26 maja, 2024
22 maja, 2023

„Wsłuchaj się w bicie serca swojego dziecka. Jesteśmy tutaj, aby razem pokonać trudności”. Centra pomocy – szansą dla matek i ich nienarodzonych dzieci

(fot. pixabay.com, ga0a99c0f7_1920, zdjęcie ilustracyjne)

To, co jest piękne, to twarz mamy, kiedy trzyma w ramionach nowonarodzone dziecko. To twarz, która dopiero wówczas w pełni rozumie, jaki skarb mogłaby stracić w aborcji – dziecko, które jest darem Boga. Od tej chwili obserwujemy zwykle pełną przemianę matki, takie »zmartwychwstanie«” – mówi Lucia z centrum pomocy kobietom w ciąży we Włoszech. 

Servizio Maternità Difficile e Vita we Włoszech, założone w 1996 roku przez ks. Oreste Benzi, to centra pomocy, które znajdują się w prawie każdym włoskim mieście. Dzwoniąc na tzw. „zieloną linię”, numer, który jest aktywny codziennie przez 24 godziny na dobę, każda kobieta, która oczekuje dziecka i nie może liczyć na pomoc bliskich, znajdzie tu bezpieczną przystań.

Pomoc tam otrzymała m.in. młoda dziewczyna, Stefania, która mimo presji bliskich, mimo braku nadziei i perspektyw na przyszłość znalazła w sobie siłę i wyszła z gabinetu lekarskiego, gdzie była przygotowywana do aborcji. Rodzina nie chciała jej pomóc, dlatego Stefania szukała pomocy w ośrodkach, które wspierają kobiety w ciąży. 

Dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był szósty tydzień. Nie miałam pracy. Rodzice nie zgadzali się, bym urodziła dziecko. Kiedy poszłam do szpitala i podpisywałam dokumenty, lekarka pośpiesznie wyjaśniła, czym jest aborcja. Płakałam, chciałam urodzić moje dziecko, ale mama i lekarka przekonywały, że aborcja to najlepsze wyjście. Na początku też myślałam, że nie dam rady, nie mam nic, ale w tej ostatniej chwili pomyślałam, że może jednak dam radę, znajdę pracę… Słysząc to, rodzice powiedzieli, że skoro chcę urodzić dziecko, to muszę opuścić nasz dom… – mówiła Stefania.

Są Panie wolontariuszkami Servizio Maternità Difficile e Vita i tzw. „zielonej linii”. Co jest najważniejsze w pierwszym momencie, kiedy telefonuje do Państwa kobieta, która poszukuje pomocy?

Maria Angela: Nie wszystkie kobiety, które się z nami kontaktują, wiedzą czym jest „zielona linia”. Nie wiedzą, że naszą misją jest wsparcie przyszłych mam i ich dzieci. Czasem otrzymujemy telefony od kobiet, które proszą o pomoc w aborcji. Kiedy słyszymy, że kobieta pyta o aborcję i twierdzi, że nie może teraz mieć dziecka, tłumacząc, że jest w bardzo trudnej sytuacji, staramy się przede wszystkim wysłuchać ją, zrozumieć, jakie przyczyny zmuszają ją do odrzucenia własnego dziecka i potem zaoferować konkretną pomoc. Często są to problemy ekonomiczne, innym razem ojciec dziecka, który nie chce go uznać, a niekiedy rodzina to rodzina, która odrzuca matkę i jej nienarodzone dziecko.

Kiedy zrodziła się myśl o organizacji centrów pomocy kobietom oczekującym dziecka? 

Lucia: Idea wsparcia kobiet oczekujących dziecka narodziła się w 1996 roku. Ks. Oreste, założyciel wspólnoty Jana XXIII, poszedł na pewne otwarte spotkanie i tam spotkał się z prowokacją. Ktoś powiedział mu: Tak bardzo bronisz życia, ale co robisz dla dzieci, które są poddawane aborcji? I to pytanie wciąż pojawiało się w jego myślach. Poprosił więc przełożonych o możliwość odwiedzania szpitali i modlitwy właśnie w miejscach, gdzie przeprowadzona jest aborcja. Poprosił też o przydzielenie w szpitalu małego pokoju, w którym mógłby rozmawiać z matkami, które przychodziły na aborcję. 

O ile zgodzili się przełożeni, to jednak ks. Oreste spotkał się z absolutnym sprzeciwem szpitala. Zagrożono mu, że jeśli w jakikolwiek sposób będzie próbował rozmawiać z kobietami, które przyszły na aborcję, zostanie zgłoszony na policję. Mimo to, silne pragnienie pomocy matkom, które chcą poddać dzieci aborcji, sprawiło, że poszukiwał możliwości i przestrzeni działania, odwiedzania szpitali i modlitw w intencji matek chcących dokonać aborcji. Pomoc oferowali ci, którzy znajdowali się obok ks. Oreste. I od tego momentu, od 1996 roku działamy i prowadzimy ośrodki wsparcia w rożnych miastach we Włoszech.

Jak wygląda praca w ośrodku Servizio Maternità Difficile e Vita?

Miriam: Jesteśmy wolontariuszkami, mamy również swoje rodziny. W naszym ośrodku jest kilka osób, które pełnią dyżury i czekają na telefony. Kiedy ktoś do nas zadzwoni, przekazujemy kontakt do naszego domu, w rejonie, w którym mieszka przyszła matka. Dlatego, ponieważ szybciej można zorganizować spotkanie z młodą mamą, poznać ją wzajemnie, wysłuchać je, zrozumieć ich historię i zaproponować pomoc. Jeśli to ktoś z naszego rejonu, zapraszamy do nas. Nasza praca jest wspierana przez specjalistów, także przez psychologa, który prowadzi dla nas szkolenia.

Jak wiele kobiet średnio telefonuje na „zieloną linię” do Państwa ośrodka?

Lucia: W czasie pandemii mieliśmy nawet do tysiąca telefonów rocznie. Wydaje mi się, że wiele kobiet i dziewcząt, nie widząc możliwości uzyskania pomocy w szpitalu czy przychodni, kontaktowało się z nami, sądząc, że zaoferujemy szybką aborcję. Myślę, że lęk, jaki był związany z pandemią, sprawił, że wiele kobiet w nieoczekiwanej ciąży obawiało się o swoją przyszłość. Zawsze w takiej chwili staramy się nieść wsparcie, ponieważ w całej trudnej sytuacji z Covid-19, to małe dziecko może właśnie wnieść w życie radość i nadzieję.

W jaki sposób pozyskują Państwo środki na pomoc młodym mamom?

Lucia: Pomoc otrzymujemy przede wszystkim od darczyńców, którzy nas wspierają finansowo i przekazują dary rzeczowe. Opatrzność Boża zawsze nad nami czuwa i nigdy nie brakuje nam dobrych ludzi, którzy w odpowiednim momencie przekazują pomoc, na którą właśnie czekamy. Wystarczy tylko, by kobieta oczekująca dziecka wyraziła zgodę, aby jej pomóc. Jestem matką i mam rodzinę, przyjmuję też do swojego domu dziewczęta i kobiety oczekujące dziecka. Potrzeba tylko zgody mamy, wówczas cała pomoc rusza, pojawia się wszystko co jest jej potrzebne. Trzeba przyznać, że nas darczyńcy są hojni i cały czas o nas pamiętają.

Z jakimi trudnościami spotkają się przyszłe mamy, które telefonują, prosząc o pomoc? Jakie przyczyny najczęściej skłaniają je do aborcji?

Miriam: Kiedy uda nam się nawiązać dłuższą rozmowę z przyszłą mamą, zwykle kobieta otwiera się i mówi więcej o powodach tak dramatycznej decyzji. Najczęściej to młode dziewczyny i kobiety opuszczone, rozwiedzione, niektóre mają dzieci spoza związków małżeńskich, niekiedy dzwonią matki, które już mają dzieci i nie chcą mieć więcej potomstwa. Jest również wiele cudzoziemek, które nie mają uregulowanej sytuacji prawnej.

Jaką pomoc mogą Panie zaproponować kobiecie, która oczekuje dziecka?

Maria Angela: Oferujemy pełną, wszechstronną pomoc przyszłej mamie. Staramy się uzyskać informacje o motywach aborcji i zaoferować odpowiednio wsparcie psychologiczne lub konkretną pomoc materialną. Często zdarza się, że przyszła mama musi opuścić swój rodzinny dom, ponieważ bliscy nie zgadzają się z jej decyzją o urodzeniu dziecka. Oferujemy więc możliwość zamieszkania u nas i pomoc tak długo, jak będzie to konieczne. W naszej wspólnocie św. Jana XXIII wiele rodzin może przyjąć kobietę do swojego domu. Są to rodziny, które mają dzieci i biologiczne i adoptowane. Pomagamy też materialnie, zapewniając wyprawkę dla dziecka, wszystko, opłacamy rachunki, jeśli przyszła mama ma trudności finansowe. Ale to, co jest najpiękniejsze, to troska o więzi, ponieważ relacje, jakie wówczas się zawiązują między nami a mamą i jej dzieckiem, to przyjaźnie, które trwają niekiedy przez lata.

Mają Panie informacje, jak wiele kobiet zmieniło zdanie i urodziło dzieci po rozmowie z wolontariuszami centrów?

Miriam: Średnio w roku udaje się uratować ok. 100 dzieci, ale wiele kobiet niestety pozostaje przy decyzji o aborcji. Mimo to, cieszymy się z tych matek, które zmieniły decyzję. Najczęściej dziesięć procent kobiet, które do nas telefonują i są zdecydowane na aborcję, ostatecznie rezygnuje z aborcji i chce urodzić dziecko.

Wspomniały Panie, że ważne są relacje, jakie nawiązują się między wami, a przyszłymi mamami, które zdecydują się skorzystać z pomocy…

Lucia: Rzeczywiście, jak wspomniałyśmy, te więzi często są bardzo silne i nawiązują się między nami przyjaźnie. Kiedy kobieta urodzi dziecko, często jest z nami w kontakcie. Muszę przyznać, że wszystkie dziewczęta i kobiety, które do nas przychodzą, są zdruzgotane psychicznie, ponieważ ich świat runął w jednej chwili. W jednym momencie zostały opuszczone przez ojca dziecka, swoją rodzinę, są poddawane presji, często prawie zmuszane do aborcji. I w takim stanie do nas przychodzą.

To, co jest piękne, to twarz tej mamy, tuż po narodzinach dziecka. Twarz matki, która dopiero wówczas w pełni rozumie, jaki skarb mogłaby stracić – dziecko, które jest darem Boga. I od tej chwili obserwujemy zwykle pełną przemianę, takie „zmartwychwstanie”. Te kobiety są już pełne nadziei, że wszystko się ułoży, wtedy powoli też zaczynamy wspierać je w rozpoczęciu samodzielnego życia. Ja nawet czuję się w jakimś stopniu matką dla tych młodych kobiet i babcią dla ich dzieci. To relacje, które się zawiązują i trwają lata.

Wydaje się, że tak niewiele potrzeba, aby dać nadzieję i rozwiązać problemy przyszłej mamy, która rozważa aborcję, albo też jest do niej zmuszana przez bliskich…

Miriam: To prawda. Często dziewczęta i kobiety przychodzą pełne złości i żalu wobec swoich bliskich, którzy w chwili próby odwracają się od nich. Z delikatnością staramy się pomóc tym matkom, by najpierw dostrzegły obecność dziecka, które już jest, a potem wzniosły się ponad wszystkie trudności. Chcemy pokazać, że to małe Życie, które powstało niesie radość i nadzieję. To dziecko, które daje nadzieję na lepsze jutro. Dziecko, które zrekompensuje kobiecie wszystkie cierpienia, których właśnie doświadcza nawet od najbliższych.

Ma Pani w pamięci jakieś szczególne zdarzenie?

Miriam: Jeszcze przed Wielkanocą odebrałam telefon od młodziutkiej dziewczyny, która była zdecydowana zabić swoje dziecko w aborcji. Po długiej rozmowie, zadzwoniła do mnie w wigilię Świąt Wielkiej Nocy, mówiąc, że jednak zrezygnowała z aborcji. Było to dla mnie ogromne przeżycie, wielka radość i wielki znak. Poza tym, z przyszłymi mamami jesteśmy w kontakcie, przesyłają nam fotografie swoich dzieci, jak rosną, jak spędzają kolejne urodziny, często nas odwiedzają. To piękny dar relacji, który trwa.

Co Panie czerpią z tej pracy, a w zasadzie służby przyszłym mamom i ich dzieciom?

Maria Angela: Sądzę, że przede wszystkim to świadomość wielkiej odpowiedzialności, która na mnie spoczywa za rozmowę z przyszłą mamą. Jeśli uda nam się uświadomić młodej mamie, że czeka na dziecko, które już jest, to nie jest to nasza zasługa, ale to Duch Święty. To On kieruje nami, wlewa do serca siłę i daje słowa, które mówimy do konkretnej osoby, w szczególnej sytuacji życiowej. Jestem przekonana o tym i doświadczyłam tej obecności Bożej. W pamięci mam historię pewnej dziewczyny…

Często zdarza się, że kobiety słuchają nas, ale kończą rozmowę szybko. Ta dziewczyna również początkowo chciała rozmawiać, ale później stwierdziła, że nie może już kontynuować rozmowy, ponieważ ma pilną sprawę i odłożyła słuchawkę. Modliłam się za nią. Kiedy któregoś dnia wróciłam z Mszy świętej zobaczyłam w telefonie wiadomość od niej: Dziękuję Ci za to co mi powiedziałaś. Urodzę dziecko. Nie chciałabym żyć ze świadomością, że zabiłam moje dziecko. Płakałam z radości przez kwadrans. Było to dla mnie silne doświadczenie Bożej obecności. Muszę przyznać, że zawsze, kiedy kobieta informuje nas, że jednak zmieniła zdanie i nie zabije go w aborcji jest to dla nas ogromnie ważna wiadomość. Kiedy mówią „dziękuję Ci”, odpowiadam zawsze: dziękujmy Bogu!.

Są jednak i te chwile, kiedy jest trudno, kiedy matka usilnie trwa przy decyzji o aborcji, wówczas to cierpienie śmierci dziecka dotyka także nas w ośrodku. 

Spotkają Panie kobiety, które dokonały aborcji i żałują tego?

Lucia: Tak. Mamy też rozmowy i telefony od kobiet i dziewcząt, które przeżywają ogromne wyrzuty sumienia z powodu pozbawienia życia swojego dziecka. Kiedy matki uświadamiają sobie, że pozbawiły życia swoje dziecko, jest to dramatyczna chwila. Nie chcemy pozostawiać tych kobiet bez pomocy. Kiedy telefonują, to szukają pocieszenia, żałują swojej decyzji, niektóre popadają w depresję i potrzebują specjalistycznej pomocy. Oferujemy tę pomoc, zapewniamy też, że Bóg wybacza, że dziecko, które straciło życie, też przebacza własnej matce tę decyzję, że można odkupić swoją winę, że można włączyć się w pomoc innym… Jest wiele sposobów, aby przejść te ciężkie chwile, ale niewątpliwie są one bardzo trudne.

Te matki, które nie pozwoliły narodzić się swoim dzieciom przeżywają ogromną stratę, żal, że nie miały sił ocalić swojego dziecka. Mają żal wobec bliskich, którzy zmuszali je do aborcji, a pamiętajmy, że ta presja rodziny, czy ojca dziecka jest często tak silna, że kobieta, która pozostaje osamotniona, nie ma siły się przeciwstawić. To naprawdę trudny czas, w którym taka kobieta potrzebuje wysłuchania jej, troski i miłości.

Co powiedziałyby Panie matkom oczekującym dziecka, które rozważają aborcję?

Miriam: Wsłuchaj się w głos serca swojego dziecka. Jesteśmy tutaj, aby razem pokonać trudności, aby wspólnie przejść ten czas.

Lucia: Zawsze zachęcam przyszłe mamy, które twierdzą, że chcą dokonać aborcji, aby poszły jeszcze na badanie USG. Kiedy kobieta słyszy bicie serca dziecka, zawsze zmienia zdanie. Niestety zdarza się, że kiedy matka chce wykonać USG, wielokrotnie jej się to odradza.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Gracz

*historia Stefanii została umieszczona na stronie ośrodka Servizio Maternità Difficile e Vita w Rimini www.apg23.org/it/maternita_difficile/
Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023