25 września 2022
8 stycznia 2022

„Pigułka aborcyjna miała mnie zabić”. Kobieta ocalała z aborcji jest wdzięczna za dar życia

(fot. youtube.com/Suzanne Aubert, Linda Swyne)

Choć jej dzieciństwo można by uznać za bardzo trudne – przeżyła aborcję i została porzucona po urodzeniu z licznymi problemami zdrowotnymi – Linda Swayn patrzy na swoje życie z innej perspektywy, pełnej radości i wdzięczności.

Jak podaje LifeNews.com za Live Action News, Nowozelandka przeżyła aborcję wywołaną środkiem chemicznym w latach 60-tych, kiedy aborcje były tam jeszcze nielegalne.

Moja matka zaszła w niespodziewaną ciążę z żonatym mężczyzną, który miał już córkę w wieku około 4 lat. I to był dla niej szok. Nie chciała, żeby rodzice wiedzieli, że jest w ciąży, więc zdobyła środek o nazwie metotreksat, a metotreksat jest substancją, która jest używana, aby móc abortować płód. Ja jednak przeżyłam – powiedziała Swayn w wywiadzie z ks. Jamesem Lyonsem, kapelanem Home of Compassion.

Metotreksat nie jest już powszechnie stosowany do wykonywania aborcji chemicznej, ponieważ substancja ta często nie zabija nienarodzonego dziecka, zwłaszcza jeśli jest stosowany w późniejszym okresie ciąży. Specyfik może również powodować wady wrodzone mózgu i kręgosłupa, jak to miało miejsce w przypadku Swayn.

Źródło: youtube.com/Suzanne Aubert

Urodzona przedwcześnie Linda cierpiała z powodu licznych problemów zdrowotnych i spędziła pierwsze 18 miesięcy swojego życia w szpitalu.

Jednym z głównych problemów z przeżyciem aborcji wywołanej metotreksatem jest to, że wpłynęło to na czaszkę, więc mam dwie dziury z tyłu mojej czaszki. Mam tylko dwa palce u każdej stopy, czyli jeden duży palec u nogi i jeden inny. Miałam więc operację na stopach, aby pomóc mi chodzić prawidłowo, kiedy miałam około 6 lat. Miałam też operację czaszki… a także operację oczu – wspominała Linda.

Porzucona przez swoją rodzinę kobieta powiedziała, że katolicka organizacja charytatywna prowadzona przez Siostry Miłosierdzia w Island Bay przyjęła ją i wychowała. Tam Swayn dorastała otrzymując miłość i opiekę, której potrzebowała.

Moje życie było pełne radości i szczęścia. Moje potrzeby medyczne zostały spełnione. Moje potrzeby chirurgiczne zostały zaspokojone. I moje potrzeby w zakresie umiejętności społecznych zostały spełnione, ponieważ było tak wiele dzieci. Nie byłeś odizolowany. Miałam najlepszą edukację. Było dużo miejsca do zabawy. Mieliśmy mnóstwo rzeczy do roboty – mówiła w wywiadzie z uśmiechem na ustach.

Już jako osoba dorosła, Swayn została nauczycielką i rzecznikiem specjalnych potrzeb przy Nowozelandzkim Stowarzyszeniu Edukacji Specjalnej.

Czuję się inna i wiem, że jestem inna, to oczywiste. Ale przechodzę nad tym do porządku dziennego. Każdego dnia wychodząc z domu wiem, że będzie to dla mnie wyzwanie. A jeśli mam dobry dzień, to chwalę za to Boga – wyznała.

Źródło: youtube.com/Suzanne Aubert

Od kobiety bije głębokie poczucie szczęścia. Żadna z przeszkód, jaka stanęła na jej drodze, nie zgasiła w niej nadziei, ani nie zabiła przepełniającej ją wdzięczności.

Inni postrzegają mnie jako osobę z poczuciem humoru. I osobę, która jest elokwentna. I osobę, która jest troskliwa. (…) Zawsze miałam nadzieję i trzymałam się tej nadziei i jestem wdzięczna, że mogłam żyć pełnią życia i że siostry dostrzegły we mnie potencjał – dodała Swayn.

Kiedy w 1973 roku Matka Teresa z Kalkuty przyjechała do Nowej Zelandii z wizytą, zatrzymała się właśnie w Home of Compassion. Zaledwie 11-letnia Linda miała okazję spotkać przyszłą świętą, co doprowadziło do niezwykle odważnej decyzji 13 lat później. 

Po spotkaniu z Matką Teresą zapragnęłam pojechać i zobaczyć [ją] oraz zostać wolontariuszką. Zaoszczędziłam i wybrałam się w podróż po Europie i spędziłam 3 miesiące z Matką Teresą w Kalkucie – powiedziała kobieta.

Źródło: youtube.com/Suzanne Aubert

Ciężką posługę samej świętej, jak i wszystkich Sióstr Misjonarek Miłości opisała jako pracę „naprawdę wśród najbiedniejszych z biednych”. To doświadczenie wywarło ogromny wpływ na jej podejście do życia.

To zmieniło mnie w tym sensie, żeby nigdy nie narzekać na to, czego nie masz i zaakceptować to, co masz. I nigdy nie narzekać na to, czego nie możesz zrobić i zaakceptować to, co możesz – stwierdziła Swayn.

O tym, w jaki sposób przyszła na świat i skąd wynikają jej liczne problemy zdrowotne, Linda dowiedziała się od sióstr, kiedy miała około 10 lat. Powiedziała, że wybaczyła swojej matce i nadal dziękuje Bogu za dar swojego życia.

Swayn miała też możliwość wyjazdu na Światowe Dni Młodzieży w Paryżu, skąd pojechała do Lionu. Z tego miasta pochodziła siostra Suzanne Aubert. Linda jest bardzo wdzięczna siostrom oraz ich założycielce „za danie jej możliwości, żeby mieć spełnione życie”.

Największym darem, jaki otrzymałam, jest życie. Bóg dał mi największy dar życia – podsumowała.

 

AM/LifeNews.com, YouTube.com/„Against All Odds – The story of Linda Swayn”

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022