczęłam się trząść. Pot kapał z mojej twarzy – opowiadała.

Kobieta wspomina, że miała niezwykle wysokie ciśnienie, więc została wysłana prosto do szpitala. Na miejscu opowiedziała personelowi cały proces aborcji farmakologicznej, który przeszła. 

Znaleźli zatrzymaną tkankę i powiedzieli, że ma ona własne ukrwienie. Lekarz powiedział, że byli zaskoczeni, że nie byłam w stanie krytycznym w szpitalu. Pozostała ona po prostu przez cały ten czas; mogło to spowodować sepsę – zaznaczyła 37-latka.

Po zwolnieniu ze szpitala kobieta została skierowana ponownie do kliniki aborcyjnej. Tam wykonano kolejny tomograf, dano jej więcej tabletek i odesłano do domu.

Po tym napisała skargę, jednak w odpowiedzi dowiedziała się, że pracownik, który ją przyjmował, już nie pracuje w placówce. 

Jak podkreśla LifeSiteNews, ta kobieta nie jest jedyną którą skrzywdzili pracownicy kliniki aborcyjnej. 

AM/LifeSiteNews.com

Kanada: Raport o rosnącej liczbie hospitalizacji po zażyciu pigułki aborcyjnej

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2021