5 grudnia 2022
29 maja 2021

Musimy przełamać obojętność świata katolickiego. Chcemy, aby mówiono o obronie życia, nawet jeśli nas krytykują

(for. Virgina Coda Nunziante, arch. prywatne)

O owocach Marszu dla Życia, aktywizacji młodych ludzi w obliczu czterech dekad prawnego przyzwalania na zabijanie dzieci nienarodzonych, o przełamaniu mentalności relatywistycznej katolików i pilnej potrzebie odważnego wsparcia obrońców życia przez biskupów Kościoła katolickiego, mówi Virgina Coda Nunziante, przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Marszu dla Życia we Włoszech.

 

Pani Prezes, w tym roku Marsz dla Życia w Rzymie odbył się już, nie jak poprzednio w formie on-line, ale w formie wiecu. Jakie było tegoroczne spotkanie obrońców życia?

To był dla nas bardzo ważny marsz. Świętowaliśmy 10. rocznicę, która przypadała właściwie w minionym roku, ale ze względu na ograniczenia związane z Covid-19, w roku ubiegłym spotkaliśmy się w przestrzeni wirtualnej. Obawialiśmy się, że ze względu na kryzys ekonomiczny czy trudności w przemieszczeniu się wiele osób nie przyjedzie do Rzymu, ale mimo wszystko odnotowaliśmy ważną obecność obrońców życia, której nawet nie oczekiwałam.

Marsz odbył się w piękny dzień w wyjątkowej scenerii Forów Cesarskich w tle z Koloseum. Towarzyszył nam wielki entuzjazm, barwy narodowe, plakaty i dużo radości. (Galeria fotografii Marszu dla Życia w Rzymie https://marciaperlavita.it/galleria/?ID=23211)

Jako pierwszy wystąpił ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej, Janusz Kotański. Był obecny również ambasador Węgier Eduard Habsburg-Lothringen. Pozwoliło to dostrzec więź między dwoma krajami w kwestii obrony życia, co z kolei nam dodaje sił. Obecny był również John Smeaton, przewodniczący najstarszej organizacji obrońców życia na świecie – Society for the Protection of Unborn Children. Pozostawił on nam bardzo ważne, cenne przesłanie. Mieliśmy również dwa piękne świadectwa. Ogromny entuzjazm wzbudziło przemówienie bpa Antonio Suetty, biskupa diecezji Ventimiglia-San Remo.

Po raz pierwszy biskup diecezjalny dołączył do naszego marszu. Chociaż nie był z nami fizycznie, ponieważ pojechał do umierającej mamy, to połączył się z nami na żywo w trakcie spotkania. Pozostawił nam piękne przesłanie o potrzebie uchylenia prawa aborcyjnego, tzw. ustawy 194, to, o co czym cały czas mówimy. Ta obecność i te słowa były dla nas umocnieniem moralnym.

 

Z czego, Pani zdaniem, wynika ten pewien rodzaj dystansu wobec Marszów dla Życia i Rodziny czy publicznego poparcia takich inicjatyw?

Sądzę, że to dystansowanie się wypływa z postrzegania aborcji jako sprawy politycznej. Jednak bp Antonio Suetta bardzo wyraźnie podkreślił, że chodzi tutaj o prawo sprawiedliwe. My katolicy bardzo potrzebujemy wsparcia naszych biskupów. Nie chodzi tyle o list ze słowami wsparcia, ponieważ oczywiste, że wszyscy biskupi są za życiem. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, aby któryś z biskupów popierał aborcję. Potrzeba, aby biskupi w swoich diecezjach zachęcali wiernych do udziału w marszach dla życia. Czasem odnoszę wrażenie, że niektórzy biskupi obawiają się publicznej konfrontacji.

Być może istnieje także wrażenie, że, biorąc udział w marszu, idziemy manifestować przeciw komuś. Nie. My nie manifestujemy przeciw komuś. My wychodzimy na ulice miast, aby protestować przeciw prawu aborcyjnemu. I, aby zaprotestować przeciw prawu, musimy wejść w przestrzeń publiczną. Na razie ta przestrzeń publiczna jest zajmowana przez naszych adwersarzy, tych, którzy chcą promować aborcję i prawa uderzające w rodzinę.

Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI zachęcali nas do tego. Benedykt XVI, podczas tradycyjnej wizyty ad limina apostolorum biskupów Stanów Zjednoczonych, powiedział: nadszedł czas, aby wejść w przestrzeń publiczną. To jest też nasza przestrzeń i nasz obowiązek. Dlatego biskupi powinni zachęcać wiernych do angażowania się w inicjatywy pro-life tak, jak robią to biskupi amerykańscy, chociażby przez organizowanie autokarów.

Poza przesłaniem listów ważne znaczenie ma również obecność naszych biskupów, abyśmy nie czuli się osamotnieni w tej batalii. I jeśli nawet nie chcą wyjść z nami na plac, niech chociaż aktywnie działają w diecezjach. Oczywiście, zawsze rozumiemy, jeśli mają obowiązki pasterskie, ale oczekiwalibyśmy tego wsparcia w zakresie organizacji grup i katechizacji.

 

Proszę powiedzieć, jaka jest postawa Włochów wobec obrony życia. Wiele badań prowadzonych w różnych państwach wskazuje, że coraz więcej osób opowiada się za życiem dzieci nienarodzonych, choć realia w wielu krajach nie są sprzyjające?

W ostatnim czasie nie mam danych, mówiących, jak wielu Włochów deklaruje się za obroną dzieci. Sądzę, że mogę powiedzieć, iż w młodych pokoleniach temat aborcji jest dość mocno obecny. Niestety, nikt już nie mówi o jej skutkach. Poprzednie roczniki młodzieży urodziły się w czasie, kiedy obowiązywało prawo aborcyjne i młodzi ludzie wzrastali w takiej atmosferze. W szkole, w mediach też otrzymują najczęściej jeden przekaz.

Dlatego też zrodziła się inicjatywa marszów dla życia, która przedstawiała argumenty za życiem nie pojawiające się w przestrzeni publicznej. Dzisiaj młodzież widzi, że są dwie strony sprawy życia, ale jeszcze przed 10 laty, generalnie sposób postrzegania aborcji było tylko jeden. Wielu młodych mówi np. „nigdy nie dokonałabym aborcji, ale trzeba pozostawić tę sprawę w sferze wyboru drugiego człowieka”. A to jest błędna postawa i chcielibyśmy to zmienić. Poza tym wpływ na młodych miał niewątpliwie duch pokolenia rewolucji seksualnej ’68. I wielu ludzi twierdzi, że każdy ma prawo wyboru.

 

We wtorek tuż po marszu dla życia został przedstawiony dokument, przygotowany przez interdyscyplinarny zespół specjalistów, prezentujący konsekwencje ponad czterech dekad aborcji. Prof. Martinolli alarmował, że „aborcja to temat tabu”, a w społeczeństwie ukształtowała się „mentalność aborcyjna”…

I chyba to jest najbardziej dramatyczne. Środowiska, które zastosowały pewną strategię, osiągnęły swój cel. Powiem, jak to przebiegało we Włoszech. W Polsce jest pewnie inaczej, ale mam nadzieję, że nie pozwolicie na legalizację aborcji.

We Włoszech wyglądało to w ten sposób: w 1978, a nawet wcześniej, w 1975 roku rozpoczęła się wielka dyskusja o aborcji. Opinia publiczna była pod silnym wpływem idei ruchu ’68: idei lewicowych i, oczywiście, licznych mediów. A media stały po stronie lewicy. Niestety, zabrakło wówczas silnej reakcji i wsparcia włoskiego Episkopatu. W ówczesnym czasie było wielu bardzo dobrych biskupów, jednak sam Episkopat nie zabrał głosu w tej sprawie.

A co zrobiła lewica? Podawała nieprawdziwe, fałszywe dane statystyczne o wysokiej liczbie śmierci kobiet w czasie nielegalnych aborcji, wywołując tym samym reakcję i oburzenie włoskiego społeczeństwa. Ostatecznie doprowadziło to do referendum i legalizacji aborcji: do tzw. ustawy 194.

I od tego momentu zaczęła się cisza. Nikt już nie mówił o aborcji, o ustawie 194. Lewica, działając na emocjach i umysłach ludzi, osiągnęła zamierzony cel. Podobnie było w środowisku katolików. O aborcji przestało się o mówić i unikało się w zasadzie jakiejkolwiek formy konfrontacji. Przy tym wielokrotnie powtarzano zdanie: „to najlepsze rozwiązanie prawne, jakie możemy mieć. Jeśli będziemy próbować je zmienić, ryzykujemy, że będzie ono jeszcze gorsze, dlatego nie próbujmy”. Jak można tak myśleć, że jest to „najlepsze rozwiązanie prawne”, skoro 6 milionów dzieci zostało uśmierconych?!

Taką strategię przyjęto. To już był temat tabu. Nie można było mówić o aborcji. Włoscy księża nie mówili też o niej w homiliach. Czasem może zdarzyć się jakiś wyjątek, ale większość nie porusza tematu aborcji w czasie kazań.

Oczywiście, w szkołach publicznych ten temat również nie istnieje. Co więcej, prowadzi się propagandę proaborcyjną. Próbowałam chodzić do szkół katolickich z prelekcjami, ale i one są zamknięte na tę tematykę. Często pojawia się wyjaśnienie, aby „nie wywoływać szoku u młodzieży”.

Pewnego razu byłam w szkole katolickiej dla młodzieży, by mówić o tabletkach aborcyjnych. Ta młodzież była zaskoczona, kiedy powiedziałam, że tabletki „dzień po” i „pięć dni po” to pigułki aborcyjne. Młodzież była zaskoczona i twierdziła, że to forma antykoncepcji. Szkoła już więcej nie chciała mnie zapraszać.

I Marsz dla Życia był tym, co przełamywało to tabu. Był jasnym sygnałem, że musimy zacząć rozmawiać, mówić, czym jest aborcja i jakie są jej konsekwencje.

 

Czy obserwują Państwo owoce aktywności po Marszach dla Życia?

Ten marsz był dla nas ważny. Nie spodziewałam się, że tak będzie wyglądał. Nie dlatego, że przygotowaliśmy go lepiej niż poprzednie, ale przede wszystkim dlatego, że media zaczęły o nim mówić. Prawie wszystkie media mówiły i pisały o marszu, nawet „Corriere della sera” [dziennik lewicowy-red.] poświęcił pół strony na to wydarzenie. I chcemy, aby mówiono o obronie życia, nawet jeśli nas krytykują. Najważniejsze, aby to tabu zostało wreszcie przełamane, aby temat ochrony życia stał się częścią debaty publicznej, rozmów z przedstawicielami parlamentu.

Po pierwszych marszach widać owoce. Przed kilku laty, po jednym z naszych marszów powołano „Licealistów dla Życia” i „Studentów dla Życia”. To młodzież, która wykonuje fantastyczną pracę, mówiąc o obronie życia, o skutkach aborcji w swoich środowiskach szkolnych i uniwersyteckich. Ma to fundamentalne znaczenie dla przyszłości Włoch.

 

 

Czy widzi Pani szansę uchylenia prawa 194 ?

Jestem głęboko przekonana, że to prawo zostanie w końcu zniesione. Może potrzeba jeszcze wielu lat, ale tak się stanie. Wszystko jest w rękach Boga. I to, że media o nas mówiły, nawet kiedy o to nie zabiegaliśmy, to już znak Bożej Opatrzności. W gazetach pisze się już oficjalnie o uchyleniu prawa 194. To jeszcze kilka lat temu było nie do przyjęcia.

Dlatego chcemy kontynuować nasze działania i przesłanie obrony każdego życia. Jestem pewna, że to się stanie. Potrzeba oczywiście czasu na uformowanie sumień, przekazywanie tej prawdy i działanie w przestrzeni politycznej.

 

Jakie są wyzwania stoją przed obrońcami życia we Włoszech i przed Marszem dla Życia?

Jest ich wiele. Obserwujemy, że każde nasze działanie na rzecz życia wiążę się z bardzo szybką reakcją drugiej strony. Podam przykład: w minionym czasie Stowarzyszenie Pro Vita & Famiglia przygotowało kampanię dotyczącą RU-486 z udziałem młodej kobiety. Natychmiast po tym pojawiła się kontrkampania, również z młodą kobietą, która dokonała aborcji i przekonywała, że to był jej najlepszy wybór itd.

Podobne działania miały miejsce po marszu dla życia. Dzień później Rzym został prawie cały zaklejony plakatami proaborcyjnymi. Głównym punktem przekazu było odebranie lekarzom klauzuli sumienia, którą, mimo wszystko, gwarantuje prawo 194. Inaczej niż w tzw. testamencie życia, który nie przewiduje klauzuli sumienia.

Druga kwestia to sprawy finansowe. Środowiska opowiadające się za aborcją dysponują dużymi funduszami, ponieważ są finansowane przez różne instytucje, także takie jak Planned Parenthood, podczas gdy dla nas każda kampania, każdy marsz to duże wzywanie finansowe.

Kolejnym wyzwaniem jest przełamanie pewnej obojętności środowiska katolickiego. W środowisku nas katolików często pojawia się narracja, że „dziś czasy się zmieniły, aborcja jest grzechem, ale jeśli ktoś jest niewierzący, to musimy pozwolić mu podjąć decyzję”. Chcielibyśmy stawić wyzwanie i przełamać tę mentalność relatywistyczną, w której człowiek nie jest już wrażliwy na zło, nie jest już wrażliwy na to, że w aborcji zabija się dziecko. Uważa się, że można tego dokonać, bo zezwala na to prawo. To chyba największe wyzwanie, ta oziębłość świata katolickiego.

Kolejną wyzwaniem są nasi biskupi. Pięknie ujął to John Smeaton, szef Society for the Unborn Children, który w tym roku, po 47. latach aktywności w środowisku pro-life przechodzi na emeryturę. Smeaton powiedział, że, jeśli jakiś biskup uświadomiłby sobie powagę sprawy i zaczął działać, to w 47 dni zrobiłby dużo więcej w obronie życia niż on zdziałał w ciągu 47 lat swojej aktywności. I to prawda. Dlatego też wyzwanie, jakie przed nami stoi, to zachęcenie i zapraszanie biskupów, aby nas wspierali, przychodzili na marsze, ponieważ to oni mogą zrobić najwięcej. Mogą poruszyć ludzkie sumienia, także zachęcać kapłanów diecezjalnych do aktywności. Każdy biskup może naprawdę wiele zrobić.

I ostatnie wyzwanie to świat polityki. Dlaczego uważam, że to nasze ostatnie wyzwanie? Dlatego, że bez wątpienia politycy zaczną działać, kiedy zobaczą i uświadomią sobie, że stoi przed nimi wielki ruch. We Włoszech próbujemy stać za politykami i „pchać ich do przodu”, ale z pewnością zaczną działać, jeśli zrozumieją, że przed nimi są miliony osób, dla których życie jest cenne. Tylko wówczas świat polityki się aktywizuje, ponieważ politycy z uwagą podchodzą do głosów i sondaży. Dlatego ważne, abyśmy ich zaktywizowali do działania.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Agnieszka Gracz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022