5 grudnia 2022
20 maja 2021

Kanada w awangardzie postępu ideologicznego

(Fot. Arch.)

Z Matteą Mertą, doradcą i przedstawicielką prorodzinnej organizacji pozarządowej przy ONZ o sytuacji w Kanadzie rozmawia Paweł Ozdoba, prezes Centrum Życia i Rodziny.

Mattea, współpracujesz z organizacjami pro-life i prorodzinnymi w Kanadzie oraz pracujesz dla organizacji pozarządowych w ONZ. Bierzesz także udział w Marszach dla Życia w Ottawie i Waszyngtonie oraz publikujesz w kilku konserwatywnych mediach. Jednak żyjesz w zupełnie inaczej rzeczywistości niż w Polsce. W naszym kraju kilka miesięcy temu zwiększono prawną ochronę życia przed narodzeniem – przesłankę eugeniczną dopuszczalności aborcji uznano za niekonstytucyjną. Opowiedz nam o sytuacji w Kanadzie.

Jestem pełna uznania dla waszych wysiłków w Polsce na rzecz promowania i ochrony najbardziej podstawowego prawa każdego człowieka tj. jego prawa do życia. Za każdym razem, gdy jakiś kraj opowiada się po stronie życia, stanowi to zachętę dla wielu innych do jeszcze usilniejszych starań i walki – a Wasz przykład w Polsce właśnie to sprawił.

Pierwszą rzeczą jaką trzeba mieć na względzie w odniesieniu do Kanady jest to, że nie ma tutaj prawa aborcyjnego, co stawia nas w takiej samej sytuacji jak Korea Północna i Chiny – gdzie nie ma żadnych regulacji dotyczących dokonywania aborcji. Oznacza to, że ​​aborcje są dostępne w dowolnym momencie ciąży, można uzyskać do nich dostęp z dowolnego powodu i są całkowicie finansowane przez kanadyjskich podatników. Aborcja została zdekryminalizowana w Kanadzie za byłego premiera Pierre’a Trudeau w 1969 roku, ale w celu uzyskania aborcji było wymagane uzyskanie aprobaty „terapeutycznego komitetu aborcyjnego”. A potem, w 1988 roku, Sąd Najwyższy Kanady orzekł w sprawie R przeciwko Morgentaler, że prawo aborcyjne naruszało sekcję 7 Karty Praw i Wolności, ale jednocześnie nakazał Parlamentowi opracowanie nowych przepisów prawnych odnośnie aborcji. Cóż, mamy 2021 rok, a Parlament nie wypełnił jeszcze swojego obowiązku stworzenia nowego prawa aborcyjnego.

33 lata później obecny premier Kanady Justin Trudeau zmienia politykę zagraniczną Kanady, tak aby wszystkie decyzje były „przepychane” przez „soczewkę feminizmu”, czyniąc Kanadę pierwszym krajem na świecie, który ma wyraźną agendę „feministycznej polityki zagranicznej”. Po ustaleniu tego programu celem premiera Trudeau było finansowanie i promowanie „zdrowia oraz praw kobiet i dziewcząt”. Fundusze na ten konkretny program osiągną 1,4 miliarda dolarów rocznie do 2023 roku, a do tego czasu wynoszą 700 milionów dolarów rocznie, przeznaczane specjalnie na „prawa w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”, co jest eufemizmem używanym do ukrywania aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej typu CSE.

Jednym z głównych celów lobby aborcyjnego w Kanadzie w ostatnich latach było zwiększenie dostępu do kanadyjskich społeczności wiejskich poprzez pigułki aborcyjne. Jednym z wielu niepokojących aspektów związanych z tą ekspansją jest nie tylko fakt, że jest ona skierowana przede wszystkim do rodzimych wcześniaków, ale także że kobiety na obszarach wiejskich nie mają dostępu do pracowników służby zdrowia, w przypadku wystąpienia komplikacji zdrowotnych na skutek zastosowania środka poronnego. Ponadto wiele z tych kobiet miałoby uzyskiwać dostęp do pigułek aborcyjnych poprzez samookreślenie swojego etapu ciąży, co w przypadku błędnego ustalenia i zażycia pigułek aborcyjnych mogłoby skutkować „niepełną aborcją” (gdzie fragmenty ciała dziecka pozostają nadal wewnątrz organizmu matki), poważnym wykrwawieniem / znaczną utratą krwi, a nawet śmiercią matki dziecka. Próba „zwiększenia dostępu kobiet wiejskich do aborcji” nie tylko naraża je na niebezpieczeństwo, ale także niszczy więzi ściśle łączące lokalne społeczności. Innym obszarem, który znalazł się „na celowniku” lobby aborcyjnego, jest prawo osób działających w obronie życia do modlenia się i „poradnictwa na chodniku” przed placówkami aborcyjnymi. Wielu obrońcom życia odmówiono prawa do wolności słowa, ponieważ rządy prowincji ustanawiają „strefy bezpieczeństwa” w celu ograniczenia tego, co niektórzy uważają za „mowę nienawiści” (działania informacyjne w obronie życia). Podczas pobytu na kampusach uniwersyteckich studenci pro-life zostali wyrzuceni ze swoich szkół, a studenckim klubom pro-life odmówiono uznania ich statusu w związkach organizacji studenckich. Wrogość wobec obrońców życia w Kanadzie wzrosła do tego stopnia, że ​​atakowane są nawet pojedyncze osoby, które biorą udział w „łańcuchach modlitwy”.

Kilka lat temu rząd Trudeau wprowadził oświadczenie dla pracodawców ubiegających się o udział w programie Canada Summer Jobs, którzy w celu uzyskania finansowania musieli zgodzić się, że zarówno wykonywana praca, jak i kluczowe wartości organizacji są zgodne z pewnymi „wartościami” określonymi przez Rząd Trudeau. Wytyczne w sposób szczególny wspominały o „indywidualnych prawach człowieka w Kanadzie, w tym wartościach leżących u podstaw Kanadyjskiej Karty Praw i Wolności, a także innych praw. Obejmują one <<prawa reprodukcyjne>> i prawo do niedyskryminacji ze względu na płeć, religię, rasę, pochodzenie narodowe lub etniczne, kolor skóry, niepełnosprawność umysłową lub fizyczną, orientację seksualną, tożsamość lub <<ekspresję płciową>>”. Gdybyś nie mógł zgodzić się na nowe oświadczenie, Twój wniosek zostałby odrzucony, co miało miejsce w wielu przypadkach. Kilku członków rządu, i ja także, zgodziło się, że te nowe wytyczne rządu przymuszające do takich oświadczeń godziły w wolność słowa oraz przekonań, a tym samym stanowiły wyraźne naruszenie kanadyjskiej Karty Praw, która gwarantuje wszystkim Kanadyjczykom wolność sumienia i religii, myśli, przekonań, opinii i wypowiedzi.

Ciekawostką dotyczącą politycznego „krajobrazu” Kanady jest to, że mamy wiele federalnych partii politycznych, z których pięć ma reprezentację w Izbie Gmin, a także garstkę niezależnych posłów do parlamentu, ale tylko jedna partia polityczna zasiadająca w Izbie Gmin dopuszcza istnienie kandydatów pro-life wewnątrz partii. Nie można być  obrońcą życia w kanadyjskiej Partii Liberalnej, NDP, Bloc Quebecois czy Partii Zielonych. To dramatyczny zwrot w porównaniu z sytuacją polityczną nawet 10 lat temu, gdzie można było należeć do partii Liberałów, a zarazem być pro-liferem i członkiem komisji parlamentarnej „All Party Pro-Life” (Wszystkie Partie za Życiem) – obecnie nie jest to już możliwe. Wiemy, że jeśli władze nie cenią i nie szanują praw najbardziej bezbronnych członków wspólnoty społecznej, także przed narodzeniem, to nie będą dogłębnie rozumieć i właściwie działać na rzecz ochrony praw wszystkich obywateli, co jest wyraźnie widoczne w przypadku Kanady.

Aborcja w Kanadzie jest dostępna w bardzo szerokim zakresie. Na początku lutego otrzymaliśmy informację, że istniejący stan rzeczy jest jednak niewystarczający dla Danielle McCann, byłej minister zdrowia prowincji Quebec, która domaga się zwiększenia liczby lekarzy dokonujących aborcji. Czy naprawdę może mieć miejsce i dostęp do aborcja może stać się jeszcze bardziej nieograniczony?

Tak, była minister zdrowia prowincji Quebec stwierdziła, że ​​chce, aby lekarze przeprowadzali jeszcze więcej „późnych aborcji”, korzystając z raportu zamówionego przez „grupę roboczą ds. etyki klinicznej” w College of Physicians, który stwierdza, że świadczenia w tym obszarze (późnych aborcji) są „niewystarczające i nieodpowiednio zorganizowane”. Jednocześnie była minister rozważała utworzenie „dodatkowego zespołu” w celu „zwiększenia dostępu” do późnych aborcji. Była to interesująca propozycja ze strony minister, gdyż nawet „ojciec aborcji” w Kanadzie, dr Henry Morgentaler, odmawiał wykonania aborcji w późnym okresie ciąży.

Statystyki dotyczące aborcji są bardzo trudne do pozyskania w Kanadzie, ponieważ niektóre placówki nie muszą ujawniać liczby przeprowadzanych „zabiegów”. Jednak dziennikarz śledczy był w stanie zebrać dane liczbowe dotyczące późnych aborcji z Kanadyjskiego Instytutu Informacji o Zdrowiu i Statystyki Kanady w latach 2000-2009 i odkrył, że w tym okresie doszło do 491 nieudanych późnych aborcji, które doprowadziły do żywych ​​urodzeń dzieci, zaś w okresie pięciu lat od 2013/2014 do 2017/2018 na skutek „późnych aborcji” miało miejsce 766 żywych urodzeń dzieci. Rzeczywiste liczby są jeszcze wyższe, ponieważ statystyki nie obejmują prowincji Quebec. Jest to wyraźne naruszenie kanadyjskiego Kodeksu karnego, który stanowi, że dziecku zapewnia się ochronę prawną, gdy „w stanie żywym całkowicie opuściło ciało swojej matki”. Oznacza to, że tym dzieciom odmówiono tych samych praw i ochrony, które przysługują wszystkim innym Kanadyjczykom. Ogólnie rzecz biorąc, można zaobserwować tendencję spadkową odnośnie liczby aborcji w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, jednakże w przypadku żądania przeprowadzenia aborcji w późnym terminie, podatnicy będą musieli pokryć w całości lub w części koszty wyjazdu kobiety na ten proceder do Stanów Zjednoczonych.

W Kanadzie uzyskanie „późnej aborcji” może być trudne, ponieważ większość lekarzy-aborcjonistów uważa, że ​​aborcje w późnym terminie to zabijanie zdolnej do przeżycia istoty ludzkiej, i nie zgadzają się na makabryczne rozczłonkowanie dziecka, natomiast innym na udział w tym procederze nie pozwala sumienie.

Obecnie posłanka do parlamentu Cathay Wagantall przedstawiła projekt ustawy C-233, który, jeśli zostanie przyjęty, zmieniłby kanadyjski kodeks karny, zakazując lekarzom wykonywania aborcji selektywnej ze względu na płeć, która jest nie tylko rażącym przykładem dyskryminacji ze względu na płeć, ale także przemocą wobec kobiet. W społeczeństwie, które opowiada się za równością płci, nie ma miejsca na przeprowadzanie aborcji selektywnej ze względu na płeć. Przyjęcie tej ustawy byłoby krokiem naprzód w walce o ochronę i obronę praw człowieka dla każdej istoty ludzkiej.

Wraz z postępem technologicznym, który daje nam wgląd we wnętrze łona matki, w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych następuje ogromna zmiana w podejściu do etyczności późnej aborcji i aborcji w ogóle.

Cywilizacja śmierci to nie tylko aborcja, ale także eutanazja, która jest dostępna w Kanadzie od 2015 roku. Obecnie dotyczy tylko pacjentów, którzy określają swoje cierpienie jako „nie do zniesienia”, ale nowy projekt w tej sprawie ma na celu ułatwienie dostępu do eutanazji. Czy to się stanie? Jak opinia publiczna reaguje na takie żądania?

„Wspomagane samobójstwo” zostało zalegalizowane w Kanadzie w 2015 r. I wiele osób poparło tę decyzję ze względu na niektóre przepisy prawne, na przykład osoby starające się o to muszą cierpieć na „ciężki i nieuleczalny stan zdrowia, który powoduje trwałe cierpienie, którego nie da się znieść” oraz „lekarze nie mogą być zmuszani pomagać tym, którzy chcą umrzeć ”. Rozumiemy jednak, że gdy eutanazja i „wspomagane samobójstwo” zostaną wprowadzone do kraju, pojawia się niebezpieczeństwo staczania się po „równi pochyłej zboczu”. Były prezes „Campaign Life Coalition” (Kampania Koalicji dla Życia) w Kanadzie, Jim Hughes, stwierdził: „Niektórzy ludzie twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak <<równia pochyła>>. Tymczasem po przekroczeniu linii, która pozwala jednej osobie zabić drugą w niektórych przypadkach, kryteria kwalifikacyjne będą po prostu rozszerzane w imię <<równych praw>>. W niedługim  czasie każdy, kto zechce umrzeć z jakiegokolwiek powodu, będzie mógł tego dokonać”.

Według ankiety przeprowadzonej przez Angus Reid w 2020 r. dotyczącej wartości społecznych w Kanadzie, opinia publiczna raczej popiera wspomagane medycznie samobójstwo/eutanazję. Obecnie czterech na pięciu (80%) Kanadyjczyków twierdzi, że „powinny zostać ułatwione procedury podjęcia decyzji o zakończeniu własnego życia” podczas gdy w 2016 r. tego zdania było nieco mniej niż trzy czwarte społeczeństwa (73%).

Cóż, ta równia pochyła przyczyniła się do powstania projektu ustawy o nazwie „Ustawa o zmianie Kodeksu karnego w zakresie pomocy medycznej przy umieraniu”, która jest odpowiedzią rządu partii liberalnej na orzeczenie sądu w Quebecu, które zniosło wymóg „przewidywalności śmierci naturalnej” aby zakwalifikować się do uśmiercenia poprzez śmiercionośny zastrzyk. Kardynał Thomas Collins z Toronto powiedział o ustawie C-7: „To jest nowy rozdział w historii śmierci na żądanie”. Ustawa C-7 zezwoli na stosowanie śmiercionośnego zastrzyku wobec osób, które nie są już zdolne do wyrażenia zgody, na przykład osobom z demencją, jeśli wydały uprzednią dyrektywę z prośbą o eutanazję w przyszłości. Chociaż ustawa C-7 mówi, że eutanazja nie jest dozwolona z powodu choroby psychicznej, jest dozwolona dla osób z zaburzeniami psychologicznymi. Ustawa znosi również dotychczasowy 10-dniowy okres karencji dla osób uznanych za nieuleczalnie chore, aby mogły zostać poddane śmiercionośnemu zastrzykowi jeszcze tego samego dnia, w którym zwróciły się o eutanazję. Aby ukazać skalę zjawiska należy zwrócić uwagę, że 1,96% ogólnej liczby zgonów w Kanadzie stanowią przypadki osób, które otrzymały „pomoc medyczną w umieraniu” (wspomagane samobójstwo i eutanazja) i odsetek ten rośnie z każdym rokiem. To, czego Holendrom zajęło dziesięciolecia, jeśli chodzi o ich wysiłki na rzecz „normalizacji” i legalizacji eutanazji, Justin Trudeau osiągnął w mniej niż 6 lat.

Najbardziej porażające doniesienia ukazały się w raporcie „Pomoc medyczna w umieraniu” opublikowanym w lipcu 2020 r., który stwierdza, że powodem śmierci 10,4% Kanadyjczyków wobec których dokonano eutanazji był brak dostępu do opieki paliatywnej (uśmierzania bólu itp.). Troska i współczucie wobec osób w takiej sytuacji nie polega na podaniu im śmiercionośnego zastrzyku, ale zapewnieniu dostępu do opieki, która chroni ich wartość i godność. Brak dostępu do usług wsparcia dla osób niepełnosprawnych stał się również ważnym powodem dokonywania wspomaganego samobójstwa. We wspomnianym raporcie stwierdzono, że 82,1% ofiar wspomaganych samobójstw jako powód odebrania sobie życia podało „utratę zdolności do podejmowania znaczących czynności życiowych”, 78,1% stwierdziło „utratę zdolności do wykonywania codziennych czynności”, a dla nieco ponad 56% ofiar wspomaganych samobójstw przesądzającym powodem zakończenia ich życia był ból lub strach przed bólem. 34% ofiar eutanazji stwierdziło, że powodem eutanazji był „postrzegany ciężar dla rodziny, przyjaciół lub opiekunów”, a 13% stwierdziło „izolację lub samotność”. Pomimo ewidentnego cierpienia tych osób, za wyraz „współczucia” uznano odebranie im życia, zamiast zapewnić im najważniejsze świadczenia, które dowartościują ich ludzką godność, a także wspomogą zdolność do wykonywania życiowych czynności.

Obecnie projekt ustawy C-7 znajduje się w Senacie i ma zostać ostatecznie uchwalony 27 lutego 2021 r. Projekt C-7 zmierza do rozszerzenia dostępu do pomocy medycznej w umieraniu (samobójstwo wspomagane) poprzez wyeliminowanie 10-dniowego okresu na dokonanie namysłu przy jednoczesnym zmniejszeniu wymogu dwóch świadków do jednego, co oznacza, że postanowienia przepisów ustawy C-7 byłyby w praktyce wykonywane „na żądanie” osób zmagających się z niepełnosprawnością umysłową lub cierpieniem fizycznym. 

Ta „równia pochyła” otworzyła następnie drzwi do rozważań nad zapewnieniem dostępu do wspomaganego samobójstwa także dzieciom (!). Raport wydany przez Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne wykazał, że 46% pediatrów opowiedziało się za wspomaganym samobójstwem dla nieletnich, a 29% zaaprobowało to w przypadku dzieci z niepełnosprawnością „trudną do zniesienia” (intolarable). Nawet oddział UNICEF w Kanadzie włączył się w lobbowanie w rządzie na rzecz dostępu do wspomaganego samobójstwa i eutanazję dla dzieci lub osób, które są uznawane za „dojrzałych nieletnich” (niepełnosprawnych intelektualnie dorosłych).

Zarówno rząd, jak i medyczny „establishment” utrzymują swoje oficjalne stanowisko, że życie osoby, której przytrafiła się niepełnosprawność po prostu nie jest warte życia. To prowadzi mnie do pytania, czy lekarze, którzy uważają, że życie ich pacjentów niepełnosprawnych nie jest już warte życia, są wciąż godni zaufania w działaniach na rzecz swoich niepełnosprawnych pacjentów, czy też ich „diagnoza” będzie oferowała śmierć jako „rozwiązanie” leczenia i opieki podtrzymującej życie ? Na szczęście podczas pandemii zaprzestano dokonywania eutanazji w niektórych szpitalach, co bardzo zdenerwowało lobby eutanazji, które domagało się uznania eutanazji za „niezbędną”, tak jak orzekły rządy w poszczególnych prowincjach Kanady odnośnie aborcji.

Wyrządzamy krzywdę naszym niepełnosprawnym, cierpiącym i bezbronnym, oferując im jako rozwiązanie śmierć i nazywając ten proceder „umieraniem z godnością” zamiast pomagać w tworzeniu rozwiązań, które pomogą im zachować życie.

To wszystko sprowadza się do eugeniki i jej wkradania się do naszych instytucji, od rządu federalnego „eksportującego” kulturę śmierci poprzez promowanie aborcji w innych krajach, szczególnie w Afryce, po rządy prowincjonalne uznające wspomagane samobójstwo za sposób „motywowanej współczuciem opieki” wobec tych, których zdolności różnią się od reszty społeczeństwa. Koniec końców, gdy jakąś grupę osób bezbronnych „bierze się na celownik” i „rozpracowuje”, nieuchronnie obejmie to także kolejne grupy.

Miał miejsce niesamowity, zjednoczony opór wobec popierania MAiD w Kanadzie przeciwko projektowi ustawy C-7 ze strony różnych wspólnot wyznaniowych, w tym także przewodniczącej komisji ds. etyki przy Radzie Kanadyjczyków z Niepełnosprawnościami dr Heidi Janz, która potępiła propozycję rządu federalnego w zakresie zmian kwalifikowalności do eutanazji.

W liście otwartym wysłanym do rządu federalnego przywódcy duchowi stwierdzili: „Ponieważ nasz cieszący się renomą w świecie system opieki zdrowotnej popiera teraz eutanazję jako „rozwiązanie” kwestii ludzkiego cierpienia, ulegnie osłabieniu kreatywność i determinacja, które są potrzebne do stawienia czoła niektórym najbardziej skomplikowanym przypadkom medycznym… W efekcie narzucane jest celowe odbieranie ludzkiego życia jako rozwiązanie problemu ludzkiego cierpienia. Jest to nie tylko głęboko niepokojące; należy stwierdzić iż jest to nie do przyjęcia dla cywilizowanego społeczeństwa”. Nieugięci liderzy ruchów społecznych w Kanadzie, tacy jak Alex Schadenberg, pełniący funkcję dyrektora wykonawczego Koalicji Zapobiegania Eutanazji, nadal robią niesamowite rzeczy w kraju i za granicą, aby bronić bezbronnych, edukować opinię publiczną i polityków na temat szkód, jakie powodują eutanazja i wspomagane samobójstwo.

Kanada należy do awangardy tzw. postępu. Od wielu lat legalne są tak zwane „małżeństwa jednopłciowe”. Takie pary homoseksualne mogą także adoptować dzieci. Jak do tego doszło? Mówi się, że połowa populacji Kanady to chrześcijanie, czy to prawda?

„Małżeństwa jednopłciowe” są legalne w Kanadzie od prawie 20 lat, więc mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby dowiedzieć się wszystkiego, o jego wpływie na społeczeństwo kanadyjskie. Wielu twierdziło, że legalizacja małżeństw osób tej samej płci nie wpłynie na ogół populacji, ale okazuje się, że nic bardziej mylnego! Trzy obszary, w których należy określić wpływ legalizacji małżeństw jednopłciowych na tkankę społeczną Kanady, to: 1.) prawa człowieka – na przykład wpływ na wolność słowa, prawa rodzicielskie, instytucje religijne; 2.) społeczna praktyka małżeństwa; 3.) rozszerzanie przez rządy listy związków uznawanych za małżeństwo o kolejne rodzaje związków (oprócz tradycyjnego małżeństwa).

Wyroki sądowe i wynikające z nich orzecznictwo wprowadzające możliwość uznania przez władze cywilne związków osób tej samej płci za małżeństwo, zmieniły formalności związane z tą kwestią. Związki osób tej samej płci uzyskały po pewnym czasie tą samą rangę, co tradycyjne małżeństwa. To natomiast spowodowało nasilenie się ataków na osoby mające moralne obiekcje wobec uznawania małżeństw jednopłciowych lub ogólnie agendy ruchu LGBT, oskarżania ich o fanatyzm i etykietowania ich wypowiedzi jako „szkodliwych” lub „mowy nienawiści”. Organizacje religijne były karane grzywnami za odmowę organizacji przyjęć osób tej samej płci w swoich obiektach, podczas gdy urzędnicy stanu cywilnego odmawiający przeprowadzenia ceremonii homoseksualnych byli wzywani do złożenia rezygnacji. Doprowadziło to do natychmiastowego ataku na stan wolności słowa w Kanadzie, a także wolność sumienia i przekonań. Z biegiem czasu jakiekolwiek różnice zdań w sprawie małżeństw jednopłciowych stały się nie do zaakceptowania przez instytucje, organizacje, przedsiębiorstwa i pojedyncze osoby. Ostatecznie zmieniło to możliwość swobodnego uczestniczenia Kanadyjczyków w życiu publicznym.

Instytucje religijne zostały w pewnym stopniu uchronione przez ustawodawstwo dotyczące osób tej samej płci przed zmuszaniem ich do przewodniczenia jednopłciowym ceremoniom ślubnym, jeśli naruszałoby to ich wartości lub przekonania religijne, jednak nie wyeliminowało to groźby procesów sądowych lub innych środków zastraszania jak w przypadku pastorów, którzy zostali postawieni  przed Kanadyjską Komisją Praw Człowieka z powodu kazań, prezentujących stanowisko ich wspólnot wyznaniowych w sprawie związków jednopłciowych. Jednym z przykładów jest pastor David Lynn, który został aresztowany w 2019 roku za „zakłócanie pokoju” podczas ulicznej ewangelizacji w gejowskiej dzielnicy Toronto.

Legalizacja małżeństw jednopłciowych wpłynęła również na respektowanie praw rodziców, zwłaszcza odnośnie udziału ich dzieci w edukacji publicznej. Ponieważ związki jednopłciowe zostały uznane przez władze, oznaczało to, że „zasługiwały” na taki sam stopień prezentacji, jak tradycyjne małżeństwo w programach nauczenia. Dlatego lobby LGBT zaczęło domagać się nauczania w szkołach o małżeństwach jednopłciowych. Na początku spowodowało to sporą ilość sporów między rodzicami a władzami szkolnym, ale z czasem powoli słabły, gdy pojawiały się inne problemy. Radykalne nowe programy nauczania zostały wprowadzone do szkół w różnych prowincjach, które przyjęły różne nazwy, aby ukryć fakt, iż ich korzenie znajdują się w radykalnym i dosadnym programie zwanym „kompleksową edukacją seksualną”. W Kolumbii Brytyjskiej wprowadzono ustawę SOGI123 i wdrożono środki, aby uniemożliwić rodzicom odrzucanie kontrowersyjnych praktyk edukacyjnych, a w Albercie, jeśli dziecko dołącza do klubu „Gay-Straight Alliance” (Przymierze gejowsko-heteroseksualne) w szkole, rodzice nie są powiadamiani o aktywności dziecka, podczas gdy w Ontario przyjęto projekt Ustawy 13, która zmusza szkoły katolickie do posiadania na swoim terenie klubów „Gay-Straight Alliance” (Przymierze gejowsko-heteroseksualne).

Edukacja seksualna była również wykorzystywana do forsowania agendy ruchu LGBT, ale wielu rodziców do dnia dzisiejszego nadal nie jest świadomych, czego uczy się ich dziecko. Za czasów rodziców w gimnazjum prowadzono kilka godzin lekcyjnych dotyczących seksualności w oparciu o biologię, podczas gdy obecnie dzieci mają lekcje edukacji seksualnej, które celowo popychają je do odkrywania swojej „tożsamości płciowej”, normalizują związki jednopłciowe, promują aborcję i przenikają praktycznie do każdego aspektu podstawy programowej nauczania. Radykalne reformy edukacyjne służące zmianie struktury społecznej prowincji, a tym samym całego narodu, nigdy nie były przedstawiane rodzicom ani szkołom w sposób otwarty, ale przemycano jest pod pozorem zapobiegania znęcaniu się w szkole, zmniejszania liczby ciąż wśród nastolatek, a zarazem zwiększania tolerancji i pełnej akceptacji dla innych. Nie chcę zostać źle zrozumiana – nie ma nic złego w nauczaniu naszych dzieci akceptacji – ale sposób, w jaki przedstawia się „akceptację”, jest niezwykle stronniczy i ma na celu wpłynięcie na percepcję i wartości dzieci, co jest zamierzonym rezultatem „kompleksowej edukacji seksualnej” (CSE). Ta forma indoktrynacji jest wymierzona przeciwko podstawowej komórce rodzinnej, celowo podważa wartości przekazywane dzieciom przez ich rodziców w domu, jednocześnie dążąc do normalizacji poglądu, że związki jednopłciowe stanowią społeczną normę. „Kompleksowa edukacja seksualna” (CSE) kładzie tak duży nacisk na związki jednopłciowe, że nie odnosi się do takich faktów jak to, że większość ludzi nie odczuwa pociągu seksualnego do osób tej samej płci, że większość ludzi tworzy małżeństwo z osobą płci przeciwnej, a także lekceważy zasadniczy cel i głębię małżeństwa między mężczyzną i kobietą. Rodzice, którzy starają się zaszczepić w swoich dzieciach zrozumienie tego, że małżeństwo między mężczyzną i kobietą powstało po to, aby służyć wielkiej sprawie, będą nieustannie frustrowani tą nową formą indoktrynacji ich dzieci, którą wprowadzono także z powodu zalegalizowania małżeństw jednopłciowych.

Z normalizacji małżeństw jednopłciowych w społeczeństwie wynika również zmiana w postrzeganiu małżeństwa przez społeczeństwo. Jeśli to samo uzasadnienie, które zostało zastosowane do legalizacji małżeństw jednopłciowych, jest stosowane do innych form nietradycyjnych związków, takich jak poligamia, nie jest naciąganym wniosek, że rząd lub społeczeństwo mogą domagać się, aby każdy rodzaj związku został uznany za “małżeństwo”. A to prowadzi to do dalszego upadku ważnej roli tradycyjnego małżeństwa jako takiego. Tradycyjne małżeństwo złożone z jednego mężczyzny i jednej kobiety, mające trwać przez całe życie, przynosić dzieci i wnosić wkład na rzecz społeczeństwa, nie jest już postrzegane jako zasadniczy fundament społeczeństwa, a raczej za powód jego istnienia uznaje się emocjonalny krok – jeden z wielu – w celu spełnianie swoich pragnień seksualnych lub skupia się na kwestii zapewnienia sobie towarzystwa drugiej dorosłej osoby.

Legalizacja ośmieliła również lobby LGBTQ do skutecznego nacisku wobec grup, osób fizycznych i korporacji. Niedawno lobby LGBTQ wezwało Kanadyjską Agencję Skarbową do wykluczenia grup, które nie zgadzają się z ich światopoglądem, aby nie otrzymywały zasiłku Canada Emergency Wage Subsidy (awaryjnego dopłata do wynagrodzenia), które pomogło wielu osobom utrzymać się na powierzchni w tym trudnym okresie.

Grupy takie jak „Parents As First Educators” (Rodzice jako pierwsi wychowawcy) i „Campaign Life Coalition” (Kampania Koalicji dla Życia) dotarły do ​​wielu rodziców, wychowawców i polityków z prawdą o tym, czego ich dzieci uczą się na lekcjach i wyposażają ich w narzędzia niezbędne, aby stanąć w obronie niewinności swoich dzieci.

Dane pokazują, że około 55% dorosłych Kanadyjczyków identyfikuje się jako chrześcijanie, w tym 29% jako katolicy i 18% jako protestanci, co oznacza, że ​​około trzech na dziesięciu Kanadyjczyków twierdzi, że jest ateistą (8%), agnostykiem (5% ) lub „nieokreślonym” (16%). Istnieje również kategoria osób, które twierdzą, że są „nieprzynależne religijnie” i ta grupa z roku na rok stale rośnie.

Co powinniśmy zrobić w Polsce, aby nie dopuścić do postępującej liberalizacji obyczajów i rewolucji kulturalnej?

Istnieje wiele środków i sposobów, na które Polska może się zabezpieczyć przed postępującą liberalizacją, wywołującą przerażające skutki w innych krajach, takich jak Kanada. Wymieniam poniżej kilka przykładowych sposobów, które uważam że warte są rozważenia.

Uniwersytety i szkoły średnie: Należy wyeliminować obce wpływy w szkolnictwie wyższego szczebla, ponieważ jest to środek używany przez zewnętrznych „graczy” do atakowania serc i umysłów młodego pokolenia w celu zmiany światopoglądu, modyfikowania historii i ostatecznie zmiany politycznego „krajobrazu” w obrębie poszczególnych państw. Głównym celem jest zmiana tkanki społecznej, która bezpośrednio wpływa na gospodarczy, a więc i polityczny krajobraz państwa.

– Ochrona stanowisk we władz lokalnych: presja wywierana przez wielu tak zwanych „postępowców” przeniosły się z władz krajowych i stanowe na władze lokalne lub samorządowe. Przejęcie rad miejskich stało się równie pożądane przez „postępowców”, jak stanowisk na scenie krajowej. Chociaż często zwraca się uwagę na osoby posiadające teki międzynarodowe, krajowe i stanowe, samorząd lokalny jest równie ważny dla ochrony tkanki społecznej narodu.

– Edukacja: śledzenie na bieżąco szkolnych programów nauczania dla dzieci, zwłaszcza jeśli chodzi o wszelkie próby wprowadzenia pojęcia „intersekcjonalności” do dowolnego elementu edukacji szkolnej, a także trzymanie z dala od szkół „kompleksowej edukacji seksualnej” – konia trojańskiego do promowania radykalnych zmian społecznych. Edukacja seksualna typu CSE jest często ukrywana pod różnymi nazwami, takimi jak „Edukacja w zakresie relacji”, „Abstynencja i edukacja” itp.

– „Prawa dziecka”: społeczność międzynarodowa naciska na wprowadzenie „praw seksualnych” i „prawa do prywatności” dzieci. Bycie proaktywnym na froncie legislacyjnym w tej sprawie jest kluczem do ochrony dzieci, ich rodzin i wspólnotowej przyszłości Polski.

– Ochrona i promowanie rodziny opartej o małżeństwo kobiety i mężczyzny: Polska wykonuje fantastyczną „robotę” w promowaniu rodziny zbudowanej w oparciu o związek małżeński kobiety i mężczyzny. Następnym krokiem byłoby wpływanie na wszystkie aspekt kultury w kraju; telewizję, książki, gazety, filmy, billboardy, artykuły, media społecznościowe itp. Nasycenie kultury pożądanymi treściami jest sprawdzoną metodą dokonywania zmiany opinii publicznej.

– Uczenie się historii: Wyposażcie swoją młodzież w prawdę o historii Polski, zarówno dobrą, jak i złą. Pomaga to pokrzyżować nikczemne plany „postępowców”, aby podkopać w społeczeństwie zrozumienie własnych korzeni, co jest powszechną taktyką stosowaną, aby skłonić narody do dokonywania fundamentalnych zmian ich instytucji.

Rodzina: Nigdy nie zaniedbujcie życia domowego. Wspieranie relacji ze swoim współmałżonkiem i spędzanie czasu z dziećmi, poznawanie ich serc i bycie obecnym w domu jest niezbędne, aby zmniejszyć liczbę rozwodów i jest sposobem, aby mieć pozytywny wpływ na spojrzenie dzieci na małżeństwo i ogólnie na własną przyszłość. Prawdziwa równość, autentyczna miłość i wartości są wpajane dzieciom w domu, kiedy są przed nimi odwzorowywane.

Wspólnoty wiary: Zachęcaj przywódców duchowych wszystkich wspólnot wyznaniowych do otwartego wypowiadania się we wszystkich kwestiach społecznych. Bądź kanałem między sferą wpływów, w której jesteś, a Kościołem. Jeśli zajmujesz się polityką, bądź osobą, która poinformuje swojego duszpasterza lub biskupa o tym, co dzieje się w polityce, a następnie zachęć ich do zabrania głosu na ten temat. Miej mentalność rodzinną; mam na myśli to, że kiedy słyszysz o zagrożeniu dla jednego członka swojej rodziny, natychmiast chcesz powiadomić resztę swojego „klanu”, aby chronić tego członka, a także zapobiegać rozprzestrzenianiu się tego zagrożenia

– Powstrzymanie wpływów z zagranicy: Filantropi, fundacje i instytucje globalne słyną z finansowania swoich sojuszników na szczeblu lokalnym w celu promowania zmian społecznych i gospodarczych w krajach, w których chcą, aby ideały, wartości i normy społeczne uległy zmianie.

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022