23 lipca, 2024
31 maja, 2023

„Tyle osób doradzało mi przed aborcją a po wszystkim zostałam kompletnie sama…”

(for. pixabay.com, woman-1958723_1280)

Była rozwiedziona i bardzo samotna. Gdy dowiedziała się, że jest w ciąży, wpadła w panikę. Miała już 4-letnią córkę, a pracowała tylko dorywczo. Trudna sytuacja finansowa i brak wsparcia bliskich sprawił, że Carolyn dokonała „wyboru”, który był początkiem koszmaru…

Ojciec dziecka, kiedy się dowiedział, że jestem w ciąży, wycofał propozycję małżeństwa. Była bez środków do życia, bez ubezpieczenia i nie wiedziała, gdzie szukać pomocy… Znajomi tylko potęgowali jej rozpacz, uświadamiając, że finansowo nie da sobie rady. 

Miałam okropny zamęt w głowie, nikt mnie nie wsparł, nie przytulił, nie zapytał, co czuję. A wystarczyłaby choć odrobina miłości czy wsparcia…

Jednym z “doradców” była znajoma, która sama 25 lat wcześniej poddała się nielegalnej aborcji. To ona pierwsza podsunęła tę zbrodniczą myśl:

Przecież teraz aborcja jest już legalna i »bezpieczna«.

Kobieta na skutek aborcji nie mogła mieć dzieci, ale bardzo namawiała do niej Carolyn. 

Serce podpowiadało…

To było dla niej jak potrzask, była kompletnie zdezorientowana i ogłupiona. I wtedy znajomi postanowili się zająć wszystkim sami. 

Nie oskarżam teraz nikogo, oni po prostu robili to, co uważali za najlepsze. Dlatego teraz wiem, że tak ważne jest, by ludzi uczyć i uświadamiać w tym, co naprawdę jest dobre!

Carolyn wyjechała do Cleveland, do znajomych, którzy zawieźli ją do kliniki aborcyjnej. Choć serce podpowiadało, że dokonuje złego wyboru, to jednak rozsądek tłumaczył to, do czego namawiali inni.

Zimny, listopadowy dzień. I zimna klinika…  200 dolarów opłaty, test ciążowy, kluczyk do metalowej szafki i papierowa jednoczęściowa piżama. Wszystko wokół było zimne, mechaniczne i formalne. I skostniali ludzie – personel, który nie okazywał żadnego współczucia czy wsparcia… Jak w fabryce. Carolyn przyznaje, że jeszcze nigdy tak się nie bała i nie była taka samotna. Przy okazji na wierzch wyszło kolejne kłamstwo aborterów…

Okazało się, że zabieg, który miał być bezbolesny, wcale taki nie był. Kiedy wyrywano ze mnie dziecko, ból stał się tak nieznośny, że z oczu popłynęły mi łzy. Kazano mi leżeć spokojnie i obiecywano, że „to zaraz się skończy”.

Po pół godziny wstała i wyszła z kliniki, skąd odebrała ją przyjaciółka. A po dwóch dniach ktoś ze znajomych odstawił ją z powrotem do domu i dosłownie zostawił przed drzwiami mieszkania… Doradcy, tak bardzo zaangażowani, by skłonić Carolyn do aborcji, teraz  zostawili ją zupełnie samą…

https://twitter.com/Marsz_info/status/1660662802611073182

Początek koszmaru

A następujący rozwój wydarzeń kobieta wspomina bardziej jak koszmar niż rzeczywistość. W nocy śniło jej się własne, zabite dziecko… Pocieszenia zaczęła szukać w alkoholu, dochodząc do pięciu butelek tygodniowo. Czasem nie jadła przez kilka dni, a potem, zmuszając się do jedzenia, wymiotowała…

W końcu poszłam do lekarza i okazało się, że po aborcji wdała się infekcja dróg rodnych. Lekarz zaczął mnie leczyć, lecz nic nie skutkowało. Kiedy opowiedziałam mu o nocnych koszmarach i o moim rozstrojeniu nerwowym, zapisał środki uspokajające. Żadnej pomocy, żadnej rady – po prostu tabletki… – wspomina Carolyn.

Tabletki uspokajające na noc, i tabletki pobudzające na dzień, żeby się jakoś trzymać. Cztery razy świadomie przedawkowała chciała się zabić. Tak bardzo potrzebowała czyjejś obecności, wsparcia, wysłuchania… 

Dodatkowo, poaborcyjna infekcja uszkodziła szyjkę macicy tak mocno, że konieczny był zabieg chirurgiczny. 

Zacząć na nowo

W końcu w życiu Carolyn pojawił się mężczyzna – jej obecny mąż. Jego miłość i wsparcie sprawiły, że po długim okresie prawdziwego piekła, zaczęła odzyskiwać siłę do życia.

Razem zaczęliśmy chodzić do kościoła, gdzie wreszcie spotkałam Chrystusa, mojego Zbawcę. On bez zwłoki przebaczył mi to, co zrobiłam, ale upłynęło wiele czasu, zanim byłam zdolna wybaczyć sama sobie.

Jednak fizyczne skutki aborcji dawały o sobie znać: spadek odporności, nowe infekcje, guzki, endometrioza… 

W końcu lekarze stwierdzili, że wyleczenie jest niemożliwe, i dlatego byłam zmuszona poddać się operacji usunięcia macicy. Po 10 latach zapłaciłam wreszcie swój „rachunek” za aborcję.

Ból na zawsze!

Carolyn nie ma wątpliwości, że gdyby wówczas przed laty znalazła wokół siebie miłość, zrozumienie i wsparcie, a także wiedzę, co tak naprawdę łączy się z aborcją, nigdy by się na nią nie zdecydowała.

Aborcja boli, boli już na zawsze. Sądzę, że stowarzyszenia kobiet, które poddały się aborcji, powinny być dużo głośniejsze. Mamy prawo ostrzegać przed tym bólem. A świadomość, że miliony kobiet przeżywają ten sam koszmar, który ja przeszłam, rozdziera mi serce.

Aborcja nie jest “zabiegiem”, “wyborem” kobiety, i nigdy nie przynosi ulgi, jak przekonują środowiska feministyczno-lewicowe… Jest wyrokiem śmierci na niewinne dziecko, któremu nie pozwolono się narodzić. Jest wyrokiem śmierci dla kobiecości i macierzyństwa, w których już na zawsze pozostanie wyryte znamię okrutnego dzieciobójstwa dokonanego przez tych, którym podarowano, odrzucony bezcenny dar życia…

MZ/hli.org.pl

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

Polityka prywatności i plików cookies

© Centrum Życia i Rodziny 2023