9 grudnia 2022
21 czerwca 2021

Myślałam, że nie dam rady, ale w tej ostatniej chwili powiedziałam, że jednak urodzę moje dziecko…

(fot. zdjęcie ilustracyjne unsplash Holie Santos)

„Dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był szósty tydzień. Nie miałam pracy. Rodzice nie zgadzali się, bym urodziła. Kiedy poszłam do szpitala i podpisywałam dokumenty, lekarka pośpiesznie wyjaśniła, czym jest aborcja. Płakałam, chciałam urodzić moje dziecko, ale mama i lekarka przekonywały, że to najlepsze wyjście. Też myślałam, że nie dam rady, nie mam nic, ale w tej ostatniej chwili powiedziałam, że jednak urodzę moje dziecko, że dam radę, znajdę pracę… Rodzice powiedzieli więc, że skoro chcę je urodzić, to muszę opuścić nasz dom…”.

… to historia młodej dziewczyny, Stefanii, która mimo presji bliskich, mimo pozornego braku nadziei i perspektyw ostatecznie wyszła z gabinetu lekarskiego, gdzie była przygotowywana do aborcji. Szukała pomocy w ośrodkach, które niosą pomoc kobietom w ciąży, by móc urodzić swoje dziecko. Znalazła ją w Servizio Maternità Difficile e Vita .

Servizio Maternità Difficile e Vita we Włoszech, założone w 1996 roku przez ks. Oreste Benzi, to centra pomocy znajdujące się w prawie każdym włoskim mieście. Dzwoniąc na tzw. „zieloną linię”, numer, który jest aktywny codziennie przez 24 godziny na dobę, każda kobieta, która oczekuje dziecka i nie może liczyć na pomoc bliskich, znajdzie tu bezpieczną przystań.

 

Są Panie wolontariuszkami Servizio Maternità Difficile e Vita i tzw. „zielonej linii”. Co jest najważniejsze w pierwszym momencie, kiedy telefonuje do Państwa kobieta poszukująca pomocy?

Maria Angela: Nie wszystkie kobiety, które się z nami kontaktują, wiedzą czym jest „zielona linia”. Nie wiedzą, że naszą misją jest wsparcie przyszłych mam i ich dzieci. W minionym czasie otrzymujemy telefony od kobiet, które proszą o pomoc w aborcji. To zaczęło się wraz z pandemią, kiedy szpitale i przychodnie ograniczyły przyjmowanie pacjentów. Wydaje się, że kobiety telefonując do nas, sądziły, że uda im się znaleźć miejsce, gdzie będą mogły szybko poddać się aborcji.

Kiedy słyszymy, że kobieta pyta o aborcję i twierdzi, że nie może teraz mieć dziecka, tłumacząc, że jest w bardzo trudnej sytuacji, staramy się przede wszystkim wysłuchać ją, zrozumieć, jakie przyczyny zmuszają ją do odrzucenia własnego dziecka i potem zaoferować konkretną pomoc. Często są to problemy ekonomiczne, często ojciec dziecka, który nie chce go uznać, często rodzina, która odrzuca przyszłą matkę.

Proszę jeszcze powiedzieć, kiedy zrodziła się myśl o pomocy kobietom oczekującym dziecka. Czasem pojawia się fałszywy zarzut, iż katolicy mówią wiele o ochronię życia, a nie niosą pomocy?

Lucia: Idea wsparcia kobiet oczekujących dziecka narodziła się w 1996 roku. Ks. Oreste, założyciel wspólnoty Jana XXIII, poszedł na pewne otwarte spotkanie i tam spotkał się z prowokacją. Ktoś powiedział mu: ty, który tak bardzo bronisz życia, co robisz dla dzieci, które są poddawane aborcji? I to pytanie wciąż pojawiało się w jego myślach. Poprosił więc przełożonych o możliwość odwiedzania szpitali i modlitwy właśnie w miejscach, gdzie dokonywana jest aborcja. Poprosił też o przydzielenie w szpitalu małego pokoju, w którym mógłby rozmawiać z matkami przychodzącymi na aborcję.

O ile zgodzili się przełożeni, to jednak spotkał się z absolutnym sprzeciwem szpitala. Zagrożono mu, że jeśli w jakikolwiek sposób będzie próbował rozmawiać z kobietami, które przyszły na aborcję, zostanie zgłoszony na policję. Mimo to, silne pragnienie pomocy matkom, które chcą poddać dzieci aborcji, sprawiło, że poszukiwał możliwości i przestrzeni działania, odwiedzania szpitali i modlitw w intencji matek chcących dokonać aborcji. Pomoc oferowali ci, którzy znajdowali się obok ks. Oreste. I od tego momentu, od 1996 roku działamy i prowadzimy ośrodki wsparcia w rożnych miastach we Włoszech.

Kto angażuje się w pracę w ośrodku Servizio Maternità Difficile e Vita?

Miriam: Jest kilka osób, które pełnią dyżury i czekają na telefony. Kiedy ktoś do nas zadzwoni, przekazujemy kontakt do naszego domu, w rejonie, w którym mieszka przyszła matka. Dlatego, ponieważ szybciej można zorganizować spotkanie z przyszłą mamą, poznać ją wzajemnie, wysłuchać je, zrozumieć ich historię i zaproponować pomoc. Jesteśmy wolontariuszkami, mamy również swoje rodziny, ale nasza praca jest wspierana przez specjalistów, przez psychologa, który prowadzi dla nas szkolenia.

Jak wiele kobiet średnio telefonuje na „zieloną linię” do Państwa ośrodka?

Lucia: W minionym roku w czasie pandemii mieliśmy nawet do tysiąca telefonów. Wydaje mi się, że wiele kobiet i dziewcząt, nie widząc możliwości uzyskania pomocy w szpitalu czy przychodni, kontaktowało się z nami, sądząc, że zaoferujemy szybką aborcję. Myślę, że lęk, jaki był związany z pandemią, sprawił, że wiele kobiet w nieoczekiwanej ciąży obawiało się o swoją przyszłość. Zawsze w takiej chwili staramy się nieść wsparcie, ponieważ w całej trudnej sytuacji z Covid-19, to małe dziecko może właśnie wnieść w życie radość i nadzieję.

W jaki sposób pozyskują Państwo środki na pomoc młodym mamom? Kto Państwa wspiera?

Lucia: Pomoc otrzymujemy przede wszystkim od darczyńców, którzy nas wspierają finansowo i przekazują dary rzeczowe. Opatrzność Boża zawsze nad nami czuwa i nigdy nie brakuje nam dobrych ludzi, którzy w odpowiednim momencie przekazują pomoc, na którą właśnie czekamy. Wystarczy tylko, by kobieta oczekująca dziecka zgodziła się, aby jej pomóc. Jestem matką i mam rodzinę, przyjmuję też do swojego domu dziewczęta i kobiety oczekujące dziecka. Potrzeba tylko zgody mamy, wówczas cała pomoc rusza, pojawia się wszystko co jest jej potrzebne. Trzeba przyznać, że nas darczyńcy są hojni i cały czas o nas pamiętają.

Z jakimi trudnościami spotkają się przyszłe mamy, które telefonują, prosząc o pomoc? Jakie przyczyny najczęściej skłaniają je do aborcji?

Miriam: Kiedy uda nam się nawiązać dłuższą rozmowę z przyszłą mamą, zwykle kobieta otwiera się i mówi więcej o powodach tak dramatycznej decyzji. Najczęściej to młode dziewczyny i kobiety opuszczone, rozwiedzione, niektóre mają dzieci spoza związków małżeńskich, niekiedy dzwonią matki, które już mają dzieci i nie chcą mieć więcej. Jest również wiele cudzoziemek, które nie mają uregulowanej sytuacji prawnej.

Jaką pomoc mogą Panie zaproponować kobiecie, która oczekuje dziecka?

Maria Angela: Oferujemy pełną, wszechstronną pomoc przyszłej mamie. Staramy się uzyskać informacje o motywach aborcji i zaoferować odpowiednio wsparcie psychologiczne lub konkretną pomoc materialną. Często zdarza się, że przyszła mama musi opuścić swój rodzinny dom, ponieważ bliscy nie zgadzają się z jej decyzją o urodzeniu dziecka. Oferujemy więc możliwość zamieszkania i pomoc tak długo, jak będzie to konieczne. W naszej wspólnocie św. Jana XXIII wiele rodzin może przyjąć kobietę do swojego domu. Są to rodziny, które mają dzieci i biologiczne, i adoptowane. Pomagamy też materialnie, zapewniając wyprawkę dla dziecka, wszystko, co jest potrzebne przyszłej mamie i jej dziecku, opłacamy rachunki, jeśli przyszła mama ma trudności finansowe. Ale to, co jest najpiękniejsze, to więzi i relacje, jakie wówczas się zawiązują, to przyjaźnie, które trwają przez lata.

Mają Panie informacje, jak wiele kobiet zmieniło zdanie i urodziło dzieci?

Miriam: W tym roku udało nam się uratować w ten sposób blisko 100 dzieci, ale wiele kobiet niestety pozostało przy decyzji o aborcji. Mimo to, cieszymy się z tych przyszłych matek, które zmieniły decyzję. Najczęściej dziesięć procent kobiet, które do nas telefonują i są zdecydowane na aborcję, ostatecznie chce urodzić dziecko.

Wspomniały Panie, że ważne są relacje, jakie nawiązują się między wami, a przyszłymi mamami, które zdecydują się skorzystać z pomocy?

Lucia: Rzeczywiście, jak wspomniałyśmy, te więzi często są bardzo silne i nawiązują się między nami przyjaźnie. Kiedy kobieta urodzi dziecko, często jest z nami w kontakcie. Muszę przyznać, że wszystkie dziewczęta i kobiety, które do nas przychodzą, są zdruzgotane psychicznie, ponieważ ich świat runął w jednej chwili. W jednym momencie zostały opuszczone, pozostawione, poddane presji, często prawie zmuszone do dokonania aborcji. I w takim stanie do nas przychodzą.

To, co jest piękne, to twarz tej mamy, tuż po narodzinach dziecka. Twarz matki, która dopiero wówczas w pełni rozumie, jaki skarb mogłaby stracić – dziecko, które jest darem Boga. I od tej chwili obserwujemy zwykle pełną przemianę, takie „zmartwychwstanie”. Te kobiety są już pełne nadziei, że wszystko się ułoży, wtedy powoli też zaczynamy pomagać im wejść w samodzielne życie. Sama czuję się też matką dla tych młodych kobiet i babcią dla ich dzieci. To relacje, które się zawiązują i trwają lata.

Wydaje się, że tak niewiele potrzeba, aby dać nadzieję i rozwiązać problemy przyszłej mamy, która rozważa aborcję, albo też jest do niej zmuszana przez bliskich…

Miriam: To prawda. Często dziewczęta i kobiety przychodzą pełne złości i żalu wobec swoich bliskich, którzy w takich chwili odwracają się od nich. Z delikatnością staramy się im pomóc, by najpierw dostrzegły obecność dziecka, które już jest, a potem wzniosły się ponad trudności. Chcemy pokazać, że to małe życie, które powstało wniesie radość i nadzieję, dziecka, które niesie nadzieję na lepsze jutro. Dziecka, które zrekompensuje kobiecie wszystkie cierpienia, których właśnie doświadcza nawet od najbliższych.

Pamięta Pani takie zdarzenie?

Miriam: Jeszcze przed Wielkanocą odebrałam telefon od młodziutkiej dziewczyny, która była zdecydowana abortować swoje dziecko. Po długiej rozmowie, zadzwoniła do mnie w wigilię Świąt Wielkiej Nocy, mówiąc, że jednak zdecydowała się urodzić dziecko. Było to dla mnie ogromne przeżycie, wielka radość i wielki znak. Z przyszłymi mamami jesteśmy w kontakcie, przesyłają nam fotografie swoich dzieci, jak rosną, jak spędzają kolejne urodziny, często nas odwiedzają. To piękny dar relacji, który trwa.

Co Panie czerpią z tej pracy, a w zasadzie służby przyszłym mamom i ich dzieciom?

Maria Angela: Sądzę, że przede wszystkim to świadomość wielkiej odpowiedzialności, która na mnie spoczywa za rozmowę z przyszłą mamą. Jeśli uda się uświadomić młodej mamie, że czeka na dziecko, to nie jest nasza zasługa, ale Ducha Świętego. To On kieruje, wlewa do serca siłę i daje słowa, które mówimy do konkretnej osoby, w konkretnej sytuacji życiowej. Jestem przekonana o tym i pamiętam historię pewnej dziewczyny, kiedy doświadczyłam tej obecności Bożej.

Często zdarza się, że kobiety słuchając nas kończą rozmowę szybko, ta dziewczyna również początkowo chciała rozmawiać, ale później szybko stwierdziła, że nie może już kontynuować rozmowy, ponieważ ma pilną sprawę i odłożyła słuchawkę. Modliłam się za nią i kiedy któregoś dnia wróciłam z mszy świętej na telefonie zobaczyłam wiadomość od niej: „Dziękuję Ci za to co mi powiedziałaś. Urodzę dziecko. Nie chciałabym żyć ze świadomością, że zabiłam moje dziecko”. Płakałam z radości przez kwadrans i było to dla mnie silne doświadczenie Bożej obecności. Muszę przyznać, że zawsze, kiedy kobieta informuje nas, że jednak zmieniła zdanie i urodzi dziecko, jest to dla nas ogromnie ważna wiadomość. Kiedy mówią „dziękuję Ci”, odpowiadam zawsze: dziękujmy Bogu. Ale i są te chwile, kiedy jest trudno, kiedy matka jednak trwa usilnie przy aborcji, wówczas to cierpienie też nas dotyka.

Spotkają Panie kobiety, które dokonały aborcji i żałują tego?

Lucia: Mamy też telefony od kobiet i dziewcząt, które przeżywają ogromne wyrzuty sumienia. Kiedy uświadamiają sobie, że pozbawiły życia swoje dziecko, jest to dramatyczna chwila. Nie chcemy pozostawiać tych kobiet bez pomocy. Kiedy telefonują, szukają pocieszenia, żałują swojej decyzji, niektóre popadają w depresję i potrzebują specjalistycznej pomocy. Oferujemy tę pomoc, zapewniamy też, że Bóg wybacza, że dziecko, które straciło życie, też przebacza własnej matce tę decyzję, że można odkupić swoją winę, że można włączyć się w pomoc innym, jest wiele sposobów, aby przejść te ciężkie chwile, ale niewątpliwie są one trudne.

Te matki, które nie pozwoliły narodzić się swoim dzieciom przeżywają ogromną stratę, żal, że nie miały sił zatrzymać swojego dziecka, żal wobec bliskich, którzy zmuszali do aborcji, ta presja rodziny, ojca dziecka jest często tak silna, że kobieta jest osamotniona, nie ma siły się przeciwstawić. To naprawdę trudny czas, w którym taka kobieta potrzebuję wysłuchania, troski i miłości.

Co powiedziałyby Panie kobietom oczekującym dziecka, które rozważają aborcję?

Miriam: Wsłuchaj się w głos swojego dziecka. Jesteśmy tutaj, aby razem pokonać trudności, aby wspólnie przejść ten czas.

Lucia: Zawsze zachęcam przyszłe mamy, które twierdzą, że chcą dokonać aborcji, aby poszły jeszcze na badanie USG. Kiedy kobieta słyszy bicie serca dziecka, zawsze zmienia zdanie. Niestety zdarza się, że przyszła matka chce wykonać USG, wielokrotnie jej się to odradza.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Gracz

 

*historia Stefanii została umieszczona na stronie ośrodka Servizio Maternità Difficile e Vita w Rimini www.apg23.org/it/maternita_difficile/
Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022