29 listopada 2022
5 września 2022

Dobra moralnie alternatywa dla in vitro? Dr Wasilewski o naprotechnologii

(fot. pixabay.com)

Naprotechnologia polega na monitorowaniu organizmu w celu ustalenia przyczyn niepłodności kobiet i mężczyzn. Lekarz prowadzący proponuje pacjentom metody leczenia, które wspomogą ich zdolności prokreacyjne. 

Dr Tadeusz Wasilewski przez kilkanaście lat pracował w klinice in vitro, jednak ostatecznie zrezygnował z takiej formy pomocy parom borykającym się z niepłodnością na rzecz naprotechnologii. Założył on pierwszą w Polsce klinikę leczenia niepłodności metodą właśnie naprotechnologii – NaProMedica w Białymstoku.

Myślę, że gdyby cała ta energia poświęcona realizacji programu in vitro poszła w szukanie przyczyn niepłodności, bylibyśmy sto lat do przodu w temacie leczenia – stwierdził.

W rozmowie z Martą Rapcewicz z Aletei lekarz opowiedział o swojej drodze wiary, o nieznanych faktach na temat płodności oraz o skuteczności metod przez niego używanych. 

Dr Wasilewski wyjaśnił, że metoda in vitro polega na ocenie jajników, komórek jajowych oraz macicy u kobiety oraz plemników u mężczyzny. Wskazał dalej, że:

Procedura wygląda tak: podajemy kobiecie hormony, by uzyskać komórki jajowe i łączymy je na zewnątrz, poza organizmem mamy, z plemnikami. Przez kilka dni oceniamy jakość rozwijających się zarodków, wybieramy te naszym zdaniem najsilniejsze, przenosimy je do jamy macicy i czekamy na wynik tego zabiegu.

Z kolei naprotechnologia zakłada patrzenie na człowieka jako na całość. Ekspert podkreślił, że to jest istota medycyny, szukać przyczyn i leczyć je, co właśnie realizuje metoda, którą on stosuje. 

Jeśli pojawia się problem z poczęciem, to muszą istnieć nieprawidłowości, które należy znaleźć i wyleczyć. Wiemy, że komórki płciowe są jednymi z najczulszych komórek w naszych organizmach. Także to, co jemy, co nas spotyka – stres, praca zawodowa – to, co się dzieje w naszym ciele – praca nerek, tarczycy, układu pokarmowego – ma wpływ na jakość komórki jajowej i jakość plemnika. A dodatkowo u kobiety ma wpływ na to środowisko, które jest pierwszym światem dla nowego życia. To środowisko musi być zdrowe! – zaznaczył.

Dr Wasilewski podkreślił, że specjalista naprotechnolog oprócz przeszkolenia ginekologicznego, posiada też wiedzę o wpływie wszystkich innych sfer na płodność człowieka, m.in. z dziedziny genetyki, dietetyki, immunologii.

Nie trzeba być lekarzem, żeby wiedzieć, że kaszel jest objawem. Czego? Dajmy na to, zapalenia oskrzeli. Osłabiony układ oddechowy wpływa na naszą wydolność. Biegacz z zapaleniem płuc raczej nie wygra zawodów. I to samo można powiedzieć o przewodzie pokarmowym. Nieraz wystarczy, że wnikliwie zajrzymy w talerz pacjentki, ułożymy inną dietę i następuje poczęcie dziecka. To jest po prostu rewelacja!

Czytałem ostatnio pracę japońskich naukowców na temat celiakii, czyli choroby genetycznej związanej z układem pokarmowym: może być przyczyną problemów z poczęciem nawet w pięciu procentach. A ja pracowałem przez czternaście lat w liczącym się ośrodku in vitro i nigdy nie robiliśmy badania w kierunku celiakii – wyjaśnił lekarz w rozmowie z Aleteią. 

Jaka jest skuteczność in vitro?

W programie in vitro, w którym transferujemy do jamy macicy tylko dwa zarodki, średnia szansa jednego cyklu to około dwadzieścia procent. Przyjmuje się, że w trzech podejściach do programu in vitro wskaźnik kumulacyjny wynosi pięćdziesiąt-sześćdziesiąt procent. Już czwarte podejście do programu daje gorsze rezultaty. Dlatego w Polsce dofinansowane były trzy procedury in vitro – wskazał dr Wasilewski.

Ekspert podkreślił, że w przypadku stosowania metod naprotechnologii, „ skuteczność przy dwuletnim leczeniu to około sześćdziesiąt do osiemdziesięciu procent przy dobrej chirurgii”.

Lekarz dodał, że nie istnieje metoda leczenia niepłodności, która miałaby stuprocentową skuteczność, ale też w swojej karierze zawodowej trafiał na przypadki, które „wykraczały poza teoretyczne granice medycyny”.

Nigdy nie zapomnę pacjentki, która sama jest lekarzem, nie mogła długo zajść w ciążę. Doszło do poczęcia, ale do ciąży pozamacicznej, więc usunięto jej jeden jajowód.

Jakiś czas później znowu zaszła w ciążę pozamaciczną – umiejscowioną w tym jedynym jajowodzie. Także usunięto jego środkowy fragment i została de facto bez jajowodów. Ginekolog, do którego poszła, od razu powiedział, że w grę wchodzi tylko in vitro. Według literatury medycznej taka pacjentka nie ma szans na ciążę. Natomiast ona nalegała: proszę mi spróbować ten jajowód połączyć! Nie chciała in vitro, chciała naturalnego poczęcia. Została poddana operacji z wykorzystaniem mikrochirurgii i jajowód został zszyty. Gdy po kilku miesiącach przyszła do mnie z dodatnim testem ciążowym, z drżeniem robiłem USG, szukając, gdzie będzie pęcherzyk… I był w jamie macicy – opowiedział w rozmowie z Aleteią. 

Dr Wasilewski zaznaczył również, że jego obowiązkiem jako lekarza jest ochrona powierzonych mu pacjentów, a więc również zarodka, tego małego, rozwijającego się człowieka. Wskazał, że:

(…) on wymaga pełnego szacunku ode mnie i muszę go maksymalnie ochraniać, żeby nie zachorował w wyniku moich działań, nie umarł itd. Natomiast nie ma programu in vitro, który by to gwarantował. I to nie dlatego, że ktoś, kto pracuje w programie in vitro, nie szanuje tego życia albo coś robi źle w sposób zamierzony. Ale obecność zarodków poza organizmem mamy oznacza narażenie ich na gorszy rozwój lub śmierć.

Dlatego ja nie zrobię już nigdy programu in vitro, bo to jest uderzenie w życie. I dlatego narodziła się naprotechnologia jako alternatywa.

W wywiadzie opowiedział jeszcze jedną zaskakującą historię niezwykłego poczęcia. 

Miałem taką rekordzistkę po dziewięciu nieudanych programach in vitro. Leczenie u nas trwało osiem miesięcy i urodziła chłopczyka. Miała czterdzieści trzy lata. Potem zaszła w kolejną ciążę już bez naszej pomocy. Także tu wraca to pytanie: kto jest „złodziejem” czasu prokreacyjnego? W jej przypadku po prostu nie zrobiono diagnostyki. My znaleźliśmy przyczyny, wyeliminowaliśmy je i doszło do poczęcia – wyjaśnił. 

Duchowy wymiar naprotechnologii

Rozmówca Aletei wyjąsnił, w jaki sposób ta metoda walki z niepłodnością pomaga małżonkom umocnić związek i zbliża ich do siebie.

Standardy naprotechnologii zakładają dbałość o relację małżeńską. W wymiarze fizycznym, ale nie tylko – również duchowym, emocjonalnym, komunikacyjnym…

Również w trakcie badań dbamy o godność i świętość małżeństwa. Przy badaniu nasienia nie uzyskujemy go w wyniku masturbacji jak w programie in vitro, tylko za pomocą zbiorniczka zakładanego w czasie współżycia małżonków – zaznaczył.

Dr Wasilewski powiedział też, że podczas pracy w klinice in vitro raz na tydzień lub dwa musiał wystawiać zaświadczenie o  o leczeniu niepłodności do celów rozwodowych. Podczas 12 lat pracy w klinice naprotechnologii musiał to zrobić może dwa razy.

Lekarz opowiedział też o swojej drodze do uznania niemoralności metody in vitro, a także o tym, jak „Pan Bóg się o niego upomniał”.

Na początku 2007 roku nie miałem już wątpliwości, że chcę skończyć z pracą, w której w takim stopniu życie przeplata się ze śmiercią. Pewnej nocy obudziłem się i usłyszałem sekwencję słów: „Ufaj Jezusowi!”, powtórzoną trzykrotnie. Bolało mnie potem ucho, pewnie żebym wiedział, że to nie było złudzenie.

Wiele lat później zdałem sobie sprawę z tego, że noc, w którą to się stało – z 24 na 25 stycznia, to święto nawrócenia świętego Pawła. Nie ma przypadków. Miałem dużo więcej takich znaków prosto z nieba… – wspominał.

Podkreślił, że nie wiedział, czym zajmie się po odejściu w miejsca, w którym pracował 14 lat, jednak jasnym dla niego było, że nie może dłużej zostać w tamtej klinice.

I Pan Bóg podsunął mi wizję leczenia niepłodności inną metodą i otwarcia kliniki naprotechnologii w Białymstoku. To wszystko było skokiem na bardzo głęboką wodę: kupno budynku i wyposażenie go w zaawansowaną medyczną aparaturę. Zapożyczyłem się, zastawiłem cały dom i majątek. Teściowa powiedziała „nie będę wam myła okien, bo po co”… Ale Pan Bóg to poprowadził.

Zapytany o to, czy zdarzyło mu się powiadomić pacjentów, że już więcej nie jest w stanie dla nich zrobić, doktor odpowiedział:

Nigdy tak nie mówię. Jeśli jest owulacja, są plemniki i małżeństwo regularnie współżyje, zawsze mają szanse na poczęcie dziecka. Jeśli mówimy sobie „nie”, to tylko po to, żeby na jakiś czas odłożyć obserwacje metodą Creightona na półkę, odstawić leki, które nie są niezbędne, zawiesić diagnostykę. Przekonałem się, że wiele takich par dzwoni za pół roku, żeby powiadomić o ciąży.

Dr Wasilewski podkreślił też, że w swojej pracy nie czuje się jak Bóg i wie, że nie wszystko w kwestii poczęcia zależy od niego. 

Jestem przekonany, że wiara nie przeszkadza nauce, a nauka wierze. My jesteśmy potrzebni, żeby wykorzystywać wiedzę medyczną, ale moment poczęcia dziecka w danym cyklu nie zależy od nas, tylko od Stwórcy.

AM/pl.aleteia.org

Udostępnij

Spodobał Ci się ten artykuł? Wesprzyj działanie naszego portalu swoim datkiem.

Wybierz kwotę
inna kwota
Wesprzyj portal

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie

Liczba komentarzy : 0

© Centrum Życia i Rodziny 2022