5 października 2022
24 lutego 2022

Jarosław Dąbrowski: Dzieci i młodzież w ogóle nie powinny odbywać nauki zdalnie

(fot. arch. Centrum Życia i Rodziny, Jarosław Dąborowski)

Z Jarosławem Dąbrowskim, nauczycielem, działaczem społecznym i  wiceprezesem Stowarzyszenia Nauczycieli i Pracowników Oświaty „Nauczyciele dla Wolności” rozmawia Olimpia Jabłońska-Kraska z Centrum Życia i Rodziny.

Kryzys związany z epidemią koronawirusa i działaniami podjętymi przez rządy wielu państw w celu jej ograniczenia, dotknęły praktycznie każdego aspektu naszego życia: służby zdrowia, gospodarki, kultury i edukacji. Jak Pan ocenia, z perspektywy ostatnich dwóch lat, działania wpływające na funkcjonowanie szkół w Polsce?

Możemy tu mówić przede wszystkim o przejściu na nauczanie zdalne, co wywołało poważne, negatywne, a przede wszystkim długotrwałe skutki. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że te działania były niepotrzebne. Dysponujemy ponad dwudziestoma badaniami, na które powołuje się dr Piotr Witczak, z których wynika, że zamknięcie placówek i nauczanie zdalne nie wpłynęło na transmisję wirusa. Badania pokazują, że dzieci chorują rzadko, a jeśli chorują, ich system immunologiczny szybko sobie radzi z chorobą. Negatywne skutki zamknięcia szkół będą zaś przez nas odczuwane najprawdopodobniej jeszcze przez lata.

 Jakie negatywne skutki dla uczniów pociąga za sobą nauka zdalna?

Z pewnością obserwujemy wzrost problemów psychicznych i emocjonalnych. Coraz więcej dzieci odczuwa strach czy niepokój, wiele z nich ma problemy z koncentracją na nauce. Statystyki pokazują wyraźny wzrost liczby samobójstw i prób samobójczych. To są twarde dowody na to, że lockdown jest tragiczny w skutkach dla dzieci i młodzieży.

Czy widzi Pan podobne problemy wśród swoich uczniów?

Tak, widzę taką zależność, że dzieci, które mają problemy emocjonalne, zaczynają unikać lekcji. U dziecka, które jest obecne w szkole można zauważyć wycofanie, nerwowość czy agresję. Natomiast w przypadku nauki zdalnej nie ma takiej możliwości, dziecko po prostu nie bierze udziału w zajęciach albo loguje się, ale w nich aktywnie nie uczestniczy.

Gdy komunikujemy to rodzicom okazuje się, że rzeczywiście dziecko ma problemy. Choć początkowo tłumaczą to niezdyscyplinowaniem dziecka, to potem zdają sobie sprawę, że może to być depresja czy stany lękowe.  Rodzice są w takiej sytuacji często bezradni. Psycholog i pedagog z naszej szkoły mieli takich przypadków bardzo dużo w ostatnim czasie.

W jakim celu powstało stowarzyszenie i jak obecnie wygląda jego działalność?  

Nasze stowarzyszenie zostało zarejestrowane w listopadzie zeszłego roku, choć zaczęliśmy się organizować nieco wcześniej. Zrzeszamy grupę pracowników oświaty, nie tylko nauczycieli, ale także osób z administracji, dyrektorów szkół, jak również wykładowców. Można być także członkiem wspierającym i na takiej zasadzie zrzeszamy także rodziców.

Do działania zmotywowała nas sytuacja, jaka pojawiła się w związku z wprowadzeniem nauki zdalnej. Widzieliśmy jak wielka krzywda dzieje się dzieciom w związku z zamknięciem szkół. Dodatkowo obserwowaliśmy jak organizują się inne grupy przeciwne restrykcjom, np.  prawnicy czy lekarze. Zdecydowaliśmy, że chcemy walczyć o prawa uczniów do normalnej nauki w szkole i o bezpośredni kontakt z rówieśnikami i nauczycielami, który jest niezbędny do prawidłowego rozwoju dziecka.

Co jeszcze, oprócz nauki zdalnej wywołało Państwa sprzeciw i reakcję?

Zwróciliśmy też uwagę na inne obostrzenia uderzające w dobro dzieci. Mam na myśli przede wszystkim obowiązek noszenia przez nie maseczek. Okazuje się, że maseczki nie zmniejszają transmisji wirusa, tym bardziej, że dzieci nie używają ich poprawnie, wielokrotnie je zdejmują i zakładają, dotykają je rękami, często także maseczki upadają na ziemię, a potem są zakładane na twarz, co wręcz może mieć odwrotny skutek dla ich zdrowia.

Z tymi maseczkami mieliśmy przedziwną sytuację, bowiem podczas spotkania naszej prezes i członka zarządu z ministrem edukacji i nauki Przemysławem Czarnkiem, okazało się, że ministerstwo nie wprowadziło obowiązku noszenia maseczek, a jedynie je zalecało. Przyznał to sam minister.

Tymczasem dowiadywaliśmy się, że w niektórych szkołach dzieci nie są wpuszczane do szkól z powodu braku maseczki. Mamy też sygnały, że dzieci nie mogą wyjść do toalety bez nałożenia maseczki, bo o ile w klasie nie ma takiego obowiązku, to już na korytarzu, jako części wspólnej – tak.

Jest też skrajna sytuacja członka naszego stowarzyszenia, nauczycielki, która od ponad roku codziennie melduje się w pracy, ale nie jest wpuszczana do budynku szkoły z powodu braku maseczki. Mimo, że Państwowa Inspekcja Pracy nakazała wpuszczenie nauczycielki do szkoły pomimo braku maseczki, pani dyrektor nie ustąpiła. Sprawa ma obecnie bieg sądowy.

Nasze stowarzyszenia wstawia się za takimi osobami, wysyłamy pisma, interweniujemy u dyrektorów czy w ministerstwie. Spotkaliśmy się też z minister z Kancelarii Prezydenta RP w sprawie kwarantann dla nauczycieli, które dotykały tylko niezaszczepionych mimo, że wiadomym było, że zarówno osoby zaszczepione, jak i niezaszczepione transmitują wirusa. Pani minister była zdziwiona tym faktem i obiecała, że będzie interweniować w tej sprawie.

Sprzeciwiacie się Państwo przejawom segregacji sanitarnej w szkołach. W jaki sposób się ona przejawia na gruncie szkolnym?

Oprócz ewidentnych przypadków dyskryminowania dzieci, które nie noszą maseczek, o czym wspominałem wcześniej, możemy mówić o wielu innych, absurdalnych sytuacjach, jakie miały i mają w szkołach miejsce.

Niektórzy dyrektorzy chyba bardzo się chcieli wykazać, bo pozwolili na organizację konkursów na najlepiej zaszczepione klasy. Klasa, która wygrała w jednej ze szkół pojechała w nagrodę na wycieczkę. W innej nagrodą był tort. Tworzyło to patologiczną sytuację presji na uczniów, którzy nie chcieli się szczepić. Klasa obwiniała taką osobę o to, że przez nią przegrali w konkursie. Takie dziecko przychodziło do rodziców z prośbą, żeby jednak je zaszczepili, gdyż inaczej klasa nie pojedzie na wycieczkę. To sytuacja doprawdy skandaliczna.

Można też powiedzieć o kolejnej rzeczy, jaka miała związek z dopuszczeniem szczepień u dzieci. Zaczęto tworzyć w niektórych szkołach segregację sanitarną. Część uczniów, która została zaszczepiona mogła stacjonarnie uczestniczyć w zajęciach, a druga część, ci niezaszczepieni, musiała zostać w domu na nauce zdalnej. To ewidentne dzielenie dzieci i odbieranie im szans edukacyjnych, bo przecież wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nauka zdalna jest mniej efektywna od stacjonarnej.

Przyjęta niedawno przez Sejm nowelizacja ustawy o systemie oświaty, potocznie zwana „lex Czarnek”, czeka obecnie na podpis prezydenta. Skąd taka zmasowana krytyka nowych regulacji przez posłów opozycji i środowisk liberalnych?

Mogę tu odnieść się do dwóch kwestii. Z jednej strony wzmocnienie roli kuratorów spowoduje, że do szkół nie będą wpuszczane organizacje, które mogą deprawować dzieci. Tego obawia się lewica, która chciałaby dotrzeć z takimi deprawującymi treściami do uczniów.

W regulaminie naszego stowarzyszenia mamy zapisane, że kierujemy się wartościami tradycyjnego wychowania, bliskie są nam wartości rodzinne, dlatego w tym kontekście postawa ministra edukacji i nauki jest nam bliska.

Warto w tym miejscu dodać, że wystąpiliśmy w obronie kurator Barbary Nowak, gdy padła ofiarą ataku ze strony opozycji i środowisk liberalnych za swoje publiczne wypowiedzi. Cenimy Panią Kurator za jej profesjonalizm i troskę zarówno o uczniów, jak i pedagogów.

Jednak wzmocnienie roli kuratorów niesie w sobie również niebezpieczeństwo. Jeśli zmieni się władza i zmienią się kuratorzy, naciski mogą działać w przeciwną stronę, blokując tych dyrektorów, którzy sprzeciwią się ideologizacji dzieci w szkołach. Dlatego najlepsze byłyby rozwiązania systemowe, które nie będą uzależnione od rozgrywek politycznych.

Co do drugiej kwestii związanej z nowymi regulacjami, trzeba podkreślić, że niestety jest to pierwsza ustawa, która sankcjonuje nauczanie zdalne. Do tej pory odbywało się to na zasadzie rozporządzeń. Ustawa wprowadza naukę zdalną na zasadzie alternatywy wobec nauczania stacjonarnego. W naszym przekonaniu nauka zdalna powinna być ograniczona tylko do osób dorosłych w przypadku kursów, szkoleń czy studiów podyplomowych. Dzieci i młodzież w ogóle nie powinny odbywać nauki zdalnie. Jeśli chcemy kształtować ich postawy, a nie tylko przekazywać wiedzę, powinniśmy stawiać na osobisty kontakt nauczyciel-uczeń, inaczej wypaczamy ideę nauczania.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022