25 kwietnia, 2024
8 marca, 2023

„Dziękujemy Ci, kobieto za to, że jesteś kobietą…”

(Fot. Pixabay, zdjęcie ilustracyjne)

W dniu, w którym otrzymujemy serdeczne życzenia i miłe podarunki, zatrzymujemy się nad tajemnicą swojej kobiecości, naszym powołaniem i tym, jak udaje się nam go realizować. Zastanawiamy się, kto może być dla nas źródłem cennych inspiracji, ważnym autorytetem w podejmowanych przez nas wyzwaniach kobiecej codzienności…

I dlatego warto przypomnieć dziś sylwetki i przesłanie choć kilku wyjątkowych polskich kobiet. Tych, które w centrum swojej misji postawiły obronę ludzkiego życia, rodziny, a także obronę polskości, poświęcając im swoje siły i zdolności a nieraz i życie. Niech staną się zachętą do głębokiego przeżywania pięknej kobiecości.

Stanisława Leszczyńska (1896-1974)

Położna z Auschwitz, nazywana przez współwięźniów Mateczką i Aniołem Życia. W obozie przyjęła 3000 porodów.

Lubiłam i ceniłam swoją pracę, ponieważ bardzo kochałam małe dzieci. Może właśnie dlatego miałam tak wiele pacjentek, że nieraz musiałam pracować po trzy doby bez snu – pisała Leszczyńska w „Raporcie Położnej z Oświęcimia”, dokumencie, powstałym w 1957 roku.

Poruszające jest także wspomnienie syna Stanisławy, dr. Bronisława, lekarza:

Jak się człowiek przebudzi, to zwykle udaje mu się trafić nogą tylko do jednego pantofla. Jak mamę wzywano w nocy, to często właśnie w jednym pantoflu wybiegała. I tak się też modliła do Matki Bożej: załóż chociaż jeden pantofelek, ale przybądź z pomocą. Mama mówiła, że się nigdy nie zawiodła.

W Auschwitz usłyszała rozkaz: noworodki mają umrzeć. Ale ona potrafiła przeciwstawić się Niemcom. Nawet samemu Josefowi Mengele. Odpowiedziała:

Nie, nigdy! Nie wolno zabijać dzieci!

Ani jedno dziecko, przy porodzie którego asystowała, nie urodziło się martwe. Nie umarła też żadna rodząca. Takimi sukcesami nie mogły się wówczas poszczycić nawet najlepsze kliniki na świecie.

Bł. Natalia Tułasiewicz (1906-1945)

Polonistka, oddana nauczycielka, poetka, nieprzeciętna entuzjastka słowa i czynu. Zafascynowana kulturą, sztuką i muzyką, zaangażowana w ideę apostolstwa ludzi świeckich. Niestrudzenie poszukiwała swojej własnej drogi ku świętości.

Mówiła:

Żyj tak, jakby tylko od jakości twojego życia zależał los świata, módl się tak, jakby tylko od twojej modlitwy zależały dzieje pokoju i wojny.

W 1943 r. wyjechała jako pełnomocnik – emisariusz Rządu Londyńskiego i świecki apostoł do Hanoweru, aby pomagać zagubionym pracownikom przymusowym. Słaba fizycznie, ale silna duchem, po wielu godzinach codziennej, ciężkiej pracy w fabryce, realizowała w bardzo trudnych warunkach, posługę religijno-społeczno-oświatową.

W wyniku dekonspiracji po wizycie kuriera z Polski więziono ją w Hanowerze, a następnie w Kolonii. Podczas śledztwa była torturowana. W 1944 r. odesłano ją z wyrokiem śmierci do obozu w Ravensbrück. Mimo wycieńczenia ciężką fizyczną pracą, gruźlicą i głodem, nadal prowadziła misję ewangelizacyjną. jej pragnieniem było, aby po wojnie powrócić do pracy literacko-apostolskiej. Ale była całkowicie zdana na wolę Bożą.

Żadne ziemskie dobro nie wypełni tak duszy, aby nie tęskniła za czymś piękniejszym. Uświadomiłam sobie, że tylko Bóg może być tym dobrem ostatecznym, poza które nie sięgamy naszą tęsknotą. Zrozumiałam, że wszystko na świecie, poza Bogiem ma wartość względną, wtedy też zadałam sobie pytanie: „po co żyć?” i odpowiedziałam: Aby drugim czynić dobrze – pisała Natalia.

W Wielki Piątek 30 marca 1945 r. podczas ostatniej selekcji w obozie zakwalifikowano Natalię do stracenia, a 31 marca 1945 r. dopełniło się ziemskie życie Natalii – zabrano ją do komory gazowej.

Została beatyfikowana 13 czerwca 1999 roku w Warszawie w czasie VI pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

Danuta Siedzikówna „Inka” (1928-1946)

Wychowana w rodzinie o silnych tradycjach patriotycznych, w atmosferze afirmacji niepodległości i dumy z własnego państw. W 1943 r. wstąpiła do AK a w 1945 r. do oddziału 5. Wileńskiej Brygady AK, zostając sanitariuszką. Następnie, wykonywała także zadania łączniczki, a czasem także wywiadowcy. 

Była bardzo lubiana za swoją skromność, a jednocześnie hart i pogodę ducha. Znosiła trudy z równą chłopcom, a niekiedy bardziej zadziwiającą wytrzymałością, szczególnie psychiczną. Raz tylko prosiła w czasie powrotu znad Wisły, by ktoś przejął jedną z jej ciężkich toreb. Maszerowaliśmy prawie półbiegiem ze względu na odległe miejsce postoju, a ją właśnie gnębił brak formy – tak wspominał „Inkę” sierż. Olgierd Christa „Leszek”, jeden z jej ówczesnych przełożonych.

Aresztowana w 1946 r. i skazana dwukrotnie na karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych. Wyrok wykonano w więzieniu karno-śledczym, zlokalizowanym na tyłach Wojewódzkiego Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba… – gryps z taką informacją dotarł do krewnych niepełnoletniej jeszcze “Inki”.

Wraz z nią śmierć poniósł oficer wileńskiej AK ppor. Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk”. Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje „Łupaszko”!”. Po komendzie „Ognia!” rozległy się strzały. Ponieważ „Zagończyk” i „Inka” nie zginęli od razu, strzałem z pistoletu zabił ich dowódca plutonu egzekucyjnego. Do dziś rodzinom nie udało się odnaleźć miejsca ich pochówku. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty  i bezradności UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

11 listopada 2006 r. „Inka” została pośmiertnie odznaczona przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta.

Teresa Strzembosz (1930-1970)

Urodzona w Warszawie, jako pierwsza z trojaczków, w rodzinie inteligenckiej o głębokich polskich tradycjach narodowych i religijnych.
 
Gdy w kwietniu 1956 roku uchwalono ustawę legalizującą zabijanie nienarodzonych, skoncentrowała się na aktywności poświęconej sprawie ratowania zagrożonych śmiercią dzieci i rozpowszechnianiu, przez udział w organizowaniu katolickich poradni małżeńskich, naturalnych metod rozpoznawania płodności.

Zaangażowana w Duszpasterstwo Służby Zdrowia a następnie w odrębnie utworzoną Komisję KEP Duszpasterstwa Rodzin. Zajmowała się opieką nad przewlekle chorymi, niosła pomoc samotnym matkom (dom w Chylicach), dziewczętom zagrożonym prostytucją, zorganizowała sekcję adopcji przy Towarzystwie Przyjaciół Dzieci.
 
Mimo świadomości śmiertelnej choroby, do końca pozostała oddana służbie Życiu i najbardziej potrzebującym, mawiając:
 
Lepiej krótko płonąć PEŁNYM ŚWIATŁEM niż kopcić latami.
 
I jeszcze:
(…) zasada praktyczna, która zawsze mi w życiu pomagała, by naprawdę UMIEĆ CHCIEĆ. Bo jeżeli człowiek bardzo chce, wie dlaczego chce i cały jest sprawie oddany, to i dużo może. To tak, jak z miłością, która wszystko wytrzyma, wszystko przetrwa, niczym się nie zrazi, zawsze wyjście znajdzie. Wtedy – omalże nie ma niemożliwości. IM WIĘCEJ SIĘ KOCHA, TYM WIĘCEJ SIĘ MOŻE.

Ks. Prymas Wyszyński, życzliwie wspierający jej działania, powiedział na pogrzebie:

Teresa nie lubiła mówić o swoim życiu z Bogiem, o swoim kontakcie z Bogiem. Ktokolwiek jednak z nią rozmawiał o sprawach społecznych, o niesieniu pomocy najbardziej nieszczęśliwym, wyczuwał, że ta rozmowa zawsze jest zakorzeniona w jakimś głębokim nurcie duchowym. Sama zaś Teresa tak pisała o swoich pracach w jednym z listów: To takie wielkie szczęście – możność służenia człowiekowi – a właściwie Bogu w ludziach.

Piękne, dzielne Polki XX wieku, wspaniałe patriotki i święte, oddane Bogu i Ojczyźnie. Obyśmy umiały podążać w ślad za tymi, które chciały być  bardziej i osiągnąć “więcej”, wzbijając się ponad przeciętność. Siłą ducha i zaangażowania. Wchodząc na szczyty, z których rozciągają się najpiękniejsze horyzonty…

Monika M. Zając

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023